Dyrektor Poznań Maratonu Łukasz Miadziołko nie rzucał słów na wiatr. Tak jak zapowiedział czołówka została przebadana na obecność środków dopingujących, z wykorzystaniem testów pod kątem stosowania EPO. To jedyny maraton w Polsce gdzie są tak szczegółowe badania. Niestety zapobiegliwość okazała się po raz kolejny uzasadniona. U jednego z zawodników czołówki (na razie nie podano kogo) próbka dała wynik pozytywny. Przypomnijmy, że poznańska impreza notuje na tym polu dużą skuteczność i chyba jako jedyna prowadzi tak otwartą walkę z niedozwolonym dopingiem. W 2012 roku zdyskwalifikowano zwycięzcę poznańskiego maratonu, Kenijczyka Edwina Kosgei Yatora, a w 2013 roku drugą wśród kobiet, Białorusinkę Olgę Reskaję.    

W tym roku próbki zostały pobrane od czterech najlepszych zawodników i zawodniczek. Organizator nie podał czyja próbka dała pozytywny wynik, a na chwilę obecną wydał następujący komunikat:

"Informujemy, że po otrzymaniu w dniu 6 listopada 2015 roku z Instytutu Sportu – Zakład Badań Antydopingowych w Warszawie wyników kontroli antydopingowej, stwierdzono, że badane próbki A dały pozytywny wynik dla jednego z uczestników 16. PKO Poznań Maratonu.
W związku z powyższym przedłuża się okres ogłoszenia wyników oficjalnych. Obecnie trwa procedura wyjaśniająca. O wynikach kontroli antydopingowej zostały powiadomione: WADA i IAAF".    

Na pewno przypadki niedozwolonego dopingu nikogo nie cieszą, ale trzeba pogratulować maratonowi w Poznaniu, że jest konsekwentny w swoich działaniach i co najważniejsze skuteczny. Testy antydopingowe powoli stają się wizytówką Poznań Maratonu i pozwalają wierzyć w czystość sportowej rywalizacji.    

{moscomment}