Monika Strojny: W piątek z centrum zatłoczonego Sundsvall wyruszyła parada 22-dwóch zespołów z jedenastu krajów, prowadzona przez orkiestrę i rozbawione dzieci niosące flagi narodowe wszystkich zawodników. Po krótkiej ceremonii otwarcia, potężny licznik kilometrów Explore Sweden Monster zaczął bić. Pierwsze 4 km były sprintem na drugą stronę rzeki, podjazdem na rolkach na szczyt wzniesienia i zbieg w normalnych butach stromym klifem miejskiego parku, w którym dobrze ukryty punkt kontrolny wisiał pod skałą. Sam organizator rajdu szukał go wraz z dziennikarzami dobre kilka minut. 

Po rozgrzewce zespoły wybierały kolejność następnych trzech etapów: spacer po dachu zabytkowego budynku, 150 metrów pływania w porcie i 14km orientering w mieście. Speleo Salomon Gore-Tex po małej wpadce z nie podbiciem punktu na dachu, opuściło Sundsvall w pierwszej dwunastce. Miejscowi mocarze z Lundhags wysunęli się na 4-minutowe prowadzenie.

Pierwszy „normalny" etap prowadził na wschód, po szutrach i asfaltach rowerowe tramwaje pędziły przez 120 kilometrów na przemian w górę i w dół. Po podbiciu punktu numer 3 na szczycie 300-metrowej góry, nie wolno było z niej zjechać normalną drogą ale prowadząc rowery przez las na skróty, bez ściezki. Niby nic strasznego ale marsz w SPD-ach po omszałych skałach nigdy nie należy do szybkich. Cały etap nawet najwolniejszym zespołom nie zajął 7 godzin.

Na strefę zmian szwedzki Lundhags wpadł z kilkunastoma minutami przewagi nad goniącymi ich Duńczykami i FJS. Włożenie rolek zajęło dwie minuty i już pędzili w kierunku oddalonego o 16km Midadventure - rzecznej plaży i wyspy, na których czekały krótki kajak dla jednej osoby w zespole, bieg dookoła wyspy dla dwóch oraz park linowy dla czwartej. Potem zawodnicy spotykali się i już całym timem zjeżdżali do wody i płynąc około 200 metrów kończyli etap. Pierwszy zespół już miał dwie godziny przewagi nad dziesiątym.

Mimo że pogoda (oprócz krótkiego deszczu) była dobra a woda tak ciepła jak powietrze (23 stopnie), Speleo Salomon trochę zmarzło i gdy przed północą opuszczali swój suport (zespół wspomagający, przygotowujący jedzenie  i sprzęt), mieli około 140 minut straty. Bez świateł (słońce zachodzi po 23 ale całą noc jest na tyle jasno, że na drogach nie potrzeba dodatkowego oświetlenia) zaczynali 256 km pedałowania: jeden długi przelot, bez żadnych punktów do podbijania...

Żadnej nawigacji, żadnego urozmaicenia, czysta siła i odporność na sen. Dwanaście godzin po asfalcie, 10 minut snu w rowie. Jechałam z suportem i minęliśmy Polski zespół o 2  w nocy, śpiewali „A kiedy przyjdzie także po mnie..." - tekst, który przykleił się do nich jeszcze przed zawodami. Zegarmistrz światła pomógł im wyprzedzić trzy timy ale senny monster nie dał o sobie zapomnieć i śpiąc w rowie dali się wyprzedzić Rosjanom. W sobotę po 11 rano oba timy skończyły w jednominutowym odstępie. Piotrek Dymus z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru podsumował noc: „ to jakby próbować zarżnąć się bagietką" ...

Tylko dwa pierwsze zespoły (Lundhags i FJS) nie spały po rowerze, po 15 minutach w w strefie zmian sprzetu pognały na treking wysokogórski. Cała reszta spała (Speleo Salomon Gore-Tex 45 minut) lub długo marudziła u suportów. Czekał ich 60 km marsz, co najmniej 19-20 godzin z 12 kg plecakami (jedzenie na dobę, raki, czekan, 50 metrów liny, 4 karabinki, jumar, uprząż itp.).

Sobota od rana była słoneczna, ale nad Explore Sweden zebrały się chmury. Nad ranem organizator wypadł samochodem z drogi i wybuch poduszki uszkodził mu oko. Norweski zawodnik timu Merrell doznał kontuzji ścięgna i po 24h rajdu jego zespół zszedł z trasy. Pech nie ominął też Speleo - Piotrkowi Hercogowi wróciła podobna kontuzja ścięgna przy kolanie i w góry wychodził już na mocnych środkach przeciwbólowych. A na lodowej, zaporęczowanej ściance, którą mieli przechodzić zawodnicy, zrobiło się tak krucho, że po przejściu dwóch pierwszy zespołów punkt zamknięto i skrócono  (choć to może już na szczęście) cały marsz o kilka trudnych kilometrów. Gdy Artur Kurek z kolegami i Iriną Safronovą, wychodził na trek ta informacja nie była jeszcze znana ale na pewno na górze wiadomość nie zepsuła im nastroju, który po śnie wyraźnie się poprawił.

W niedzielę nad ranem nasz zespół ukończył marsz przez góry i lodowiec jako czwarty, co znaczy że moc jest z nimi! Na stronie www.exploresweden.se działa relacja na żywo, a w zakładce Multisport można śledzić zespoły dzięki 24h pozycji GPS. Zapraszamy do kibicowania!


Fotorelacja
  (zdjęcia: Monika Strojny)
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

{moscomment}