Aurelisz Kosendiak:16-tego września 2012 roku był historycznym dniem dla mojego rodzimego miasta Wrocławia oraz rozgrywanego tu maratonu, który obchodził jubileuszową 30-tą edycję. W tym roku moim celem było ukończenie po raz drugi zawodów na dystansie Ironman (3,8km pływania-180km na rowerze-42.195km biegu - 11godzin 27minut-szkoda, bo był zapas, ale trzeba poszukać sponsora na rower) dlatego start w maratonie wrocławskim był dla przyjemności. 30 edycja, bieg w moim mieście, nowa trasa, świadomość że wielu znajomych będzie mnie dopingować na trasie oraz fakt, że będą biec także nowicjusze biegania tego królewskiego dystansu z programu „I Ty możesz zostać maratończykiem”(prowadzę na nich badania) to tylko niektóre powody, które zdecydowały, że wystartuję.  

Rano przed startem gorączka, nie taka przedstartowa tylko podwyższona temperatura (37,6) -na tyle już znam swój organizm, że o życiówce nie będzie mowy. 10 minut przed startem z kolegą Łukaszem Kulczewskim, który po raz pierwszy próbował sił w maratonie (3:16-piekny debiut) idziemy do strefy startu. Najpierw tradycyjnie wózkarze, elita, no i w końcu najliczniejsza rzesza - amatorzy ruszyli na nową trasę. Pogoda niezła (to kwestia indywidualna), bez słońca, 20 stopni. Pierwsze kilometry równe tępo i nowe widoki, gdyż maraton biegnie trasą odwrotną niż to miało miejsce jeszcze rok temu. Mijamy siedzibę głównego sponsora, lekki podbieg i już jestem na obwodnicy śródmiejskiej. Piękne widoki na moście milenijnym (pierwszy raz w życiu tamtędy biegnę-zawsze tylko autem-taki przywilej maratończyka, że ruch samochodowy wyłączony). Biegnę bez większego szarpania bo wiem, że mój organizm osłabiony i nie ma co szarżować.

Trasa biegnie koło Naszego pięknego Stadionu na Maślnicach. Tak blisko jestem pierwszy raz-może kiedyś organizatorzy zafundują Nam maratończykom możliwość finiszu właśnie tam :). Co ciekawe bardzo wielu wrocławian wyszło dopingować śmiałków którzy chcieli spróbować swoich sił tego dnia. Ponad 4020 biegaczy ruszyło równo o 9:00 na trasę, co stanowi nowy rekord frekwencji w tej imprezie. 26 km zgodnie z oczekiwaniami, widzę uśmiechniętą buzię pewnej blondynki i jakoś tak lżej i zapominam na chwilę o przeziębieniu. Mam jednak w świadomości, że taki dystans to jest wyzwanie zarówno fizyczne i psychiczne. Doświadczenie w biegach maratońskich mam może nieduże (ukończone 4 maratony), ale walka z samym sobą i słabościami nie są mi obce. Wiem, że zapewne będzie trzeba walczyć, ale doświadczenie zdobyte podczas 2 Ironmenów jest bardzo pomocne w takich sytuacjach.

30 km zaliczony i świadomość, że pozostało tylko 12km więc można sądzić, że meta jest tylko kwestią czasu. Z biegiem czasu wychodzi słońce, jak dla mnie wróg maratończyka (ale to kwestia subiektywna-niektórzy uwielbiają biegać w takich warunkach) i zaczynają się kłopoty. 34km zaczynają się kurcze mięśniowe i trzeba zacisnąć zęby i przełamywać swoje słabości. Głowa mówi dasz radę, ciało coś zupełnie przeciwnego. I znowu doświadczenie niezbędne- lampka ostrzegawcza zapala się i czas zwolnić-dziś przecież wynik nie jest dla mnie priorytetem. Od 38km na zmianę marsz i bieg i marsz i bieg (ból mięśniowy w mojej prywatnej skali 8-ciekawe ile to w skali innych?:) Nie ma mowy o zejściu i nawet taka myśl przez moment nie zamieszkała w mojej głowie. Trzeba dotrwać do końca i przełamać się kolejny raz. 12.00 w południe. Cóż bariera 3h już nie zostanie złamana ale to nie jest najważniejsze. W myślach teraz już ostatnia aleja na stadion olimpijski i będzie meta. 14 minut później mam zaszczyt biec po tej charakterystycznej dla wrocławskiego maratonu niebieskiej wykładzinie. Ostatnia prosta to najpiękniejszy moment biegu, euforia, łezka w oku i fakt, że po raz kolejny przezwyciężyło się swoje słabości. Meta osiągnięta w czasie 3:14.25 - może nic imponującego, ale dla tych pięknych widoków, setek kibiców na trasie, adrenaliny, pozytywnych emocji warto było!!! Czekam na mecie na kolegę Łukasza i ku mojemu zdziwieniu, nie trwa to długo :) brawo. Zmęczeni, ale w pełni usatysfakcjonowani i z uśmiechami udajemy się w cień zielonych alei Stadionu Olimpijskiego. Polecam każdemu próbę na tym dystansie, biegać każdy może (maraton ukończyło 3900 osób) wiec do zobaczenia na trasie za rok!

Mój wynik:
208 2143 KOSENDIAK Aureliusz WROCŁAW LAMA-TEAM POL 80M 30/47 (M) 203 NM1/8 03:14:52 03:14:25 04.36
0:21:57 / 188 0:43:47 / 191 1:31:55 / 184 2:11:28 / 171 2:34:43 / 153


dr Aureliusz Kosendiak
Nauczyciel akademicki Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

{moscomment}