Dorota Świderska: 22-go kwietnia w jubileuszowym - 30-tym Maraton de Madrid - wystartowała liczna grupa zawodników KB Maniac z Poznania. Za nami już kilka dużych maratonów sezonu w Polsce, warto więc dla porównania przeczytać jak bieg maratoński odbywa się w słonecznej Hiszpanii. Pełen ciekawostek materiał przygotował dla nas "Arti" Smile 

Artur "Arti" Kujawiński: "Życie jak w Madrycie" W tym roku razem z 32-osobową grupą MANIAC-ów postanowiłem sprawdzić to znane powiedzenie. Dzięki wielkiej pomocy Urzędu Miasta Poznania udało nam się zrealizować pasjonujący wyjazd na jubileuszowy 30 Maraton de Madrid, który odbywał się 22 kwietnia. 

Maratony jubileuszowe charakteryzują się wyjątkową oprawą organizacyjną oraz specjalnym okazjonalnym medalem. Któż nie marzy o słonecznej Hiszpanii, w której wakacyjny klimat jest wszechobecny zarówno na znanych plażach jak w sercach i oczach mieszkańców dużych miast. Naszą podróż rozpoczęliśmy wyjazdem autokarem z Poznania na berlińskie lotnisko Schoenefeld skąd samolotem linii Easyjet w zaledwie 2h i 40 minut dotarliśmy do Madrytu. Pierwsze wrażenie po wylądowaniu było wspaniałe, otaczająca „prawie" pustynia i egzotycznej urody ludzie kojarzyli mi się z Meksykiem. Nic dziwnego Hiszpanię zamieszkują ludzie takich narodowości jak np. Ekwador, Peru czy właśnie Meksykanie. Wybrany drogą internetową hotel okazał się schludnym i czystym miejscem usytuowanym blisko jednej z głównych ulic Madrytu - Gran Via. To co decydowało o jego wyborze i co polecam wybierającym się na zagraniczne maratony to jego bliskość do startu i mety. Dzięki temu docierając na start ominiemy potencjalne przesiadki a po maratonie zmęczeni szybko dotrzemy do naszego hotelu by móc wreszcie wypocząć. Oczywiście pierwszą myślą biegacza po dotarciu na miejsce jest szybkie udanie się do biura zawodów by poczuć tą niesamowitą maratońską atmosferę i odebrać numer startowy. Biuro zawodów zorganizowane wzorowo, spokój i porządek a przede wszystkim miła atmosfera. Gdyby nie to, że praktycznie nikt nie porozumiewał się w innym języku niż hiszpański to wszystko byłoby ok. W przypadku jakichkolwiek wyjaśnień i zapytań osobom nie mówiących po hiszpańsku może to trochę zająć czasu porozumiewając się np. na migi ;-)
Na targach sportowych obecne były wszystkie czołowe firmy prócz nad czym ubolewałem mojej ulubionej Asics.
Na każdym stoisku przemiłe i uśmiechnięte hiszpańskie hostessy. Pakiet startowy wręcz powalał z nóg. Otrzymaliśmy t-shirt, czapeczkę typu bejsbolówka z wbudowanym radyjkiem i słuchawkami ! A do tego jeszcze przepiękną dobrej jakości koszulkę startową adidasa ! Do tego na stoiskach rozdawane były torby i kosmetyczki. Po takim przywitaniu człowiek wracał z biura zawodów uśmiechnięty od ucha do ucha.

Na drugi dzień postanowiliśmy podczas zwiedzania miasta zahaczyć o biuro zawodów by tam zakosztować pasta party. Muszę przyznać, że Hiszpanie stanęli na wysokości zadania. O ile w wielu zagranicznych maratonach wprowadza się już opłaty za posiłek pasta party ( makaron z sosem ) to tuja wręcz była uczta.  Wystarczająca porcja makaronu, woda mineralna oraz owoce to standard...ale darmowe piwo i soki nalewane w ilościach jakich pragnęliśmy to już przepych ;-) Podczas posiłku muzyka na żywo w gorących rytmach polepszała trawienie. Z rzeczy jakie mogę gorąco polecić do zwiedzenia w Madrycie prócz kilkugodzinnych spacerów po mieście co zawsze uwielbiam. W ten sposób człowiek poznaje prawdziwe życie miasta, dociera do charakterystycznych miejscowych małych uliczek i wtapia się w miejscową społeczność.

