Wyniki nieoficjalne
Galeria - cz. I
Galeria - cz. II NEW
poprzednie edycje

Dorota Świderska: Wczoraj odbył się piąty, jubileuszowy Maraton Komandosa w miejscowości Kokotek pod Lublińcem. Już w piątek, kiedy wyruszyliśmy ekipą z Warszawy wiadomo było, że na zawodach nie będzie łatwo. Przez całą drogę sypał gęsty śnieg i wiał bardzo silny wiatr. Zima tym razem nas trochę zaskoczyła.. Długa i w miarę ciepła jesień dawała nadzieję, że tegoroczny maraton będzie łatwiejszy do pokonania niż choćby rok temu, kiedy o tej porze zima już trwała w najlepsze. Niestety okazało się, że i tym razem zawodnicy będą toczyć walkę nie tylko ze zmęczeniem i swoimi słabościami, ale także z trudną, mokrą, ośnieżoną i oblodzoną trasą.

Start godz. 9.00 rano. Jednak już dużo wcześniej w okolicach startu gromadzili się zawodnicy w pełnym umundurowaniu wojskowym. Przed zawodami, jak co roku należało zważyć plecaki, które tradycyjnie powinny ważyć minimum 10 km i które zgodnie z regulaminem biegacze zabierają ze sobą na trasę. Waga oczywiście musi się zgadzać także na mecie - wtedy następuje drugie ważenie. Niedowaga grozi dyskwalifikacją, dlatego zawodnicy zabierają ze sobą często cięższe plecaki, żeby uniknąć rozczarowania. Dodatkowym obciążeniem jest woda i napoje, które trzeba mieć ze sobą na trasie. Uzupełnić braki można tylko raz - na półmetku. W tym roku organizatorzy zrezygnowali z dodatkowego ważenia plecaków na 21 km i dwuminutowej przerwy. Oczywiście można było odpoczywać, napełniać manierki, kleić plastry, obwiązywać obolałe stawy bandażami, ale liczyło się to już do ogólnego wyniku. 

Po trzech godzinach od startu, na mecie oczekiwano pierwszego zawodnika. Ubiegłoroczny zwycięzca Dariusz Guzowski (wygrał też I edycję w 2003) w tym roku również walczył o zwycięstwo. Nie udało mu się jednak pokonać świetnie przygotowanego nadkomisarza Macieja Wojciechowskiego ze Szczytna. Policjant odniósł podwójny sukces - był pierwszy i ustanowił znakomity rekord trasy. Dystans V Maratonu Komandosa pokonał w czasie 3:23:06. Tylko 2 sekundy za zwycięzcą pojawił się drugi na mecie starszy plutonowy Krzysztof Tumko (zwycięzca z 2005 i 2006 roku). Wynik 3:23:08 to również drugi najlepszy czas osiągnięty w historii tego maratonu. Mimo, iż Tumko poprawił swój wynik o ponad 12 minut w stosunku do 2006 roku (3:36:31), okazało się, że tak dobry rezultat nie wystarczył by dogonić świetnie przygotowanego Wojciechowskiego. Trzecie miejsce przypadło starszemu sierżantowi Waldemarowi Dudkowi (3:27:18). Ubiegłoroczny zwycięzca Dariusz Guzowski przekroczył linię mety na piątym miejscu. Wśród kobiet faworytką była niepokonana od 2006 roku Agnieszka Mizera z Wrocławia. Po raz trzeci okazała się najlepsza, mimo, że z powodu kontuzji osiągnęła czas gorszy niż rok temu. Zwyciężając uzyskała specjalny tytuł nadany przez organizatorów :) „Terminator 3". 

Zwycięzca V edycji pytany o tajemnicę sukcesu odpowiedział, że najważniejsze jest równe tempo biegu - bez względu na panujące na trasie warunki. „Ja się do tego zastosowałem i wygrałem" - powiedział. Stwierdził także, że do przodu pchała go sportowa złość, która dodawała mu wiary w zwycięstwo. Mimo, iż warunki nie sprzyjały biciu rekordów okazuje się, że dobre przygotowanie oraz determinacja pozwalają osiągnąć wymarzony cel :) 

Zawodnicy przekraczali linię mety jeszcze przez 3,5 godziny. Trasa nie była łatwa, a dodatkowo śnieg utrudniały nagłe, silne opady śniegu. Mimo to, padły znakomite rezultaty a wszyscy zgodnie twierdzili, że to wyjątkowa impreza i wyjątkowe przeżycie. Choć zmęczeni i zmarznięci, uczestnicy spotkali się jeszcze na gorącym obiedzie w stołówce hotelu Silesiana oraz na uroczystym zakończaniu. Każdy, kto pokonał całą trasę V Maraton Komandosa otrzymał pamiątkowe trofeum - rzeźbioną płytę z postacią komandosa w biegu.

 

FOTO RELACJA

{moscomment}