Dział - maratony zagraniczne
Strona zawodów

Zapraszamy do przeczytania krótkiej relacji z maratonu w Madrycie autorstwa uczestnika zawodów Mariusza "Miodzio" Mioduszewskiego. Grej i jego brat Wojtek namawiają mnie na Maratonie Warszawskim we wrześniu 2011 roku abym pobiegł w Biegu 7 Dolin w Krynicy Górskiej. I długo nie musieli mnie namawiać, bowiem miałem spory niedosyt, że pomimo mojej rejestracji i opłaty za ten 100km ultramaraton, nie wystartowałem w nim zaledwie dwa tygodnie wcześniej. Jakiś czas później dzwoni do mnie Pani Kasia z biura Festiwalu Biegowego w Krynicy i oznajmia, że wygrałem maraton w Madrycie. Wow! Jeszcze nigdy nie wygrałem maratonu, tym bardziej, że w Madrycie nigdy nie byłem. Z informacji przesłanej na e-mail wynika, że Festiwal Biegowy w Krynicy funduje, co jakiś czas, zgłoszonym i opłaconym potencjalnym uczestnikom, starówki w największych maratonach w Europie. Tym razem padło na Madryt i na mnie: „startówka”, przelot LOT-em w obie strony i 100 EURO „kieszonkowego” na noclegi, czyli pełny sponsoring.

Mój pierwszy kontakt z Półwyspem Iberyjskim, mój drugi maraton zagraniczny (Berlin 2009). Wylot w sobotę 21 kwietnia z Okęcia w Warszawie. Start w niedzielę 22 kwietnia o godz.9.00 z Plaza de Colón. Limit 6h. Meta na Parque del Retiro. To, co zapamiętam z wyjazdu i maratonu w Madrycie:
Metro w Madrycie – samochody mogłyby w ogóle nie istnieć.
Duże obszary zielone – parki, skwery – jest gdzie trenować.
Biuro zawodów – weryfikacja trwała może 2 min.
Organizacja startu i mety tj. logistyka i informacja – mistrzostwo świata.

Organizacja trasy i jej zabezpieczenie – mistrzostwo świata – trasa malownicza, biegnąca alejami centrum Madrytu, funkcjonariusze obstawiali całą trasę na każdym skrzyżowaniu, medycy i wolontariusze jeździli na rolkach i motocyklach w tłumie biegnących maratończyków i pomagali tym, co niedomagali tj. wazelina w pojemnikach, środki chłodzące w aerozolach, opatrunki, okłady, łączność z karetkami za pomocą krótkofalówek, kapele rockowe w kluczowych punktach trasy dodawały energii, meta ultra all inclusive. Kibice hiszpańscy i ich doping - nie do opisania – wrzeszcząca w niebogłosy masa krytyczna. Trasa nie łatwa, najgorsze czekało na nas od 36 km do samej mety – podbiegi po 300-400m. Życiówka w maratonie z 2008 roku z Dębna pobita o dwie minuty: 03:27:54. Powrót w poniedziałek 23 kwietnia – z wielkim żalem, że tak krótko. Biorąc pod uwagę to całe, niespodziewane zdarzenie w moim życiu to przyznam szczerze, że - miodziowo mi!!! Polecam Madryt na długi „spacer farmera”.

Fot. Dzięki pomocy Sławomira Andrzeja WIKTOROWICZA – Polaka, który mieszka w Madrycie od 7 lat i dalej biega w barwach Polski oraz Piotra ROGACZA współtowarzysza biegu i podróży, którem podobnie jak mi poszczęściło się w losowaniu. Miodzio

{moscomment}