Mariusz "Miodzio" Mioduszewski
 
Mariusz "Miodzio" Mioduszewski: Tej imprezy nie trzeba zbytnio opisywać. Zdążyliśmy się z nią dość szczegółowo zapoznać. W najbliższą sobotę rusza dziesiąta, jubileuszowa edycja, najbardziej ekstremalnego maratonu w Polsce – Maratonu Komandosa. Na liście startowej ponad 500 uczestniczek i uczestników, potencjalnych maratońskich komandosów, z których, jak co roku, nie zabraknie debiutantów jak również tych, chcących za wszelką cenę poprawić komandoską życiówkę.

Zanim więc zdamy 10 kg plecak do weryfikacji przed startem, zanim dosznurujemy obuwie taktyczne i zatankujemy camelbaka naszym ulubionym izotonikiem, chciałbym podsunąć kilka praktycznych rad, zwłaszcza debiutantom, chcącym spróbować swojego pierwszego maratonu w wersji „hard core”.

Obserwując przez ostatnie 5 lat zmagania biegaczy na trasie Maratonu Komandosa, opatrzone nieraz krwią i łzami w tle, rozmawiając po biegu z Prezesem, Jackiem, Mirkiem, Rafałem, (którzy bardzo rzetelnie analizują każdą edycję maratonu i starają się nie dopuścić do sytuacji szczególnych, czuwając nad bezpieczeństwem uczestników) niemal zawsze nasuwa się wniosek dotyczący postawy niektórych uczestników – brak wyobraźni, brak doświadczenia, brak przygotowania.

Nie chcę stawać na stanowisku krytyka, chcę jedynie doradzić jak nie popełnić najprostszych błędów, których sam się nie ustrzegłem debiutując w Maratonie Komandosa w 2008 roku.

OBUWIE:
- zdecydowanie zalecam lekkie obuwie taktyczne (Magnum, Starforce), które w znaczący sposób odbiegają komfortem podczas biegu od standardowych butów wojskowych tzw. „józefów” czy „opinaczy”. Są przede wszystkim lekkie, dobrze oddychają, a wyposażone w dodatkową wkładkę (np. Ironman Ultra+) świetnie stabilizują stopę na nierównym podłożu;

- buty muszą być rozchodzone, a raczej rozbiegane. But wojskowy, nawet, jeżeli wykonujemy w nim codzienne obowiązki służbowe w szczególności te koszarowe, inaczej „pracuje” niż podczas biegu. Zdecydowanie inaczej układa się do stopy pod obciążeniem (10kg na plecach). Zalecam przynajmniej 2-3 treningi w obuwiu taktycznym w tym przynajmniej jeden z regulaminowym obciążeniem.

SKARPETA
- zdecydowanie odradzam bawełnę, porywanie się na białe podkolanówki do tenisa czy piłki siatkowej znanych sportowych firm nie wróży sukcesu. Tu marki sportowej nie widać, ale często widać na trasie zmianę koloru skarpety - na czerwony;
- półsyntetyczne skarpety narciarskie, bezszwowe, dobrze dopasowane do rozmiaru stopy. Dzięki ich długości i mocnym ściągaczom jednocześnie stymulują łydkę niczym skarpety kompresyjne, nie chłoną potu, a w połączeniu z dobrze „oddychającym” butem i dobrą wkładką zapobiegają oparzeniom i obtarciom stopy.

MUNDUR
- tu różnorodność jest ogromna. Dobrze, aby „oddychał” tzn. możliwie najlepiej oddawał pot, bo bez względu na pogodę i tak będzie mokry od litrów oddanego potu, biegam w mundurze letnim (kamuflaż pustynny), bardziej perforowany od całorocznego, lepiej oddaje wilgoć;
- doradzam usunięcie wewnętrznych guzików mocujących szelki z przodu i z tyłu spodni na wysokości pasa, które w połączeniu z przylegającym pasem biodrowym plecaka (zasobnika) mogą zrobić nie małe spustoszenie w naskórku, a nawet skóry właściwej w miejscach, do których przylegają. Podobnie zadziałać mogą sprzączki regulujące obwód pasa w obydwu stronach spodni, doradzam ich usunięcie.

