Jurek Skarżyński: Zima to najpiękniejsza pora roku. Tym hasłem kończyło się wypracowania w szkole podstawowej opisujące tę porę roku. Zresztą - każda z nich była wtedy najpiękniejsza, z różnych powodów, które trzeba było przytaczać. Czy dla biegaczy zima to najpiękniejsza pora roku? Piękna to ona czasami i bywa, ale założę się, że każdy z biegaczy w okresie zimowym najchętniej wyleciałby na półkulę południową, gdzie słońce i ciepła woda stwarza o wiele przyjemniejszą atmosferę na treningach. I chyba nie mniej piękną.

Zima na nie:

  • - ciemność, widzę ciemność! Od momentu zmiany czasu na zimowy trening popołudniowy staje się duuużo mniej ciekawy, i coraz mniej bezpieczny! Już od godz. 16 zapadają egipskie ciemności. Chyba ten element jest najbardziej dokuczliwy dla biegaczy. Do marca, gdy nastąpi zmiana czasu na letni, nastroje na nocnych treningach bywają przygnębiające. Tylko treningi przedpołudniowe pozwalają delektować się niezaprzeczalnymi urokami polskiej zimy;
  • - kopny śnieg na trasie wycieczki biegowej, to nie tylko specyficzny urok, ale też zwykle sporo radości. Ale wahania temperatury - w dzień na plusie, a w nocy na minusie - powodują, że nasze trasy zamieniają się w ślizgawki, wszystkiego się odechciewa! Gdy byłem zawodowym biegaczem, nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale teraz, gdy biegam dla przyjemności... przyjemności z takiego biegania nie mam zbyt wiele! Że też kiedyś mi się chciało wychodzić w takich warunkach na trening... Cóż - cel uświęca środki!;
  • - czasami trudno ocenić, jak się ubrać, by nie przegrzać organizmu, albo nie wychłodzić się zanadto na mrozie. Przydaje się specjalistyczna odzież, z tzw. oddychających materiałów, bo w bawełnianych koszulkach i dresach o pomyłkę nie trudno. A wtedy o chorobę łatwo;
  • - mrozy - owszem, hartują, ale decyzja wyjścia na trening podczas doskwierającego mrozu nie jest łatwa. A wyjść trzeba, bez względu na temperaturę! Warto przypomnieć w tym miejscu, że nawet duży mróz nie zwalnia nas z konieczności oddychania przez usta. Zawsze tak trzeba oddychać, bez względu na poziom słupka na termometrze. No - może większy niż 15 stopni nie każdego wygoni na trening, ale jeśli wygoni, i z tym sobie nasz organizm poradzi. Byle pamiętać, że podczas takiego mrozu nie można robić treningów o dużej intensywności, a jedynie spokojne rozbiegania. A nawiasem mówiąc - systematycznie biegający mają czas na stopniową aklimatyzację do coraz bardziej ekstremalnych warunków zewnętrznych. Dystans maratonu pokonano już na Syberii podczas 42-stopniowego mrozu. Wszyscy przeżyli i nikt z tego powodu nie znalazł się w szpitalu. Uspokoiłem?;
  • - opady śniegu, to pozytywne skojarzenie raczej wśród dzieci. Biegaczom podczas treningu na pewno nie pomagają. Chociaż z drugiej strony - takie utrudnienie ma też i dobre strony. Na zawodach też zwykle bywa trudno, więc jest to element treningu... charakteru, też ważny w rozwoju zawodniczym;
  • - czasami warunki na naszych tradycyjnych pętlach stają się tak trudne, że nie pozostaje nam nic innego, jak trening na najbliższej szosie. To też się przydaje, ale co za dużo, to niezdrowo. Nie, żeby przeszkadzało podłoże, każdy ma przecież obuwie z amortyzacją, ale mijanki z samochodami dla wielu skończyły się kolizjami. Trzeba być baaardzo czujnym, bo i kierowcy w warunkach zimowych mają zdecydowanie trudniejsze zadanie!

Zima na tak:

  • - to szczególny okres pracy nad sprawnością ogólną: gibkością i siłą, które wypaliły się po okresie serii startów wiosenno-letnio-jesiennych. Obecność w halach sportowych, gdzie można wszechstronnie dać popalić swemu organizmowi przy pomocy różnego rodzaju wymyślnych ćwiczeń: z piłkami lekarskimi, przy drabinkach i nad płotkami lekkoatletycznymi, to inwestycja w przyszłą formę sportową, ale przede wszystkim w zdrowie;
  • - miesiące zimowe to okazja na długie, ale łagodne bieganie w trudniejszych warunkach, np. w kopnym śniegu, które naturalnie, bez sztucznych zabiegów, ładuje siłę naszych nóg, angażując nieużywane dotąd ścięgna i więzadła, a przy tym odporność psychiczną na dość specyficzne, trudne do wygenerowania np. latem, zmęczenie. Takie doświadczenie przydaje się podczas okresu startowego;
  • - nic tak nie buduje naszej wydolności (m.in. pułapu tlenowego), jak monotonne zaliczanie kilometrów drugiego zakresu (z tętnem z przedziału 75-85% Tmax). Zimą to podstawowy punkt mikrocyklu tygodniowego, stosowany - w zależności od wieku - raz lub dwa razy w tygodniu. Warto jednak zauważyć, że warto wtedy zadbać o podłoże zapewniające pewne odbicie, najlepiej suchy asfalt. Lód pod stopami nie działa budująco. Cóż - dla wielu biegaczy nie pozostaje wtedy do wyboru nic innego, jak rozjechana kołami samochodów szosa. Dobre choć to!;
  • - w miesiącach zimowych szczególnie skutecznie wzmacniamy siłę naszego układu odpornościowego, hartując nasz organizm, który później łatwo daje sobie radę z różnego rodzaju problemami, nie tylko na biegowych trasach, ale również podczas innych - życiowych - chwil osłabienia;
  • - zima to okres zmniejszonego startowania w imprezach biegowych. Niektórym dopiero ten okres pozwala wypocząć po serii cotygodniowych startów od marca do października. Bez zimy i związanego z nią zmniejszenia częstotliwości imprez biegowych wielu... zabiegałoby się na śmierć! Niektórzy odżywają właśnie podczas zimowego treningu.

Jak widać z tego bilansu zysków i strat, minusów jest więcej niż plusów, przynajmniej w tym zestawieniu. Dlatego... oby do wiosny! Przecież wiosna to najpiękniejsza pora roku.

Jerzy Skarżyński
Źródło: Gazeta Sołecka, I/2007{moscomment}