lider3aFot. Archiwum prywatne

Robert Zakrzewski: Nie Henryk Szost, nie Yared Shegumo, ale Marek Mitrofaniuk, od pół roku prowadzi na krajowych listach męskiego maratonu. Nic nie wskazuje, żeby mieszkaniec Siedlec szybko miał stracić fotel lidera, bo z powodu pandemii brak kolejnych startów. „ Wiem gdzie jest moje miejsce w szeregu” - przyznaje skromnie biegacz.

Pod koniec lutego, w hiszpańskiej Sewilli, Marek Mitrofaniuk zajął 113. miejsce z czasem 2:31:31, ustanawiając nowy rekord życiowy. Wynik przeszedł bez echa, ale dla niego był to sukces, bo poprzedni swój najlepszy rezultat poprawił aż o 5 minut. Na stronach Polskiego Związku Lekkiej Atletyki na próżno szukać tego czasu, za to jest na stronach światowej centrali - World Athletics. Widnieje tam jako jedyny wynik Polaka odnotowany w tym roku w maratonie, oraz 98. rezultat w Europie.

lider4

Wiem gdzie jest moje miejsce w szeregu i wiem jaki jest mój wynik. Zanim wszystko się zaczęło miałem nadzieję, że ten wynik da mi miejsce w pierwszej „trzydziestce” na koniec roku w Polsce. Nigdy nie spodziewałem się, że mogę być liderem. Koledzy śmiali się, że pierwszy będę do kwietnia. A tu się okazuje, że wyszło trochę dłużej.

- przyznaje z uśmiechem Marek Mitrofaniuk.

Maraton w stolicy Andaluzji, był jednym z ostatnich masowych maratonów jak do pory. O minimum na igrzyska olimpijskie, wynoszące 2:29:30, walczyła tam Izabela Paszkiewicz, jednak zeszła z trasy przed 30 km. Tydzień później w stolicy Japonii odbył się Maraton Tokijski, ale tylko z udziałem zaproszonej elity. Wśród faworytów nie było Polaków. Następnie z powodu pandemii przekładano kolejne większe maratony jak np. Wiedeński, w którym miała pobiec większość naszej krajowej czołówki. Tak doszliśmy do momentu, że wiadomością dnia nie jest odwołanie imprezy, ale to że się bieg odbędzie.

Udany start 37-letni Mitrofaniuk wspomina bardzo miło. Był to zresztą jego jubileuszowy udział na „królewskim dystansie”.

lider2

Jechałem tam z nastawieniem, żeby złamać 2:35:00 i poprawić „życiówkę” - 2:36:09. Ruszyłem nieco ambitnej, tak na 2:32. Wszystko układało się idealnie, jak rzadko kiedy. To był mój dwudziesty maraton i chyba w piętnastu musiałem przejść czasami do marszu. Ale tym razem byłem przygotowany jak nigdy. Nie miałem ani jednego kryzysu, nie było chwili, żebym czuł, że nie dam rady. Biegliśmy w grupce. Do 15 km miałem idealny międzyczas. Później trochę straciłem, ale zacząłem odrabiać po „połówce”. Do końca biegłem z jednym Hiszpanem i dawaliśmy sobie zmiany co 3 km.

- relacjonuje biegacz.

W przygotowaniach panu Markowi pomagał jeden z czołowych polskich maratończyków - Marcin Chabowskiego, czwarty zawodnik Mistrzostw Europy w półmaratonie (2016). Ich współpraca trwała półtora roku i zakończyła się po maratonie w Sewilli. Biegacz nie ukrywa, że w przyszłości będzie jeszcze chciał złamać barierę 2:30:00. Zwłaszcza, że brakuje mu już tak niewiele.

Przez prawie osiem lat trenowałem samemu. Wiedzę, czerpałem z różnych źródeł. Ostatnie półtora roku trenowałem z Marcinem Chabowskim i to wiele mi dało. Zacząłem trenować na nieco mniejszych obciążeniach, określone treningi robiłem wolniej. Kilometraż też był inny, mniejszy, a poprawiłem się o pięć minut, i to bez żadnego kryzysu. Pierwsze pół roku w ogóle trenowaliśmy pod 5 i 10 km, tak żeby nabrać szybkości. Dużo też mi pokazał dodatkowych ćwiczeń wzmacniających, których nigdy nie robiłem. To była moja prywatna decyzja, bez względu na osiągnięty wynik.

- wyjaśnia.

lider3

Marek Mitrofaniuk nie ma lekkoatletycznej przeszłości, nie trenował w żadnym klubie jako junior. Zawsze był jednak bardzo aktywny, a biegając po rodzinnych Niemojkach wzbudzał ogólne zdziwienie.

Mieszkałem w małej wsi na wschodzie Polski i nikt nie rozumiał tego co robię. Gdy biegłem to samochody zatrzymywały się, żeby mnie podwieźć, albo pytali czy coś się złego stało. Tak mnie odbierano. Zapraszano mnie do pracy w polu, bo uważano że mam nadmiar siły i trzeba ją spożytkować. Nie trenowałem nigdy profesjonalnie i widzę, jak ćwiczą amatorzy, którzy kiedyś byli w klubach w młodszych rocznikach. To jest jednak różnica. Ja zacząłem biegać dopiero po studiach i te 2:30 to już byłby sukces.

- opowiada Marek Mitrofaniuk.

