Radosław Wypych:  „Było nas trzech, w każdym z nas inna krew…”, ale w każdym chęć pokonania Jubileuszowego Maratonu w Sztokholmie /14 lipca 1912-2012/. 100 lat temu długość maratonu wynosiła 40,075km, dopiero po olimpiadzie w Londynie zmieniono ją na  42,195km. Z takich dwóch dystansów składał się ten maraton. Dla miłośników historii był dystans sprzed 100 lat, a kto chciał ukończyć współczesną wersję biegu maratońskiego, musiał „dokręcić” brakujące kilometry. Uczestnicy kończący bieg na 42,195km byli klasyfikowani na dwóch dystansach i z dwoma komunikatami kończyły się te zawody. Na maraton tradycyjnie wzięliśmy rowery. PKP „Słoneczny” Warszawa-Gdańsk (6 godz.), potem promem Gdańsk - Nynashamn (19 godz.) i już jesteśmy na ziemi szwedzkiej. Jeszcze tylko 65 km do Sztokholmu, które pokonujemy w 2 dni. Nocleg spędzamy nad jeziorem, na obrzeżach Sztokholmu, pod namiotem na tarasie bufetu.

O tej porze roku lekki zmrok panował zaledwie 3,5 godziny. Zaczynał się ok. godz.23, a o godz.3 znów było widno. Rano budzi nas właścicielka bufetu, Czeszka, która razem mężem Polakiem prowadzi ten przybytek. Nie robiła żadnych problemów, że spędziliśmy tam noc bez jej wiedzy i zgody. Dzień wcześniej podczas rozbijania namiotu, podszedł do nas Szwed, informując nas, że „trawa jest dla wszystkich ludzi” i namiot można rozstawić wszędzie. Policja na pewno nie zrobi nam żadnego problemu.

Następny dzień to meldunek w hotelu Langholmen, który niegdyś był starym więzieniem. Potem odbiór pakietów i zwiedzanie miasta, oczywiście na rowerze. W hotelu stanęliśmy w obliczu małego nieporozumienia. Zarezerwowaliśmy pokój 4 osobowy, a dostaliśmy 8 osobowy. Po interwencji w recepcji (jedyne miejsce podczas tego wyjazdu, gdzie odczuliśmy nie do końca miłą obsługę) dostaliśmy darmowe śniadania, ale pokój pozostał  8 osobowy . Jak się później okazało, dzięki temu poznaliśmy osoby z różnych stron świata: 3 Meksykanów (zwiedzali Europę  i  w Polsce też byli), Chinkę, Amerykanina i jednego Szweda, który spędził z nami 3 noce i ani razu się nie odezwał , chociaż też startował w maratonie.

Zwiedzając Sztokholm przekonaliśmy się, że na zdjęciach nie wygląda tak pięknie jak w rzeczywistości. Stare Miasto to po prostu bajka, no może poza cenami, które mnie i moich współtowarzyszy szokowały. No cóż, Skandynawia... Nie będę pisał o mieście, od tego są przewodniki, ale na pewno jest to miejsce warte odwiedzenia.

Odbiór pakietów startowych odbywał się pod chmurką, obok Stadionu Olimpijskiego. Tak jak wszędzie, masz przydzielony numer startowy i zgłaszasz się do odpowiedniego  stolika, ale tu było coś więcej. Organizatorzy starali się stworzyć, w miarę możliwości atmosferę 1912 roku Wokół stało kilka starych samochodów, motocykli, a obsługa była poprzebierana w stroje z tamtej epoki. Panie w długich sukniach wyglądały naprawdę bardzo elegancko. Wszystko to przy dźwiękach muzyki z dawnych lat.

W biegu uczestniczyło około 8000 maratończyków z 66 krajów, w tym wielu z Polski. Start był zaplanowany w kilku etapach. Pierwsza grupa o godz.13:48, druga grupa o godz.13:58 i ostatnia o godz.14:18. Bilet na metro od hotelu do stadionu (5 stacji) kosztował w przeliczeniu 18 złotych, podjechaliśmy te 5 km na rowerach. My startowaliśmy w dwóch pierwszych grupach. Sygnałem do startu była salwa z karabinów plutonu wojska w mundurach z epoki. Start ze stadionu Olimpijskiego, na bieżni którego odbywa się obecnie Golden League. Trasa w miarę możliwości poprowadzona tak jak to było 100 lat temu. Profil trasy: góra, dół, góra, dół i trochę po płaskim. Na 20 km nawrót i powrót tą samą trasą. Wbiegając na stadion, skręt w lewo dla tych co wybrali dystans 42,195  km, w prawo 40,075km. Dokręcając brakujące kilometry, wracało się na stadion tak, że meta była w tym samym miejscu dla obu dystansów. Ja pokonałem 42,195km z czasem 4:31, natomiast moi towarzysze podróży wybrali historyczny dystans sprzed 100 lat. Tomek 4:16, Maciek 4:32. Pogoda: ciepło, wiatr, słońce, mżawka i tak w kółko. Jak to w Szwecji…