Jak pokazuje profil trasy madrycki maraton nie należy do szybkich. Liczne podbiegi i wcale niełatwe zbiegi wymagają od biegaczy dobrego przygotowania.
                                                                           

Start oprawiony pokazem spadachroniarzy, liczne stacje telewizyjne i fotoreporterzy podnosiły prestiż. Pierwsze 5 km wiodło pod górę, wprawdzie o lekkim wzniesieniu ale jednak cały czas pod górę. I o ile wielu z nas nie odczuło tego zapewne z powodu sił jakie ma się na początku maratonu to kolejne podbiegi sprawiały już trudność. Ponieważ tydzień wcześniej biegłem maraton w Dębnie, który był docelowym, dlatego madrycki potraktowałem treningowo jako rozbieganie. Często na maratonach zagranicznych adrenalina bierze górę dlatego postanowiłem, że chociaż ten jeden raz chcę przeżyć bieg w czołówce dużego maratonu. Wiedziałem, że czołówka z uwagi na wzniesienie nie pobiegnie początku piorunująco szybko zatem jak na mnie powinienem dać radę dotrzymać im kroku. Ustawiłem się w czwartym rzędzie na starcie (na szczęście z uwagi na rekord życiowy miałem w miarę niski numer startowy).

Strzał i ruszyliśmy...szybkie przebicie się do przodu i nagle znalazłem się na około 5-6 miejscu. Wszechogarniająca cisza i tupot pojedynczych biegaczy...podjeżdża wóz organizatorów i słyszę słowa kierowane przez głośnik do mnie i 2-3 biegnących obok mnie biegaczy aby dołączyć do czołówki i tworzyć grupę. Obróciłem się za siebie i zobaczyłem jak cały blisko 10 tysięczny tłum podąża na nami. Chyba nie trzeba opisywać jakie oczy zrobiłem...a ponieważ koleżanki z aparatami stały na 1 km postanowiłem dobiec do tego miejsca i mieć pamiątkę z tych chociaż moich 3 wyjątkowych minut. Tempo jakim biegliśmy było poniżej 3:10/km...potem dochodziłem do siebie przez kolejne 5-6km. Ale...warto było ;-) Raz się żyje. 

Trasa okazała się rzeczywiście trudna, liczne podbiegi i zbiegi, które wcale nie ułatwiały zadania sprawiły, że maraton ten należy uznać jako warty przebiegnięcia, ale na zaliczenie. Na trasie bardzo dużo kibiców zagrzewających aby biec dalej. Mimo braku na punktach odżywczych pomarańczy czy bananów były one bardzo dobrze zorganizowane, szczególnie punkty medyczne. Jeżdżący na rolkach wolontariusze z wazeliną oraz rozstawione mini prysznice w trudnych chwilach okazywały się zbawienne. Najbardziej zapamiętałem długi i stromy podbieg na ....39 kilometrze ! Gdybym biegł na życiówkę chyba w tym momencie nogi ugięły by się pode mną. Za linią mety miła niespodzianka, paczka z owocami i napojami dla każdego, do tego arbuzy, soki i piwo w dowolnej ilości...wreszcie można było odpocząć w pięknym parku Retiro, w którym usytuowana była meta. Mój czas treningowy 3:29 jak na drugi maraton w tygodniu (tydzień wcześniej biegłem Dębno) i trudną trasę uważam za zadowalający. Bieg ukończyło 8186 osób a najlepszy z naszej grupy MANIACów Tomasz Wiatr z czasem 2:48:09 uplasował się na bardzo dobrej 76 pozycji.

