Dział poświęcony imprezie
Strona Imprezy
Artykuł "Totalne Szleństwo", Jacek Szustakowski - "Polska Zbrojna"

 

Andrzej "Harcerz" Liśniewski: 26 listopada 2011 roku...7.00... zimno, mgła unosi się nad zbiornikiem wody, stoję na pomoście na którym ząb czasu z roku na rok zostawia swój znak. Patrzę się przed siebie wracając myślami do sierpnia kiedy to zawodnicy brnęli w wodzie i mule na trasie Katorżnika, przed oczami przewija mi się trasa Biegu o Nóż Komandosa kiedy to zawodnicy w mundurach pokonywali zawzięcie górki z piachu... resztkami sił starając utrzymać równowagę. Wspomnienia... wspomnienia. Odwracam się ...wstaje powoli słońce... „Hotelu Silezjana” w niektórych oknach zapala się światło. W restauracji przygotowane jest „śniadanie maratończyka”... powoli rusza biuro zawodów ostatniej dużej imprezy : Meciarzy” i „Komandosów” z Lublińca czyli Maratonu Komandosa. Ekstremalny bieg w mundurze, butach wojskowych i 10 kilogramowym plecakiem pozostawia w pamięci zawodników głęboko wyryte ślady „walki na trasie”...z samym sobą, pogodą, ciążącym coraz bardziej z kilometra na kilometr plecakiem i Lubliniecką a raczej Kokotkową „czasoprzestrzenią”... bo drugie kółko maratonu jest zawsze dłuższe i ciężej je pokonać niż pierwsze!

Mi osobiście MK kojarzy się jeszcze z wieloma osobami które zawsze ciepło wspominam...”kuledzy” z WKB Meta, żołnierze z Jednostki Specjalnej Komandosów, Edyta z seniorem Andrzejem, Yaca i zawsze uśmiechnięta ciepła Lidia...Paulina i Romek wraz z dziewczynkami, Andrzej z którym ostatnie dwa maratony udzielaliśmy „pomocy” medycznej na końcu maratonu oraz Doris która wszędzie była zawsze z aparatem i Wojtek oraz Jarek.... bracia.... którzy zawsze prowadzili cicha rywalizacje między sobą!   Brakowało mi w tym roku części ludzi... ale cóż... biegiem na start... i przed siebie!

8 lat temu w „rodzinnym” maratonie biegło zaledwie kilku żołnierzy z jednostki w Lublińcu.  Założenie organizacyjne zawodników WKB „Meta” oraz ówczesnego dowódcy 1 Pułku Specjalnego Komandosów pułkownika Wojciecha JANI,  aby pokazać uczestnikom kawałek szkolenia  „specjalsów” jest konsekwentnie realizowane od pierwszej edycji... tu nie ma czasu na łzy i zastanawianie się nad bólem... tu jest zmęczenie, pot i krew. Tak jak na prawdziwym szkoleniu wojskowym.

Jak co roku organizatorzy byli miło zaskoczeni frekwencją... ponad 260 osób wśród których 6%  stanowiła płeć piękna, dawały do myślenia. To na nich czekały przygotowane... wyrównane i posprzątane jesienne  leśne ścieżki  Kokotka.  Między zawodnikami wypatrzyłem najlepszą kobietę MK w latach 2006-2010  oraz rekordzistkę trasy z 2007r.,  Wrocławiankę Agnieszkę Mizerę. Wśród mężczyzn nie mogłem znaleźć czterech najlepszych z zeszłego roku tak więc wszyscy obstawiali że wygra starszy chorąży  Andrzej Luśnia  który w 7 edycji zajął  5 pozycję w klasyfikacji generalnej. 

Jeszcze 10 minut przed startem zawodnicy zaglądali nerwowo do strefy plecaków, które po zważeniu zostały czekały na swoich właścicieli. Hasło... ”do broni”... sędziego głównego dało sygnał do zabrania 10 kilogramowych plecaków i udania się na linię startu gdzie  Dyrektor biegu wiceprezes „Mety” starszy chorąży sztabowy Zbigniew Rosiński, wystartował jako pierwszego  niepełnosprawnego zawodnika na wózku Leszka  Bohla z Torunia. Minutę później burmistrz Lublińca Edward Maniura dał sygnał do startu pozostałym maratończykom, wśród których zauważyłem czterech gości zagranicznych: dwóch Słowaków, jednego Anglika i jednego Czecha. Miałem nawet okazję na trasie podszkolić trochę język angielski gdy pomagałem Joshi Jai  i Mariuszowi  Berezowskiemu  pracownikom  Londyńskiego Zakładu Karnego Brixton w ustabilizowaniu wypełnienia plecaka. Ja jak zawsze na końcu stawki zawodników i mogłem się założyć już na starcie że będę ostatni:) tylko tym razem na  plecaku nie miałem umocowanego  napisu „Koniec wyścigu”, a  miałem saperkę zgodnie maksymą  wyczytaną w książce  „Specnaz”...

