Chicago Marathon

Justyna Kowalczyk: W ostatnią niedzielę miałam okazję uczestniczyć w jednym z największych maratonów zaliczanych do Wielkiej Piątki w Chicago. Do odwiedzenia wietrznego miasta zachęcono mnie na maratońskich targach w Paryżu w tym roku. Dodatkowo chciałam poprawić wynik z Paryża 3 godz. 57 minut i informacja o płaskiej trasie oraz o wspaniałej atmosferze sprawiły, że zapisałam się już w kwietniu na ten maraton. W maju lista uczestników została zamknięta a ja dowiedziałam się, że zostałam wylosowana w loterii na maraton do Nowego Jorku. Zastanawiałam się, który z nich wybrać ostatecznie podjęłam decyzję, że przebiegnę obydwa, nastawiając się na wynik w Chicago i relaks w Nowym Jorku.


Przygotowania do maratonu zaczęłam już w lipcu wyjeżdżając w pierwszym tygodniu na obóz organizowany przez Fundację Maratonu Warszawskiego wraz z Małgorzatą Sobańską. Ten tydzień spędzony w Szklarskiej Porębie dał mi bardzo dużo przede wszystkim zaczęłam bardziej patrzeć na tętno oraz uzupełniłam bieganie o ćwiczenia sprawnościowe. Resztę  dopełnił mój trener Darek Sidor układając mi plan treningowy biorący pod uwagę przebiegnięcie dwóch maratonów w odstępie trzech tygodni. Sporo było w tym planie długich, niedzielnych wybiegań oraz ćwiczenie wytrzymałości tempowej w czasie 5: 20/km, żeby osiągnąć czas 3:45 na maratonie w Chicago. Miałam tylko jeden problem związany z maratonem w Chicago - nikt z moich znajomych tam się nie wybierał. Lubię biegać w towarzystwie, więc założyłam wątek w imprezach zagranicznych na forum biegajznami.pl  i po kilku miesiącach odezwał się Daniel - Polak mieszkający w stanie Ohio, który też miał biec w Chicago. Dodatkowo dostałam kontakt do dwóch kolegów z Warki - Darka i Grzegorza, którzy byli na obozie w Szklarskiej Porębie w II turnusie i również planowali wyprawę za ocean. W ten sposób udało się zebrać trzech biegaczy do towarzystwa. Wiedziałam również, że kilkakrotnie maraton w Chicago biegła Ania Karłowicz. To właśnie ona dała mi kontakt do hostelu „Hichicago", który znajdował się 300 metrów od startu i udzieliła praktycznych wskazówek.

 

 

 

Ostatecznie 7 października w środę o godz. 15 00 wylądowałam na lotnisku Chicago O'Hare, ciekawostką jest to, że z Warszawy wystartowałam o godz. 9.00 i zyskałam na czasie podróżując w tę stronę  ze względu na różnicę czasów.  Przy lądowaniu z mojej strony widziałam szare miasto z ogromnymi drapaczami chmur i jeziorem Michigan przypominającym morze. Z lotniska sprawnie dostałam się metrem do hostelu i odpoczywałam po męczącej podróży. W piątek do hotelu dołączyli do mnie biegacze z Warki i razem udaliśmy się na Expo na targi. Dojazd po odbiór pakietów startowych odbywał się bezpłatnymi autobusami, które stały przy hotelu Hilton, znajdującym się również blisko naszego miejsca pobytu. Błyskawicznie wydano nam numery startowe, których podział w numeracji był uzależniony od strefy czasowej oraz koszulki Nike. Warto przesłać swoje wyniki z najlepszego maratonu ,żeby zostać przydzielonym do odpowiedniej strefy - ja  byłam w ostatniej strefie w tzw. Corralu D   poniżej 4 godzin, koledzy z wynikami  w granicach 3 godz. 18 minut w Corralu B. Inni biegacze nie zakwalifikowani do stref czasowych biegli w większym tłumie co na pewno utrudniało bieg szczególnie na starcie.  Przed maratonem zrobiliśmy dwa rozbiegania nad jeziorem, również było blisko naszego hotelu i zastanawialiśmy się jaka pogoda będzie w dniu maratonu. Chicago potrafi być nieprzewidywalne pogodowo ze względu na otwartą przestrzeń od strony jeziora. Dwa kolejne maratony były upalne a dni poprzedzające nasz bieg deszczowe z mocnym wiatrem. Prognozy zapowiadały możliwość padania śniegu w niedzielę.