BIELIZNA
- zdecydowanie syntetyczna, dobrze przylegająca do ciała, dobrze dopasowana, slipy przynajmniej do połowy uda, można również użyć standardowych spodenek biegowych z lycry, aby zapobiec obtarciom pachwin;
- zdecydowanie odradzam wojskowe, zielone koszulki bawełniane.

PLECAK
- musi oczywiście spełniać wymogi postawione przez organizatora w zakresie wymiarów. Ważne jest jednak, aby rozmiar spakowanego (obciążonego plecaka) był możliwie najmniejszy, czyli zbliżony do minimalnych wymogów. Najistotniejsze jest jednak, aby ograniczyć w maksymalny sposób jego grubość, a ciężar umieścić najbliżej środka ciężkości biegacza, czyli mniej więcej na wysokości mostka. Gruby, wypchany plecak będzie nas dodatkowo męczył, bowiem każdy centymetr dalej od pleców to większa „dżwignia” która zmęczy nam mięśnie grzbietu i brzucha.
- odradzam sypanie piachu, wrzucanie kliku cegieł czy kliku nierównych hantli. Warto zastosować jeden płaski obciążnik, którzy będzie przylegał do ściany jak najbliżej pleców biegacza (krążek ze sztangi, wkład z kamizelki kuloodpornej, płyta stalowa z grubej blachy owinięty ciasno w materiał, aby nie przemieszczał się podczas biegu;
- pod względem stabilności obciążenia w plecaku, bardzo dobrze sprawuje się podczas maratonu zasobnik piechoty górskiej, w który wyposażeni są obecnie prawie wszyscy żołnierze naszego wojska. Posiada on komorę środkową z dość dużą kieszenią wewnętrzną, w której można doskonale stabilnie zamontować obciążenie i dodatkowo ściągnąć zewnętrznymi trokami plecak do minimalnej grubości (na zdjęciu). Ponadto posiada szeroki i miękki pas biodrowy oraz szerokie, regulowane (do wzrostu biegacza) i oddychające „plecy”.

PRÓBA
- zdecydowanie namawiam na 1-2 krótkie treningi (przynajmniej 10-15km każdy) w terenie (w crossie np. w lesie czy na polnych szutrach,) w ubiorze i wyposażeniu startowym, aby ocenić co nie działa jak trzeba,. Zawsze po takim pierwszym, czy drugim treningu jest coś do poprawy, to moment by przy okazji rozbiegać buty z obciążeniem oraz zobaczyć jak odmiennie działa nasza gospodarka wodna (zupełnie inaczej niż na zwykłym maratonie), aby nie przesadzić z tankowaniem camelbaka (przypominam, że na półmetku maratonu można się dotankować).
- myślę, że pozwoli Wam to wyeliminować największe zagrożenia zanim staniecie na starcie Maratonu Komandosa.

ZAKOŃCZENIE
Dziś Maraton Komandosa to dla mnie wisienka na torcie wśród maratonów. Zawsze kończę nim sezon biegowy, bez względu na przebiegnięty w roku kilometraż i czas, jaki minął od ostatniego przebiegniętego przeze mnie, jesiennego maratonu. Jest wspaniałym maratonem, dającym niesamowitą siłę, motywację i wiarę we własne możliwości, napędzającym nasz biegowy charakter do kolejnego sezonu biegowego – pod warunkiem, że podejdziemy do niego z odpowiednim rozsądkiem, wyobraźnią i respektem.


Do zobaczenia w Kokotku na komandoskiej ścieżce -
- Mariusz „Miodzio” MIODUSZEWSKI


P.S. cyt. mojego lublinieckiego towarzysza, Rafała „Petka” PETYNKI z trasy V Maratonu Komandosa „ … krew, pot i łzy, … słyszę jak pękają mi pęcherze na stopach…”.

Fot. Rafał Pyżalski

 

 

{moscomment}