Na końcu stawki dzielnie pomagał mi w spięciu biegu  reporter Polski Zbrojnej Jacek SZUSTAKOWSKI do momentu aż jego dziennikarska osobowość zwyciężyła z osobowością biegacza i zaczął robić zdjęcia. Ciągnie wilka do lasu... na 3 kilometrze po mojej interwencji dla słabnącego maratończyka oraz pomocy jedynemu niepełnosprawnemu rowerzyście, ruszyłem w pogoń za grupa już sam!  Bardzo chciałem z osobami zamykającymi ubiegłoroczny poprawić rekord MK końca trasy: 7 godzin i 2 minuty. Bardzo ciężkie zadanie postawiłem sobie do wykonania... aczkolwiek czas ostatniego zawodnika mijającego półmetek (poza mną) - 3 godziny i 20 minut rodził nadzieje że końcówka będzie w limicie czasowym czyli 7 godzin na trasie. Jednak ”czasoprzestrzeń” w Kokotku nie jest łaskawa dla startujących... pozostałe 21 km które mieli pokonać do mety... zajęło ostatnim zawodnikom cztery godziny. Totalne szaleństwo... 7 godzin na trasie ale jaka radość tych co kończyli ostatni... bardzo mnie cieszy że zawsze udaje mi się „końcówkę” doprowadzić do końca, mimo bólu i zmęczenia zawodników!

Jak to bywa w sporcie... nie zawsze oczywiste jest oczywiste :) Agnieszce MIZERZE nie udało się po raz piąty odnieść zwycięstwa. St. chor. Andrzej LUŚNIA był 5 w stawce biegaczy. Na trzecie miejsce w klasyfikacji drużynowej „wbiegła” Wojskowa Akademia Techniczna. W rywalizacji z zespołami z jednostek specjalnych i powietrznodesantowych „naukowcy” spisali się tak jak ich uczyłem... do przodu!!! Na sali usłyszałem nawet żart ...  zajęli tylko trzecią pozycję, bo po drodze… czytali książki.     Na koniec jak zawsze wszystkich zaproszono na ceremonie wręczenia medali i dyplomów.  Dowódca Jednostki Wojskowej Komandosów pułkownik Ryszard Pietras podczas ceremonii nagradzania wszystkich uczestników tegorocznego biegu, w której wziął udział również Komendant Główny Żandarmerii Wojskowej generał dywizji Mirosław Rozmus, gratulował wszystkim zawodnikom ukończenia zawodów. Zapraszał również wszystkich na przyszłoroczny Maraton Komandosa oraz Półmaraton Komandosa w Warszawie. 

WYNIKI: indywidualnie:

-    1. młodszy aspirant Andrzej Stefański (Komenda Policji Elbląg) 3 godziny 35 minut 37 sekund;
-    2. starszy chorąży Jarosław Turkowski (18 Batalion Powietrznodesantowy Bielsko Biała) 3:43:08;
-     3. chorąży Marek Żuk (Bieszczadzki Oddział Straży Granicznej) 3:50:26;
-    4. aspirant sztabowy Dariusz Guzowski (Szkoła Policji w Słupsku) 3:52:44;
-    5. starszy chorąży Andrzej Luśnia (Placówka Straży Granicznej Gdańsk-Rębiechowo) 3:54:14;
-     6. sierżant Sławomir Musiał (18 Batalion Powietrznodesantowy Bielsko-Biała) 3:55:25;
-     7. aspirant Tomasz Matusiak (Szkoła Policji w Słupsku) 3:56:47;
-    8. sierżant podchorąży Piotr Bartoszewski (Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych Wrocław) 3:57:31;
-     9. szeregowy Zbigniew Pokrzywiński (12 Brygada Zmechanizowana Szczecin) 3:58:58
-    10. starszy chorąży sztabowy Andrzej Guzy (Jednostka Wojskowa „Agat” Gliwice) 4:01:03;
-    64. szeregowa podchorąży Justyna Kępa (Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych Wrocław) 4:59:08;
-    78. Danuta Piskorowska (Wrocław) 5:04:42; 84.
-    84.  Dorota Łaba (Bielsko-Biała) 5:08:48;

drużynowo:

1.    18 Batalion Powietrznodesantowy Bielsko-
2.     Szkoła Policji w Słupsku I
3.    Wojskowa Akademia Techniczna Warszawa I
4.     Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych Wrocław I
5.    Jednostka Wojskowa Komandosów Lubliniec I
6.     Forma Wodzisław Śląski 100;
7.    Wojskowa Sekcja Biegowa Cytadela Warszawa
8.    Komenda Główna Straży Granicznej 143.

Sklasyfikowano 36 drużyn.

W tym roku Maraton Komandosa miał swoja odsłonę także poza granicami kraju. W tym samym dniu, tylko trochę wcześniej w ramach zawodów organizowanych przez „Metę” i Jednostkę Wojskową Komandosów, z dystansem 42 kilometrów 195 metrów zmierzyli się zawodnicy w bazie Ghazni w Afganistanie. Ze względu na panujące tam warunki atmosferyczne biegacze startowali w strojach sportowych i do wyboru mieli pokonanie maratonu lub półmaratonu. Dłuższą wersję biegu wybrało trzynastu żołnierzy, a krótszą osiemnastu. W maratonie dwa pierwsze miejsca zajęli operatorzy z Jednostki Wojskowej Komandosów. Triumfujący porucznik, z czasem 3 godzin 53 sekund, na finiszu wyprzedził o pięć sekund swojego dowódcę - majora. Siódme miejsce zajął odwiedzający swoich żołnierzy na misji podpułkownik Sławomir Drumowicz. Zastępca dowódcy Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu trasę maratonu na wysokości 2400 metrów nad poziomem morza pokonał w 3 godziny 33 minuty 44 sekundy. Zwycięzca maratonu otrzymał w nagrodę od dowódcy Wojsk Specjalnych generała brygady Piotra Patalonga statuetkę komandosa.

FOTORELACJA
(fot. nadesłał Andrzej "Harcerz" Liśniewski)


{moscomment}