Radosław Wypych: Wszystko zaczęło się 31.12.2013r. Ostatni dzień najniższego wpisowego na wiele europejskich maratonów. Wybrałem Tallin (15.09.2014) - ostatnią stolicę tzw. państw pribałtiki, dawnych republik ZSRR, gdzie jeszcze nie byłem. Wpisowe zapłacone (25euro) i nagle przychodzi refleksja, tydzień wcześniej zapisany jestem na festiwal biegowy w Krynicy, na którym ostatecznie pokonuję trzy dystanse - 15km,10km i maraton. Trudno, przecież nie pierwszy raz biegam co tydzień 42,195km. Nocleg i transport organizowałem na ostatnią chwilę. Lecę LOT-em. Bilet w promocji – 250 pln w obie strony, czas lotu - 1godz.20 min. Autokarem byłoby to ponad 20 godz. Jazdy za ok. 300pln. Nocleg na starówce w Oldhouse Hostelu, w sali 5 osobowej, 9,5 euro za nocleg. Dlaczego wybieram hostele i sale wieloosobowe? Niska cena noclegu jest ważna, ale równie ważne jest spotkanie ludzi z różnych części świata. W moim hostelu byłem jedynym Polakiem. Nocowała tam również

16 letnia Chinka podróżująca samotnie po Europie, para Australijczyków i Japończyków, którzy też przemierzali nasz kontynent, para emerytów ze Szwecji, Łotysze, Szkot opowiadający o zbliżającym się w ich kraju referendum. Dla odmiany śniadanie po maratonie jadłem w towarzystwie maratończyka z Rosji i Ukraińca.

Moją wycieczkę rozpocząłem w czwartek, zakończyłem w poniedziałek, dzień po maratonie. Biuro maratonu znajdowało się w wielkim namiocie na pl. Wolności. Odbiór numerów startowych, jak na innych maratonach, to zwykła formalność. Obok biura ustawiono namioty ze sprzętem sportowym, odżywkami oraz sceną, na której w sobotę przed biegiem odbył się koncert estońskich zespołów. W sobotę odbyły się też biegi dla dzieci i Nike Race.
 W niedzielę, w dzień maratonu wstałem wcześnie, zjadłem śniadanie i podążyłem ok.1km na miejsce startu. Depozyty i szatnie znajdowały się na placu  obok mety, natomiast start był oddalony o ok.300 m. Do stref startowych wpuszczano zawodników wg numerów, ale nie przeszkodziło mi to w zrobieniu sobie kilku zdjęć na linii startu i nikt mnie stamtąd nie wyprosił.

Co można powiedzieć o maratonie? Dla mnie było super: trasa złożona z dwóch pętli, punkty odżywcze co ok.2,5 km, pogoda wspaniała - słońce, lekki wiatr, temp. około 18st.C. Rewelacja. Limit czasu 7godz. Wstrzymano kursowanie wszystkich czterech linii tramwajowych i wielu autobusowych. Start z centrum, dalej szeroką ulicą wzdłuż zatoki morza bałtyckiego do letniskowej miejscowości Irina. Powrót częściowo ulicami, a częściowo chodnikiem lub ścieżką rowerową. Niestety, bieg ścieżką rowerową to była porażka - na pierwszej pętli bardzo ciasno (biegłem w grupie na 3:45), a gdy chciałeś kogoś wyprzedzić, to tylko trawnikiem.

Na szczęście trasa nad samym morzem rekompensowała, co by nie powiedzieć, to duże  niedociągnięcie. Następnie podbiegaliśmy na stare miasto obok wieży zwanej Grubą Margaritą. Obok niej znajduje się tablica w polskim języku, przypominająca o internowaniu w 1939 r. naszego okrętu podwodnego ORP „Orzeł” i jego słynnej ucieczce do Anglii. Potem krótki bieg po Starym Mieście i kolejna pętla. Na pierwszej pętli zatrzymywałem się, robiłem zdjęcia, ale druga to była walka o przetrwanie. Zresztą zmęczenie było widać na wielu twarzach. Dystans maratonu doprowadza wszystkich, nie zależnie od narodowości, do cierpienia. Ok. 30km mija mnie jedyny Polak, którego spotkałem na trasie. Z tym, że on przyśpiesza, a ja staram się nie zwalniać.

Wreszcie koniec: 3:48:23, medal, butelka wody, paczka orzeszków. Czyżby to wszystko? Odpoczywam na wielkiej macie rozłożonej na ulicy. Idę dalej, a tam niespodzianka: strefa tylko dla uczestników maratonu i wielki, wielki poczęstunek: ciastka, pączki, paszteciki, banany, jogurty, napoje, cola, sałatki, zupy na ciepło, piwo ...  rewelacja. Jeszcze tylko grawerka wyniku na medalu (koszt 3 euro) i idę do pokoju.  Muszę odpocząć, a wieczorem spacer i piwo, mała nagroda za to, że znowu się udało (ukończony 72 maraton).  Trzeba dodać, że 2,5godz po starcie maratonu (na który zarejestrowało się  2166 osób a ukończyło 1807), na tej samej trasie odbył się start uczestników półmaratonu (zarejestrowanych 2999, ukończyło 2674), a po kolejnej godzinie start na 10km (ukończyło 5755).

Organizatorzy chwalą się kolejnym rekordem frekwencji. Zwycięzcą maratonu został, jakże by inaczej, zawodnik z Kenii  Dady Beyene (2:17:29), drugie i trzecie miejsce dla przedstawicieli Estonii: Ilja Nikołajew (2:21:34) i Heynar Wayne (2:23:3). Pierwszą kobietą była Evelin  Talts z Estonii (2:56:26).

Pierwszym na dystansie 21,0975km był Jakob Yakor z Kenii, z czasem 1:05:36. Drugi Janis Girgensons z Łotwy przegrał tylko o 2 sekundy. Wśród piękniejszej części ludzkości pierwsza Jelena Prokopcuka z Łotwy (1:12:28). 10km pod dyktando reprezentantów Estonii. Pierwszy:  Tiidrek Nurdek (29:47) z Estonii, a pierwszą kobietą była Lily Luik (36:24).

Czy warto pojechać do Tallina? Odpowiedź jest jedna: pojechać warto wszędzie, a Tallin należy wpisać do kalendarza turystyczno-biegowego. Poza biegiem, trzeba zobaczyć niesamowitą starówkę, a wokół niej olbrzymie mury z basztami, oraz odwiedzić położone niedaleko od centrum nadmorskie plaże. Uczestnicy maratonu na weekend otrzymują darmowy transport (bilet dobowy kosztuje 3 euro). W 3 dni można poznać główne atrakcje miasta i okolic. Ceny: piwo w restauracjach od 3 euro, pizza, makarony od 5 euro, w sklepach trochę drożej niż w Polsce. Paliwo w podobnej cenie. Wejścia do prawie wszystkich atrakcji turystycznych płatne od 1,5 do 7 euro (Zoo). I bardzo ważne, wyjazd to szlifowanie języka obcego. W tym wypadku głównie angielskiego i rosyjskiego. A jeśli trafisz na taką pogodę jak ja, to wybór był bardzo dobry.
 
Fotorelacja (Radosłąw Wypych)
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
{moscomment}