7 kontynentów, 7 maratonów, 7 szkół! Za nami trzeci maraton.
Agata Rybus: Po afrykańskim Sahara Marathon i europejskim Bratislava Marathon przyszła kolej na kolejny, tym razem północnoamerykański etap projektu „7 kontynentów – 7 maratonów – 7 szkół”. 4 maja, twórca i realizator projektu, Dariusz Laksa, wystartował w maratonie w Vancouver.

Przypomnijmy - "7 kontynentów - 7 maratonów - 7 szkół" to projekt stworzony przez Dariusza Laksę, na co dzień nauczyciela wychowania fizycznego w jednej ze szkół podstawowych w Bytomiu. Projekt zakłada udział Dariusza Laksy w 7 maratonach, na 7 kontynentach w ciągu roku. Celem projektu jest pomoc 7 bytomskim szkołom podstawowym, poprzez zaopatrzenie ich w brakujący sprzęt sportowy. Wśród kolejnych etapów projektu znajdują się: maraton w Rio de Janeiro oraz Hokkaido Maraton w Japońskim mieście Sapporo. Sponsorem technicznym projektu jest ASICS Polska.
 
Zapraszamy do zapoznania się z relacją Dariusza Laksy z udziału w maratonie w Vancouver.

Trzecim etapem projektu „7 kontynentów – 7 maratonów  - 7 szkół” był maraton w Kanadzie w Vancouver. Po starcie w tym maratonie nie spodziewałem się zbyt wiele - leciałem do Vancouver z jeszcze niewyleczoną kontują z Bratysławy.  Do aklimatyzacji w miejscowej strefie czasowej potrzebowałem trzech dni. Nie chcąc ryzykować pogorszenia stanu zdrowia, czas ten spędziłem na spacerach i zwiedzaniu miasta i okolic - bardzo malowniczego i niezwykle zróżnicowanego miejsca, z wieloma atrakcyjnymi terenami dla biegaczy. Stanley Park, przez który wiodła również trasa maratonu, każdego dnia, o każdej porze gości mnóstwo sympatyków biegania, co jest niezwykle miłe dla oczu.

W dniu startu nieco załamała się pogoda. Dopiero na 15 minut przed startem przestało padać.  Moment startu i poprzedzające go chwile były czymś jak dotąd dla mnie niespotykanym. Każdy znał swoje miejsce w szeregu. Nikt nie przepychał się do przodu, by stanąć tuż za elitą. Konferansjer wymieniał narodowości zawodników startujących w maratonie. Gdy zakończył, nie wymieniając Polski, miałem na tyle swobody, by podejść i powiedzieć, że jestem biegaczem z Polski.  Konferansjer przyjął moją ingerencję z uśmiechem i życzliwością, po czym poinformował zebranych o moim udziale.

Kolejnym zaskoczeniem był pięknie odśpiewany hymn narodowy Kanady. Niesamowite wrażenie zrobił na mnie widok 10.000 maratończyków, w większości śpiewających swój hymn. Po wystrzale startera ruszyliśmy tak jakby w tempie spacerowym. Od samego początku biegłem bardzo asekuracyjnie. Spokojne tempo początkowego odcinka opłaciło się, gdyż już na 2 km dyskomfort w nodze zmienił się w ból, z którym walczyłem już do samej mety.

Tempo pierwszej części maratonu było na tyle optymalne, że mogłem z uśmiechem rozkoszować się mijanymi widokami oraz atmosferą maratonu. Na około 10 km przeżyłem wielkie zdziwienie, gdy dobiegliśmy do "stop mat" i to my - maratończycy przepuszczaliśmy przejeżdżające samochody. Generalnie wszystko było świetnie zorganizowane i nie miało wpływu na wynik końcowy biegu. Po połowie dystansu ból niestety nasilił się, a w końcówce prawie uniemożliwił mi dalszy bieg. Ostatnie 4 km mojego maratonu stanowił trucht przeplatany odcinkami marszu. Szczęśliwy i zadowolony dobiegłem do mety z czasem 3:35:51.

Po powrocie do kraju postanowiłem, że najbliższy miesiąc poświęcam na dojście do siebie i wyleczenie kontuzji. Jak na życzenie - udało mi się to. Z początkiem czerwca wróciłem do treningu, mając w perspektywie 7 tygodni przygotowań do maratonu w Rio de Janeiro.  Pech chciał, że w połowie czerwca upadłem na rękę, łamiąc trzy kości w nadgarstku. Konieczna była operacja i skręcenie kości. To wykluczyło mnie z jakiegokolwiek przygotowania do maratonu.

Za parę dni maraton w  Rio de Janeiro, czyli 4 etap projektu. Będzie to dla mnie niezwykle trudne, gdyż w zasadzie przez trzy miesiące nie biegałem. Nie tracę jednak nadziei i motywacji.  Wiem, że NIEMOŻLIWE NIE ISTNIEJE.  Założyłem ukończyć ten maraton. Limit, który sobie wyznaczyłem to 6 godzin. Niestety nie wiem czy dam radę wygrać z bólem. Na szczęście, jak to mówią - "Ból przemija chwała pozostaje".

 

{moscomment}