Teraz był czas by trochę odpocząć i zaplanować zwiedzanie. O ile przed wyjazdem wydawało się, że Madryt w porównaniu z Rzymem, Paryżem czy Londynem nie ma wiele do zaoferowania to okazało się, że jest to przepiękne miasto o bardzo ciekawej architekturze, oryginalnych budynkach i pięknych parkach oraz rondach. W pierwszy dzień poznaliśmy nocne życie Madrytu. Ku naszemu zaskoczeniu ulice w Madrycie po północy są wręcz zatłoczone. Praca w Hiszpanii trwa od 9 do 14, potem siesta do 17 i ciąg dalszy do 20. Nie ulega wątpliwości, że w Madrycie życie nocne tętni do ....uwaga nawet 7-8 rano ;-). Piękne place z ogródkami, gdzie mieszkańcy i turyści przy dźwiękach muzyki delektują się winem czy piwem, do tego temperatura w nocy około 18 C i gwiaździste niebo, to wszystko sprawiało, że tak naprawdę nie chciało się wracać przed świtem do hotelu. Bajeczne życie bez pośpiechu.  

Z miejsc jakie polecam do zwiedzenia z pewnością należy wymienić  Park Rozrywki znajdujący się blisko biura zawodów (Casa de Campo). Robiący wrażenie rollercoaster oraz inne diabelskie machiny przyprawiały o zawrót głowy.

Kolejną atrakcja jaką warto włączyć do planu zwiedzania jest stadion jednego z najsłynniejszych klubów piłkarskich Real Madryt. Oj gdyby takie stadiony zbudowano u nas.... Trzeba przyznać, że w takiej otoczce aż miło  oglądać mecze piłkarskie na żywo.

Podsumowując wyjazd do Madrytu uważam za bardzo udany. Wspaniała atmosfera miasta, bardzo dobrze zorganizowany maraton i piękna pogoda spowodowały, że z pewnością nie była to moja ostatnia wizyta w słonecznej Hiszpanii. Wybierającym się na zagraniczne maratony polecam by zawsze łączyć wyjazdy ze zwiedzaniem nadając mu charakteru turystycznego. Dzięki temu poznajemy kulturę innych narodowości, zwiedzamy świat i dajemy wspaniały pretekst by zabrać ze sobą najbliższych, którzy poznając naszą pasję również mają okazję przeżyć wspaniałą wycieczkę.

 

Praktyczne porady:

  • Zapisy - nietypowo wpisowego nie można zapłacić kartą kredytową. Procedura zgłoszenia wymaga wypełnienia formularza elektronicznie, wydrukowania potwierdzenia które razem z bankowym dowodem wpłaty na konto organizatora należy przefaksować na wskazany numer.
  • Metro - bilet 5 dniowy kosztuje około 14 Euro, ponieważ mieszkając w centrum miałem wszystko pod ręką dlatego podczas 5 dniowego pobytu wystarczył mi bilet na 10 przejazdów za niecałe 6 Euro.
  • Linie Easyjet sprawdziły się, fachowa obsługa i bezpieczny lot. Bilet w niesamowicie atrakcyjnej cenie:Z Berlina do Madrytu i z powrotem kosztował w zależności od terminu zakupu od 300-400 zł.
  • Lotnisko - uwaga na pokład samolotu nie wolno wnosić żadnych ostrych rzeczy, kosmetyków w tubkach czy butelkach a także picia.
  • Hotele warto wyszukiwać podając w przeglądarce google hasła: hostels Madrid.
  • Język - nawet znając dobrze angielski niestety nie skorzystamy z niego ponieważ nawet w takich miejscach jak hotele, lotnisko czy sklepy wszyscy mówią wyłącznie po hiszpańsku. Choć oczywiście zdarzały się sporadyczne wyjątki.
  • Ceny jedzenia: jak każdy kraj poza Polską dla nas jest wysokie: jedzenie typu kebab od 4-6 Euro, większe posiłki już w okolicach 8-10. W marketach ceny około dwa razy droższe niż u nas. Dlatego warto zabrać ze sobą trochę przekąsek by przez pierwsze np. 2 dni żywić się przywiezionymi rzeczami.

    Zdjęcia: Artur Kujawiński, Przemysław Siebert i Damian Drąszkiewicz

 

{moscomment}