Wojciech Szota: Dwa tygodnie i dwa największe maratony w Polsce. Tak każdemu maratończykowi upłynęły dwa ostatnie tygodnie życia. Rywalizowali biegacze, ale tym razem również organizatorzy, co akurat nikogo ze startujących nie martwi. Nowe pomysły, konkursy, promocje, coraz lepsza organizacja to zabiegi, aby pozyskać serca biegaczy. Każdy zapewne ma swoje typy i sympatie. Frekwencja wypadła remisowo i są to rekordowe wyniki w Polsce - ponad 2600 zawodników dotarło do mety (Poznań -2608, Warszawa - 2638). Maratonczyk.pl tak jak wielu uczestników maratonu, biegowe święto rozpoczął od oglądania meczu z Czechami. W towarzystwie Jurka Skarżyńskiego i jego żony przeżywaliśmy piłkarskie emocje, ale stwierdziliśmy, że i tak nic nie może równać się z bieganiem.


Ci, którzy nie mogli spać nękani przez przedstartowe koszmary mogli jeszcze obejrzeć w niedziele rano wyścig Roberta Kubicy... a potem spokojnie zdążyć na start. Ulica Baraniaka pełna była biegaczy, a wśród nich m.in. husarz, rzymski legionista i anioł. Sposoby na pokonanie trasy też bardzo różne. Liczna była grupa tzw. Gallowey'a prowadzona przez Basię Muzykę, która miała pokonywać trasę na przemian biegiem i marszem. 

Nad naszymi głowami lata śmigłowiec. Biegacze machają do pilota, nawet elita zadziera głowy do góry. Punktualnie o godz. 10.00 - strzał startera, wybuchają sztuczne ognie i czoło maratonu rusza sprintem. Na czele oczywiście faworyci. Cel główny to pobić rekord trasy. Zadanie zostaje powierzone Kenijczykowi Matthew Kosgei, który ma do pomocy kilku kolegów.  Do 20. km stawkę na rekord prowadzi Polak Jan Białk. Później już do pracy biorą się czarnoskórzy biegacze. Rekord Waldemara Glinki (2:15:38) z roku 2001 poprawia aż trzech Kenijczyków z Nairobi. Od niedzieli nowym rekordzistą trasy i posiadaczem Chevroleta Aveo jest Kosgei, z czasem 2:13.45. Na podium obok niego stają również Julio Kilimo i John Mutai. Wśród pań po raz kolejny w tym roku zwycięża Arleta Meloch, mająca w tym roku już zwycięstwa w większości polskich maratonów. 

Na starcie maratonu pojawiło się wiele znanych osobistości. Z numerem jeden pobiegł Prezydent Poznania Ryszard Grobelny ( 4:28:27), z dwójką jego zastępca Maciej Frankiewicz (4:17:53), dobrze wypadł Robert Korzeniowski zajmując 46 miejsce (2:51:29). Aktorka Kasia Bujakiewicz niestety wycofała się w połowie biegu. Na start spóźnił się godzinę Piotrek Żukowski - bezdomny maratończyk z Warszawy. Zupełnie się nie przejmując tym, ukończył swój 161. maraton w życiu.

Kibice pojawili się na trasie wyjątkowo licznie. Widać, że powoli zamiast stać w korkach zaczynają kibicować. Nie zawiedli fani "Kolejorza". Z szalikami, flagami i syreną zagrzewali biegaczy. Na trasie grało także wiele zespołów muzycznych... aż nie wypadało iść nawet przez moment. 

Do dyspozycji zawodników było bardzo wiele stref bufetowych, rozstawionych co 2-3 kilometry. Parę lat temu biegacze mogli pomarzyć tylko o takim luksusie. 

Przed metą na zawodników czekała jeszcze ostania próba. Konkurs na najszybsze, ostatnie 195 metrów. Gdyby nie angielska rodzina królewska, nigdy byśmy nie mieli okazji do tej zabawy... a tak wielu biegaczy podrywa się jeszcze do finiszu. Na mecie Artur „Arti" Kujawiński z Poznania (prezes KB Maniac) opowiada nam, że ten odcinek na pewno pokonał szybciej od Kenijczyków. Finisz odbywa się w godnej oprawie, dookoła trybuny pełne kibiców. Dla tych kilku chwil warto było się męczyć te parę godzin na trasie. Organizatorzy specjalnie honorują panie wręczając im róże.

Na piersiach najcenniejsza pamiątka - maratoński medal. Ten poznański tradycyjnie upamiętnia historyczne wydarzenie. Tym razem jest to dziewięćdziesiąta rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego. 

Ostatnim akcentem jest losowanie samochodu wśród wszystkich uczestników biegu. Szansę większe niż w Totolotku, ale biorąc pod uwagę liczbę startujących, trzeba być "dzieckiem fortuny":). "Na przyszły rok szykujemy jeszcze więcej niespodzianek" - już zapowiada Monika Prendke z biura Maratonu Poznańskiego. 

My wspieraliśmy - redakcyjnie i na trasie - piękną inicjatywę "Drużyny Szpiku". W tym roku na nowotwór krwi zmarł mój ojciec (wielki kibic biegania), więc było to dla mnie również bardzo osobiste przeżycie. W koszulce "Drużyny Szpiku" mogłem obchodzić mały jubileusz startując po raz 40-ty w maratonie.
Maratończyk.pl obecny był także na targach maratońskich, co prawda w niepełnym wymiarze godzin, ale dziękujemy wszystkim za odwiedzenie naszego stoiska.

 




  

{moscomment}