Wyniki

Paulina Polko: Wyprawę na maraton do Aten zaplanowaliśmy już w marcu, w samolocie powrotnym z maratonu w Rzymie. Wizja przebiegnięcia historycznej trasy z finiszem na legendarnym stadionie Panathinaiko dokładnie w 2500 lat po tym, jak trasę z Maratonu do Aten pokonał Filippides pobudzała wyobraźnię. Entuzjazmu nie studziły ani ciągłe informacje o strajkach greckich samolotów, lotnisk czy miejskiej komunikacji, doniesienia o gwałtownie przebiegających manifestacjach czy nawet wybuchowych przesyłkach krążących po greckiej stolicy. Romek cieszył się na bieg - ja na słońce w listopadzie, oliwki, fetę i baklawę. Maraton ateński jest specyficzny zarówno dla uczestników jak i kibiców. Ci pierwsi muszą się zmierzyć z rzadkimi w klasycznych maratonach długimi podbiegami pod górę, które sprawiają, że rekord tej trasy jest prawie o7 minut gorszy od wyniku Haile Gebrselassie z Berlina.


Mało jest również okazji do podziwiania zabytków stolicy, co jest atrakcją biegów z Rzymu czy Paryża. Widzowie, zwłaszcza przyjezdni, raczej nie mają szans na oglądanie startu maratonu, o ile rzecz jasna chcą widzieć finisz. Start i meta są w różnych miejscach a trasa w obie strony jest zamknięta dla ruchu. Pierwsze autobusy z tymi, którzy przyjechali kibicować na start, ruszają dopiero wtedy, gdy w trasę wyruszy ostatni zawodnik. Kibicują za to - licznie i żywiołowo - mieszkańcy okolicznych miejscowości, którzy dosłownie oblegają drogę z Maratonu do Aten. To od nich biegacze otrzymują gałązki oliwne, co ma niezwykle symboliczne znaczenie: wszak to z nich kiedyś wito wieńce zwycięzcom.

Finisz na stadionie Panathinaiko rekompensuje jednak wszystkie niedogodności. Kamienna budowla została zbudowana 300 lat p.n.e. na wielkie igrzyska Panateńskie robi wrażenie i nadaje finiszowi biegu majestatu. Jest jednym z najlepiej zrekonstruowanych zabytków ateńskich. To tu rozgrywały się pierwsze nowożytne igrzyska olimpijskie w 1986 roku, podczas których pierwszy raz rywalizowano na trasie maratońskiej. Wtedy wygrał grecki biegacz Spyridon Luis z czasem nieco poniżej 3 godzin (2:58.50 s.). Tyle że biegł on „zaledwie" 40 a nie 42,195 km. Stadion, który może pomieścić nawet 50 tys. widzów, jest wprost stworzony do śledzenia końcówki zmagań i dopingu zawodników, których dodatkowo „niesie" tartan ostatnich stukilkudziesięciu metrów. Stąd nawet ci, którzy przybiegali w drugiej połowie stawki, z czasami powyżej 5 godzin, nie tylko biegli, ale wręcz dostawali skrzydeł. Zwłaszcza, że trybuny były gęsto zapełnione rozentuzjazmowanymi - klaszczącymi, krzyczącymi, niekiedy nawet skaczącymi - kibicami. W takiej oprawie „zwykły" maraton urastał do rangi imprezy olimpijskiej.

W tym roku całe podium przypadło w udziale biegaczom z Kenii, z których najlepszy - Raymond Bett - pokonał trasę w czasie 2:12:39. Rekordu trasy nie było, do czego zapewne przyczyniło się silnie grzejące słońce. Ale tegoroczny maraton ateński był niezwykle miły dla Polaków. Choć zabrakło nas na podium w klasyfikacji głównej, to najlepsi byli już na 4 i 5 miejscu (Henryk Szost, 2:15:27 i Radosław Gardzielewski, 2:15:45) i tym samym wygrali indywidualnie i zespołowo rozgrywane w trakcie ateńskiego maratonu mistrzostwa świata wojskowych.

Absolutnym plusem imprezy była jej dobra organizacja: duże centrum maratońskie położone w sercu miasta w przepięknych Ogrodach Narodowych, w hali konferencyjnej Zappion, niedaleko stadionu Panathinaiko i przy głównej stacji metra, sprawnie przeprowadzony dowóz uczestników z Aten na start maratonu, obfity pakiet startowy, wreszcie częste i dobrze zaopatrzone punktu żywieniowe i nawadniające, na których można nawet było się napić... coca coli. Grecy zadbali też o to, by zawodnicy mogli podziwiać uroki ich stolicy: wszyscy biegacze, także ci, którzy startowali na 5 i 10 km, otrzymali darmowy pięciodniowy bilet na wszystkie środki komunikacji miejskiej i 50 proc. zniżki na wejścia do głównych atrakcji turystycznych. A że pogoda dopisała, przez pięć dni pobytu w stolicy Grecji co krok widzieliśmy turystów ubranych w charakterystyczne niebieskie maratońskie koszulki. Zdecydowanie polecam!

 FOTORELACJA (fot. Paulina Polko)

 


{moscomment}