Strona imprezy
Dział - Maratony zagraniczne

Kenenisa Bekele Berlin 2009Kenenis Bekele - Fot. André Zehetbauer/ Wikipedia

Robert Zakrzewski: Ostatni z zaplanowanych na ten rok biegów zaliczanych do elitarnej serii Abbott World Marathon Majors odbędzie się, ale w zmienionej formule. Na starcie zabraknie co prawda ponad 40 tysięcy uczestników, jednak wyobraźnię rozpala pojedynek pomiędzy rekordzistą świata Kenijczykiem Eliudem Kipchoge, a Etiopczykiem Kenenisa Bekele – numerem dwa w tabelach historycznych.

Jubileuszowy 40. Maraton Londyński od dawna zapowiadany był jako wydarzenie szczególne. Na początku roku opublikowana została silna elita na czele ze wspomnianym Eliudem Kipchoge, Kenenisa Bekele, czy rekordzistką świata kobiet - Brigid Kosgei (2:14:04). To oczywiście tylko wierzchołek listy, bo zawodników i zawodniczek z imponującymi wynikami i sukcesami było znacznie więcej.

Eliud Kipchoge in Berlin 2015 croppedEliud Kipchoge -Fot. Denis Barthel/ Wikipedia

Impreza nie doszła jednak do skutku z powodu panującej pandemii koronawirusa i popularny maraton nie mógł się odbyć w kwietniu. Jak większość wydarzeń przeniesiony został na jesień, a dokładnie październik. Większość obserwatorów była sceptyczna i uważała, że bieg podzieli los innych dużych imprez. Jak do tej pory z „Majorsów” udało się rozegrać tylko Maraton Tokijski i to właśnie w formule tylko dla elity.

W międzyczasie padły kolejne filary serii, odwołano Maraton Bostoński czyli wiosenny maraton zaliczany do cyklu, który jak Londyn szukał nowego miejsca w kalendarzu. Także biegi tradycyjnie rozgrywane w drugiej części sezonu: Maraton Berliński, Maraton Chicagowski i Nowojorski. Z Wysp napływały tymczasem kolejne komunikaty.

Ostatecznie organizatorzy poinformowali, że po intensywnych konsultacjach z władzami miasta, uda się przeprowadzić Maraton Londyński, choć w nieco innej formule. Ma być to bieg tylko z udziałem elity kobiet i mężczyzn, oraz wyścigiem wózków. Wszystko odbywać będzie się na zamkniętym torze w parku św. Jakuba, najstarszym z królewskich parków i przypominać nieco wyścig Formuły 1.

Kibice z bliska nie będą mogli oglądać rywalizacji, w trosce o jak podano „biosferę”. Transmisje z maratonu ma przeprowadzić telewizja BBC Sport. Uzyskane czasy mają dawać kwalifikację na igrzyska olimpijskie (od 1 września w maratonie można uzyskiwać minima, a nie jak poprzednio od 1 grudnia).

Maraton w Londynie to bez wątpienia wielkie święto biegania. Bez biegaczy amatorów, bez kibiców, bez całej tej otoczki, atmosfera maratonu na pewno na tym straci. Jednak w sytuacji, jaka panuje obecnie na całym świecie, gdy nie wiadomo, które imprezy odbędą się a które nie (a jest ich większość), cieszy fakt, że chociaż jeden duży maraton odbędzie się i zawodnicy będą mieli możliwość rywalizacji, uzyskania minimum na IO czy sprawdzenia formy przed przyszłorocznymi Igrzyskami. Bezspornie jest to budujące dla elity, która tam wystartuje. Zawodnicy mają cel, do którego będą teraz dążyć i trenować z myślą o tym biegu. Z pewnością oczy kibiców z całego świata będą zwrócone na ten maraton, szczególnie, że ma dojść do pojedynku wszech czasów Kipchoge - Bekele.

- mówi Iwona Bernardelli, która podczas Maratonu Londyńskiego ustanowiła swój rekord życiowy 2:27:47 (2015).

i bIwona Bernardelli - Fot. Dorota Szota

Impreza wzbudza zainteresowanie już przez sam fakt, że się w ogóle odbędzie. Ale jak wspomniała polska biegaczka, prawdziwym języczkiem uwagi jest wspomniany pojedynek rekordzisty świata Kenijczyka Eliuda Kipchoge (2:01:39), oraz Etiopczyka Kenenisa Bekele (2:01:41). Ich starcie zawsze zapowiadane są jako pojedynki wszech czasów, ale tak naprawdę to bardziej powodzie stulecia, bo zdarzają się co kilka lat. Do tej pory dwa razy górą był Kipchoge. W Berlinie w 2017 roku Kenijczyk wygrał bieg z czasem 2:03:32, a jego wielki oponent zszedł z trasy. Rok później w Londynie Kipchoge zwyciężył zmagania z czasem 2:04:17, a znany Etiopczyk był szósty (2:08:53).

Wiele argumentów przemawia za Kipchoge, który w stolicy Wielkiej Brytanii wygrywał już cztery razy (2015, 2016, 2018, 2019). Słynny Kenijczyk rok temu ustanowił tam rekord trasy z czasem 2:02:37, a swoją udaną próbą złamania dwóch godzin, w Wiedniu, na dystansie maratonu przyczynił się do promocji biegania. Swoimi dokonaniami przyćmił nieco fakt, że wcześniej w Berlinie Bekele zabrakło tylko trzech sekund do poprawia oficjalnego rekordu świata. Etiopczyk wrócił tam w wielkim stylu.

Wszyscy biegacze, którzy dostali się do tegorocznej 40. Maratonu Londyńskiego mają szansę przełożenia startu na kolejną edycje, aż do 2023 roku. Istnieje też możliwość udziału wirtualnie, w dowolnym miejscu na świecie. Są na to 24 godziny. Można biec, ale też maszerować. Osoby, które wybiorą drugą opcję czekać będzie medal i pamiątkowa koszulka.

Organizatorzy zdają sobie sprawę, że dla wielu brak możliwości startu na słynnej trasie może być rozczarowaniem. Zapewniają, że dołożyli wielu starań, żeby bieg się rozegrał. Przypomnijmy, że w losowaniu do tegorocznej edycji wzięło udział aż 457,861 osób

Od miesięcy pracowaliśmy nad różnymi scenariuszami dotyczącymi zdrowia i bezpieczeństwa naszych biegaczy. Mieliśmy szczegółowe plany dotyczące organizacji imprezy masowej z zachowaniem społecznego dystansu. Planowaliśmy wykorzystać nową rewolucyjną technologię z udziałem bluetooth i ultra szerokopasmowym zasięgiem.

- wyjaśniał w komunikacie prasowym Hugh Brasher, menedżer Maratonu Londyńskiego.

Maraton Londyński odbędzie się 4 października. Pełna elita i szczegóły wyścigu mają być znane wkrótce. Organizatorzy zapowiedzieli też, że w przyszłym roku impreza odbędzie się w podobnym październikowym terminie, a nie tradycyjnie w kwietniu. Ma to zwiększyć szansę powrotu biegu masowemu.