W Berlinie najlepsi maratończycy zawsze walczą o zwycięstwo, chwałę i pieniądze, ale tradycyjnie też atakują rekord świata. Patrząc na stawkę można było przypuszczać, że rekord świata sprzed trzech lat ustanowiony nie gdzie indziej jak w Berlinie przez Dennis Kimetto (2:02.57)  może być zagrożony. Na starcie stanęli: mistrz olimpijski Eliud Kipchoge, były rekordzista świata (z Berlina) Kenijczyk Wilson Kipsang, ubiegłoroczny zwycięzca Etiopczyk Kenenisa Bekele. Nie dojechał tylko Patrick Makau z powodu nieważnego paszportu. Jak informowała nas Irina Hulanicka uczestnicząca w konferencji prasowej, wszyscy byli "wyluzowani" i w bardzo dobrych humorach.

Poranek przed maratonem jednak nie nastrajała optymistycznie. Mżawka sprawiła, że asfalt był śliski, a powietrze charakteryzowało się wysoką wilgotnością. I tu możemy zacząć odliczanie. Najpierw z rasy zszedł Kenenisa Bekele, potem na 30 km Wilson Kipsang. Na 35 km Eliud Kipchoge też już chciał zakończyć rywalizację, gdy na prowadzeniu był debiutant Guye Adola. Ostatecznie jednak przełamał kryzys i zwyciężył uzyskując czas 2:03:32, co jest najlepszym maratońskim wynikiem w tym roku. Guye Adola dobiegł drugi w znakomitym jak na debiutanta czasie - 2:03:46, a trzeci jest Mosinet Geremew (Etiopia) - 2:06:09. Po biegu Eliud Kipchoge przyznał, że to był najcięższy maraton w moim życiu.

Wśród kobiet najszybsza była faworytka Kenijka Gladys Cherono - 2:20.23, która praktycznie  od startu kontrolowała przebieg rywalizacji. Drugie miejsce zajęła Etiopka Ruti Aga - 2:20.41, a trzecie Kenijka Valary Aiyabei - 2:20.53.

Najlepszy niemiecki maratonczyk - Philipp Pflieger, 300 metrów przed metą zasłabł i nie ukończył maratonu. Natomiast najlepsza niemiecka maratonka Anna Hahner, która wraca do biegania po kontuzji ukończyła zmagania na dobrym 5 miejscu z czasem 2:28:32, za zawodniczkami z Kenii i Etiopii.

w 44. edycji Maratonu Berlińskiego wystartowało ponad 43 tysiące biegaczy i biegaczek.

{moscomment}