W pierwszym biegu wystartował w 2009 roku, mając 26 lat. W Półmaratonie Hajnowskim uzyskał czas 1:38:26 i był wtedy 84-ty. Zwyciężył Bogusław Andrzejuk (1:11:00) przed Arturem Jabłońskim (1:11:54). Ze swojego wyniku był zadowolony, ale nie spodziewał się że uplasuje się za prawie dwa razy starszym biegaczem.

Stwierdziłem, że może przebiegnę półmaraton. Najbliżej mojego miejsca zamieszkania był Półmaraton Hajnowski. Wtedy nie znałem nikogo kto by biegał, co teraz wydaje się być dziwne. To też był mój jedyny start w całym roku. Nie czułem potrzeby szukać kolejnych zawodów. Nie miałem świadomości, że są jakieś imprezy. Samym wynikiem byłem „zdołowany”. Ja młody, silny człowiek, uprawiający trochę sportu, przegrałem ze znanym Andrzejem Radzyminem z Hajnówki, który pobiegł 1:24:10. Byłem w szoku jak mogłem przegrać z ponad 50-letnim facetem. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że ktoś w takim wieku biega i to na takim poziomie.

- śmieje się biegacz.

W 2010 roku, obóz organizowany przez Marka Troninę zmienił na zawsze jego losy. Biegacz przyjechał poznawać tam tajniki treningowe, a znalazł swoją drugą połówkę. Do tego nawiązał pierwsze biegowe znajomości, które przetrwały do dziś.

Głównym trenerem była Małgorzata Sobańska, ale wtedy nie wiedziałem do końca kim ona jest (rekordzistka Polski w maratonie kobiet). Na obozie poznałem mnóstwo osób z którymi do dziś utrzymuję kontakt, ale co najważniejsze tam poznałem swoją żonę. Po powrocie z obozu zapisałem się do lokalnego klubu biegowego – Yulo Run Team Siedlce.

- opowiada.

Biegacz uważa się za amatora, ale posiadającego spore ambicje. Z zawodu jest rzeczoznawcą i biegłym sądowym. Uważa, że praca i pasja nie muszą ze sobą kolidować.

Wszystko da się pogodzić, tylko trzeba chcieć i dokładnie planować. Żeby nie tracić czasu staram się układać spotkania rano, albo tylko po południu, a w biurze nie tracić czasu. Oczywiście prowadzenie jednoosobowej działalności pomaga. Zimą kiedy wcześnie robi się ciemno, i chcę zrobić mocny trening w dzień, wpisuję do kalendarza np. w każdy wtorek w godzinach 8-10 mam trening, i nie umawiam na ten czas żadnego klienta. Oczywiście potem trzeba te 2 godziny odpracować. Ale mam zrobiony trening w dobrych warunkach. Ważna jest oczywiście rodzina i dzieci. Trzeba myśleć o tym, żeby żona to wszystko akceptowała” - opisuje rozmówca.

Kiedy urodził się mi się syn, córka miała półtora roku. Z dnia nadzień przestałem biegać i w ogóle nie biegałem przez 30 dni, bo musiałem zajmować się córką. Z czasem treningi wróciły, ale przez kilka następnych lat wstawałem trzy-cztery razy w tygodniu o ok. 5:30. Zimą wracałem do domu po treningu i ciągle było ciemno. Dzięki temu po południa mogłem poświęcić tylko i wyłącznie rodzinie. A żona też z czasem chciała przecież wrócić do biegania. Pamiętam, jak wróciłem do domu po maratonie w którym zrobiłem życiówkę 2:36, zjadłem obiad i od razu wyszedłem z dziećmi na trzy godziny na plac zabaw.

- kończy pan Marek.

Obecnie Marek Mitrofaniuk biega bez planu, częściej za to jeździ na rowerze z żoną, oraz zwiedza góry. Mówi, że dostrzega wiele plusów w obecnej sytuacji, gdy sezon imprez nieco zwolnił, bo na więcej rzeczy ma też czas. Wszystko wskazuje, że pozycję lidera utrzyma do 47 Maratonu Dębno i rozgrywanych tam mistrzostw Polski. Chyba, że ktoś pokusi się o dobry rezultat podczas rozgrywanego w zmienionej formule 42. Maratonu Warszawskiego.

Przypomnijmy, że najlepszym maratończykiem 2019 roku był Yared Shegumo z wynikiem 2:11:40 uzyskanym w Walencji. Według World Athletics poniżej 2:30:00 pobiegło 28 Polaków.

lider1


Inne rozmowy Roberta Zakrzewskiego:
W poszukiwaniu zaginionej e-formy. Albo z formą w lesie. - 14.04.2020
W szkole nie lubił biegać. Zdobył medal mistrzostw Polski w maratonie! - 29.04.2020
Emilia Zielińska zwyciężyła Cracovia Maraton w 2013, teraz spełnia marzenia życia 22.04.2020
Śmierć kliniczna, rekord Polski i sześć marzeń. „Miałam szczęście. Ogromne szczęście.” - 14.05.2020
Dana Glowacka rekordzistka Guinnessa w „planku” - „Możesz być nikim, kto stanie się kimś”. A co myśli obieganiu? - 19.05.2020
Agnieszka Janasiak i finisz, który obiegł prawie cały świat. „Jest co opowiadać” - 27.05.2020
Pobiegnie wzdłuż Wisły, żeby złamać tabu. „To nic wstydliwego mieć depresję” - 4.06.2020
Miał być „Majors”, będzie Korona Gór Polskich. Wojciech Kopeć pobiegnie po rekord? - 17.06.2020
Angelika Mach z nowym trenerem i planami: „Czas było coś zmienić, albo kończyć” - 24.06.2020