Widać było, że profil trasy każdemu dał się we znaki i wielu z nas ostatnie kilometry pokonywało marszem. Zresztą czas zwycięzców też o tym świadczy : 1 miejsce wśród pań Jenny Nilsson (Swe) 2:57:48 i tak samo na dystansie 40,075 - 2:48:00. Wśród panów 1. był Michael Mustaniemi (Swe) z czasem 2:35:32. Wygrał również na krótszym dystansie z czasem 2:27:08. Po przebiegnięciu linii mety medal, kieliszek szampana  i przejście na miejsce odbioru koszulek z napisem „Ukończyłem Jubileuszowy Maraton” oraz torby z prowiantem.
Każdy maraton to osobne przeżycie. Trasa biegu prowadziła głównie poza Sztokholmem. Grupy kibiców gromadziły się w kilkunastu miejscach, zagrzewając nas do biegu okrzykami: HE JA. Punkty odżywcze co 2,5km, muzyka w kilku miejscach i ogólna zabawa Szwedów spędzających ten czas obok trasy całymi rodzinami jak na pikniku. 
 
Następnego dnia w niedzielę odbyło się zakończenie na stadionie. Dekoracje, koncerty, poczęstunek. Miło spędzony czas na odpoczynku, a potem rowerowa jazda po mieście. Następnego dnia ja skierowałem się w stronę promu, zaś moi towarzysze zostali w Szwecji jeszcze tydzień i udali się na północ kraju. Samotna jazda przez lasy pełne jagód, których nikt tam nie zbiera, spotkania z rowerzystami i samotna noc pod namiotem w jednej z zatok Morza Bałtyckiego. Warte podkreślenia jest to, że podczas tego wyjazdu nie spotkałem się z żadną negatywną reakcją kierowców na rower. Nawet gdy nie do końca jechałem zgodnie z przepisami (czerwone światło, 2 km po autostradzie do najbliższego zjazdu), przejeżdżając przez ulicę zawsze byłem przepuszczany. W miejscu gdzie nie mogli mnie wyprzedzić potrafili jechać za mną nawet przez kilometr, aż widoczność dawała pewność bezwypadkowego manewru . Co za dziwny kraj.

O wielu wrażeniach z takiego wyjazdu nie można napisać, ale zachęcam Was do takich spontanicznych wypadów. Koszty całej eskapady wyniosły ok.1500 zł, ale były rozłożone w czasie. 7 dni w Szwecji, 5 noclegów (3 noclegi w hotelu + 2 noclegi namiot), 2 noclegi na promie.Maraton wpisowe 107 Euro / zapłacone rok wcześniej/

  • Prom - 450 złotych / osoba + rower/ /bilety kupione w lutym/
  • Pociąg - 100 złotych
  • Hostel  Sztokholm - 400 złotych  (3 noce po ok. 28 euro, gdybyśmy zamówili je wcześniej kosztowałyby po 20 euro, zaliczka przy rezerwacji 10% pobrana w marcu)
  • jedzenie zabrane z Polski ok. 100 złotych

Trzeba pamiętać, Północna Europa nie jest droga, jest bardzo droga.

Każdy może zorganizować sobie taki wyjazd, Europa jest dla nas otwarta, żeby to osiągnąć wystarczy odłożyć 100-150 złotych miesięcznie. Trzeba pamiętać, że koszty zależą od długości pobytu i nie wszystkie maratony są takie drogie. Przykładowo, maraton w Wilnie - 3 dni kosztował 350zł, Amsterdam 4 dni można zrobić za ok. 220 Euro. Jak to zrobić napiszę niebawem. Mam nadzieję, że Wy również podzielicie się swoimi doświadczeniami z innymi.

Fotorelacja (Radosław Wypych)

 

{moscomment}