 

 

 

Obawy pogodowe przyczyniły się do tego, że kupiłam sobie rękawki Nike, które chroniły mnie przez zimnem i w których również wystąpili liderzy maratonu. Zakupu dokonałam w hotelu Hilton, który miał cala kolekcję maratońską. Tam tez miałam okazję uzyskać autograf od zeszłorocznej zwyciężczyni w Chicago      oraz w 2007 roku w Bostonie Rosjanki o nazwisku Lidiya Grigoryeva W przeddzień startu hostel zorganizował nam gratis pasta party , gdyż większość mieszkańców to byli właśnie biegacze z różnych zakątków świata. Gospodarze hotelu również umożliwili nam zjedzenie śniadania o 5 30 w dniu maratonu, gdyż start był przewidziany wcześnie na 7 30. Na start udaliśmy się w czwórkę zakładając ciepłe okrycia, na zewnątrz temperatura wynosiła tylko 1 stopień C - 33 stopnie F. Cale szczęście, że wiatr był łagodny. Byliśmy ubrani w biało - czerwone barwy, koledzy dodatkowo biegli z flagą Polski z napisem Warka.

 

 

 

Według oficjalnej informacji na starcie stanęło 34 792 biegaczy a bieg ukończyło 33 419. Niewiele pamiętam z trasy, w większości płaska, wiodła przez centrum miasta. Z różnych stron miasta widziałam górujący 120 piętrowy budynek Sears Tower. Pamiętam również mostki metalowe pokryte zielonym dywanami, co sprawiało, że nie odczuwało się metalowego podłoża. Dzięki koszulce w polskich barwach miałam dodatkowy doping na trasie. Właściwie na całej długości trasy stali kibice, którzy w rytm ostrego rocka czy muzyki poszczególnych dzielnic np. latynowskiej zagrzewali do walki. Byli tak przekonujący, że nie wypadało nawet na chwilę się zatrzymać. Jedyne przystanki były możliwe na punktach z napojami, ustawionymi bardzo często co 1 milę ( 1,6 km ). Do 20 kilometra korzystałam z co drugiego postoju a w dalszej części z każdego. Niewiele było miejsc, na których znajdowała się żywność. Dopiero na 30 kilometrze był Power gel. Opis trasy był dobrze przygotowany, dlatego wcześniej wyposażyłam się we własny gel, z którego już skorzystałam na 23 kilometrze. Do 35 kilometra trzymałam się grupy biegnącej na 3:45 potem niestety zwolniłam, doprowadzając się prawie do zemdlenia na 40 kilometrze. Było już tak blisko mety, krzyki kibiców, że jeszcze 1 mila postawiły mnie na nogi. Ostatni mostek przy mecie i piękny finisz, na który nie wiem jak znalazłam siłę. Uzyskałam czas 3:48:55 i byłam na 1803 miejscu wśród zaskakująco dużej liczby 14567 kobiet. Koledzy z Warki osiągnęli piękne rezultaty poniżej 3:15 a Daniel mieszkając w Ohio poprawił czas o 18 minut i uzyskał 3:41.

 

 

 

Dla zwycięzcy maratonu Chicago również okazało się szczęśliwe. 22 - letni Sammy Wanijru z Kenii Olimpijski złoty medalista z 2008 roku pobił rekord trasy maratonu z 1999 roku o 1 sekundę uzyskując czas 2: 05:41. W nagrodę otrzymał 75 000 dolarów i dodatkowe 100 000 za pobicie rekordu trasy. „Moja znajoma" Rosjanka tym razem była 3 wśród kobiet z czasem 2: 26 :24. Zwyciężyła jej rodaczka osiągając wynik 2: 25: 56.

Trzydziesty drugi, „ zimny" maraton w Chicago przeszedł do historii a wraz z nim moje ciepłe wspomnienia nie tylko biegowe w tego wietrznego miasta.

 








{moscomment}