Trudno...  może ktoś nas posądzi o szowinizm i czepialstwo ale chcieliśmy zwrócić Waszą uwagę na problem jakim jest astma w dyscyplinach wytrzymałościowych. Połowa zawodowych kolarzy to astmatycy "na papierze" i dzięki temu mogą korzystać z farmakologicznych przywilejów. Zjawisko to jak się okazuje dotyczy także nart biegowych. Już dwukrotna mistrzyni olimpijska Marit Bjoergen zażywa lekarstwa przeciw astmie, które znajdują się na liście środków dopingowych Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). Norweżka uzyskała w grudniu 2009 roku pozwolenie na ich stosowanie od Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS). Nasuwa się pytanie czy chorzy zawodnicy powinni startować jeśli jest ryzyko, że to wypaczy rywalizację? Czy raczej świadczy to o tolerancji i zrównuje szansę chorych w stosunku do tych, którym natura dała więcej zdrowia. Jesteśmy bardzo ciekawi Waszych opinii. Poniżej pierwszy komentarz będący fragmentem wywiadu jaki udzieliła Justyna Kowalczyk "Przeglądowi Sportowemu" tuż przed Igrzyskami:

"Wielu biegaczy i biegaczek ma dokumenty, świadczące o tym, że chorują na astmę i muszą zażywać mocne leki (...)

Justyna Kowalczyk: Rzeczywiście. Kolarze, pływacy, biegacze... Wielu niedomagających, naprawdę bardzo chorych. Tak sobie myślę, że może powinni na jakieś specjalne igrzyska jeździć (śmiech). Ale teraz poważnie - moim zdaniem trzy, może cztery procent jest chorych naprawdę. Reszta to dla mnie oszuści, którzy mają odpowiednie dokumenty. Zawsze będę to głośno mówić. Bo moim zdaniem to zwykły szwindel, kiedy ktoś odkrywa astmę niedługo przed igrzyskami olimpijskimi. Ale nie z takimi sobie radziłam. Poza tym, chcę mieć kiedyś zdrowe dzieci."

Cały wywiad można przeczytać tutaj.
{moscomment}