Strona  zawodów

Dział - Maratony zagraniczne

Radosław Wypych: Na trzy dni przed maratonem news od organizatorów: „Czy jesteś przygotowany na temperaturę powyżej + 26 stopni? My tak!”. A miało być  tak fajnie:  chłodno,dobra pogoda do biegania. Ale od początku. Wybór maratonu w Rydze był prosty - nigdy tam nie byłem, więc jadę.  Rejestracja w zeszłym roku to koszt ok. 220zł ( w tym bardzo fajna koszulka)  lub 100 zł bez koszulki. Noclegi do wyboru, od hosteli za 37 zł w pokojach wieloosobowych, do wyższego standardu (i oczywiście ceny). Wszystkie blisko rydzkiej starówki oraz startu /mety maratonu.

Do Rygi wyruszyłem samotnie, w piątek wieczorem. Do celu dotarłem następnego ranka. Trochę długo, ale cały dzień przede mną. Koszt przejazdu autobusem to 220 zł w obie strony. Zaraz po przyjeździe zameldowałem się w Central Hostelu. Zaraz potem wyruszyłem do biura zawodów. Poszedłem piechotą, przez Stare Miasto, bo to niedaleko. Zresztą wszędzie było  niedaleko. W powietrzu czuć było zapowiedź jutrzejszej walki : + 31 st C.   Biuro zawodów znajdowało się w"RadissonBlu Hotel Daugava", i nazwałbym je raczej skromnym. Mimo, że tego samego dnia odbywały się biegi na 5 i 10 km oraz półmaraton i maraton, odbiór numerów startowych, dzięki dobrym oznaczeniom stanowił zwykłą formalność.

 Łącznie zapisanych było ponad 22 000 biegaczy z 65 krajów. Z Polski przyjechało 106 osób. Na maraton zapisało się ponad 1 270 osób, a na półmaraton ponad 3 170. Expo nie było porywające: stoisko Adidasa, przedstawiciel Tallin Maraton i tyle. Posiłek dla biegaczy bardzo dobry. W biurze zawodów spotkałem dużą grupę Polaków w biało czerwonych koszulkach z napisem Polska. Była to grupa z Warszawy, której firma /patrz: sponsor maratonu / zafundowała integracyjno – biegowy weekend. Wszyscy startowali na różnych dystansach i dzięki nim byliśmy widoczni jako kraj.

Po wyjściu z biura zmiana pogody. Zaczyna wiać, a chwilę później rozpętuje się potężna burza i ulewa. Może się ochłodzi. Uciekając przed deszczem wpadam do jakiegoś pubu, gdzie od razu zaczęła się polsko-łotewska integracja. Na szczęście rozsądek maratończyka zwyciężył i  wyszedłem stamtąd„w miarę wcześnie’’(a już byliśmy na etapie , że Janosik  miał  matkę z Łotwy, a ojca Polaka. A może odwrotnie?).

Jako, że start maratonu i półmaratonu był wyznaczony na godz. 8:30, specjalnie dla nas w hostelu o 7:00 podano śniadanie. Przy stole spożywam wspólny posiłek z - wg mnie - przedstawicielami  kontynentu azjatyckiego.  Daleko sięga sława maratonu w Rydze. Nagle niespodzianka, „Azjaci” pytają mnie czystą polszczyzną, czy jestem z Polski? Okazuje się, że całą rodziną mieszkają w Szczecinie, a do Rygi przylecieli  samolotem z Berlina i uczestniczą w biegu: rodzice biegną półmaraton , a syn cały dystans.

Przed startem spiker wita maratończyków z różnych krajów i włącza piosenkę w języku witanych gości. Niestety Polaków przywitał razem z Niemcami i puścił niemiecką przyśpiewkę. Chyba zabrakło polskich. A wystarczyło zaczepić jakiegokolwiek Polaka, przecież każdy z nas ma w telefonie przebój sylwestrowy „Ona tańczy dla mnie” :)

Startujemy zgodnie z planem o 8.30.Temperatura wg mnie, w słońcu powyżej 30+. Pierwszy punkt odświeżania po 1,7 km i już wylewam na siebie litr wody. Na szczęście organizatorzy przygotowali się na taką pogodę i punkty zorganizowali co 2,5-3 km. Między punktami dodatkowe polewanie wodą z węży ogrodowych. Trasa ogólnie raczej płaska. Niewielkie podbiegi i zbiegi pojawiały się jedynie, gdy pokonywaliśmy mosty, w sumie 6 razy. Pierwsze 10 km po centrum  druga dycha jak ulica Maratońska w Łodzi, czyli 5 km w jedną stronę i5 km z powrotem. Szeroka ulica bez śladu cienia. Tu wielu biegaczy odczuło kryzys. Przy mnie 4 osoby osunęły się na gorący asfalt. Po drugiej stronie widzę czołówkę biegu - 8 czarnoskórych biegaczy, czyli niespodzianki nie będzie. Na szczęście druga pętla poprowadzona została inaczej, było na niej troszkę więcej cienia. Dzięki temu, że pętle nie do końca pokrywały się, poznaliśmy trochę więcej miasta.

Ukończyłem!!! Udało się! Czas 4:12:59, może nienajlepszy, ale w sześć ostatnich niedziel pokonałem 5 maratonów (ostatni tydzień temu, na Roztoczu, z Ukrainy do Polski też w upale) - nie jest źle . Upał, dużo ostrych zakrętów i nawrotów – to nie była trasa na super wynik. Zwycięzca Duncan Koech z Kenii osiągnął czas 2:15:34, a wśród kobiet zwyciężyła Aberasch Bekasa z  Etiopii z czasem 2:40:30. Po biegu jak zwykle medal, torba z poczęstunkiem, a dla pań dodatkowo kwiatek.

Gdy dobiegałem do mety, o 12:30 odbył się start na 10 km – ok.4 770 uczestników, a godzinę później na 5 km. - ponad 12 000 biegaczy. Były to biegi całkowicie rekreacyjne, gdzie nie liczył się wynik, tylko uczestnictwo. Często, szczególnie na najkrótszym dystansie, widać było całe rodziny pokonujące trasę trzymając się za ręce. Jedyną wpadką organizatorów było przeprowadzenie biegów krótszych po wąskich ulicach starówki, gdzie czasami nie moża było nawet truchtać.

Generalnie było to wielkie święto biegania w Rydze. Dla mnie organizacja na 5. Stare Miasto zadziwiło niesamowicie na plus: tętniące życiem, romantyczne, mające niesamowity klimat. Puby, lokale, restauracje, muzyka  - wszędzie coś się dzieje. Korzystając z okazji zostałem trochę dłużej na Łotwie. Kilka dni spędziłem w Siguldzie i Parku Narodowym Gaujas.  Przemieszczając się tam piechotą czy rowerem, spotykałem uczestników maratonu w Rydze. Byliśmy łatwo rozpoznawalni po czerwonych workach z napisem Ryga Maraton i po żółtej opasce z datą maratonu na nadgarstku, które dostawaliśmy w pakietach startowych. Cieszę się, że trafiłem na Łotwę, pokonałem maraton i zwiedziłem kolejny kawałek Europy.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
{moscomment}