Galeria zdjęć z 3 Biegu Katorżnika

Andrzej "Harcerz" Liśniewski: ...brudna woda a raczej gęsta brunatna maź oblepiająca ciało spowalnia moje ruchy, nogi mimo wytężonego wysiłku nie chcą podnosić się do góry, trzciny ranią ręce i twarz...biegnę za innymi - o ile można tak powiedzieć! Brnę po pas w cuchnących odmętach jeziora „Posmyk" w myślach przypominając sobie postanowienie z zeszłego roku  „NIGDY WIĘCEJ"...co mnie podkusiło aby ponownie zmagać się z własnymi słabościami na trasie biegu Katorżnika?  A co innych przyciąga do Lublińca?   

 ...przeszywający ból nogi która zaklinowała się między niewidocznymi gałęziami w bagnie przypomina mi o rzeczywistości i walce prawie na śmierć i życie z przeszkodami terenowymi na trasie biegu!

  ...szybciej...szybciej  słyszę „Jaca" który pogania całą stawkę podając mi dłoń podczas wdrapywania się po ślizgiej ścianie rowu melioracyjnego...napieramy dalej! Trasa biegu kluczyła między bagnem, brzegiem jeziora, trzcinami, bagnem...należy przyznać budowniczym trasy że budując ją starali się dać jak najwięcej „radości" uczestnikom biegu...dać jak najwięcej niezapomnianych chwil...zachęcić do walki i dać czas na przemyślenia nad następnym startem w Lublińcu! 

...dobiegamy do ośrodka wypoczynkowego „Posmyk", wpadamy między pomostami do wody   i przy aplauzie kibiców, brnąc w czystej wodzie delektujemy się jej czystością, zapachem a co niektórzy pewnie i smakiem!  Pierwsze kąpanie czyli zmycie trudów przebytej już podróży i dalej w dukt leśny! Teraz dopiero można rozwinąć prędkość - drugą prędkość katorżniczą!

Pierwsza prędkość katorżnicza występowała podczas „kąpieli borowinowych" na trasie. Do mety pozostało oj.1000 - 1500m!  Ciekawe co jeszcze organizatorzy wymyślili na trasie?

...jeszcze trochę błotka...trochę pod górkę...i no nie...oznaczenie trasy prowadzi do jednej z sal konferencyjnych...chwila zawahania i do przodu...po schodach...przez  pomieszczenia sanitarne (krótka myśl...czy będą prysznice włączone i już zaczynają z nas zmywać dowody bycia na trasie?) ...widać plażę i niebieską bramę startową...jestem w domu! Szybkie pokonanie czołganiem ostatniej przeszkody terenowej i po włączeniu trzeciej prędkości katorżniczej finisz po molo...na metę wpadam z kolegą z klubu!

...cóż z tego że daleko za zwycięzca tych eliminacji...ale dobiegłem do końca...ukończyłem i to jest to co się  liczy...

....na mecie „oficjele" z Ministerem Obrony Narodowej na czele witali czule zawodników obdarzając ich jedynym w swoim rodzaju medalem za wytrwałość...medalem wzorowanym na podkowie...następnie kąpiel...reklamówka z gadżetami i bardzo smaczna krówką Katorżnika!...odpoczynek...rzut oka na tabele czasowe...i ponowna walka, tym razem już w zaciszu łazienek, z „wspaniałym" zapachem SPA skóry i włosów! 

...następne eliminacje...następni umorusani w błocie wracają świecąc niejednokrotnie jedynie bielmem oka i zębami... 

Do startu szykują się zespołu złożone z 4 zawodników. Napięcie na starcie rośnie, wszyscy chcą od początku wysforować się na początek nie dając szans rywalom...gorąco się robi...nie tylko z powodu słońca! Wśród zaciskających zęby i dłonie przed startem są przedstawiciele:
Parlamentu RP, Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Ministerstwa Obrony Narodowej,  PedroS Cup oraz prasy i mediów.

            Trasa odpowiednio „przerobiona...rozmiękczona" przez poprzednich startujących z „otwartymi" czeluściami  przywitała zespoły nie pozwalając na zbyt dowolna walkę!

            A walkę co niektórzy maja we krwi...jak np. gen. Roman  Polko który startował  w drużynie BBN czy Paweł Januszewski z drużyny PedroS Cup.

Po wszystkich biegach eliminacyjnych nastąpił czas na odpoczynek, wspaniałą wojskową grochówkę...jedna z uczestniczek biegu  nawet się przyznała że czekała cały rok na przyjazd specjalnie dla grochówki...oraz występy kulturalne które bardzo pochłonęły wszystkich uczestników pikniku zorganizowanego na Kokotku...prawie dzielnicy Lublińca! Występy kabaretów „CIACH" i „DNO" poprawiły wszystkim humor! Dalej  tańce do białego rana...nie dla wszystkich bo przecież część startujących w sobotę zakwalifikowała się do biegu głównego w niedzielę... 

...11.00 niedziela...start główny biegu Katorżnika...to samo co w sobotę...woda, błoto, trzciny, walka na ciężkiej trasie...przed tymi którzy pobiegli jeszcze raz chylę czoło...prawdziwi KATORŻNICY! Dla nich to właśnie czekały złote podkowy... 

..ponad 600 osób startujących...wszyscy mieli gdzie spać...co jeść nikt nie został pozostawiony samemu sobie...był czas na rywalizacje...był czas na zabawę! Wojskowy Klub Biegacza Meta Lubliniec postarał się aby zawody te zapadły wszystkim głęboko w pamięci! Media i sponsorzy nie zawiedli...pogoda jak na imprezę ekstremalną wymarzona... 

...to co ?..do zobaczenia za rok?... 

                                               Ja tam byłem, grochówkę jadłem, ekstra się bawiłem i w skrócie wszystko opisałem...

                                                                       Andrzej  „Harcerz"  LIŚNIEWSKI 

 {moscomment}