Galeria cz. I NEW
Galeria cz. II NEW
Galeria cz. III NEW
Galeria cz. IV NEW

W poprzednich latach mimo letniej pory maratonu pogoda była łaskawa dla biegaczy startujących w Gdańsku. Jeśli już na coś narzekali to raczej na chłód i opady deszczu. Tym razem pozostało tęskne spoglądanie na bezchmurne niebo i prośby o letnią burzę. Mieliśmy jednak plażową pogodę, asfalt się topił, żar lał się z nieba. Deszcz popadał w Gdańsku... ale dopiero wieczorem. W efekcie na start w tak ekstremalnych warunkach zdecydowało się 511 biegaczy z 15 państw, z których do mety dobiegło 465 czyli jak nie trudno policzyć zawodów nie ukończyło ponad 10 %  zawodników. W niedzielę trzeba było wykazać się wyjątkową odpornością i umiejętnym rozłożeniem sił. Skorzystali cierpliwi czyli ci co od początku biegli spokojnie. Zwyciężył Kenijczyk Edwin Kiprono Kipchumba, który na 3 kilometry przed metą uciekł ubiegłorocznemu triumfatorowi Karolowi Rzeszewiczowi. Wynik zwycięzcy adekwatny do pogody - 2:26:15. Wśród kobiet po raz czwarty z rzędu najszybsza była Arleta Meloch ale tym razem złamanie pułapu 3 godzin przyszło jej z dużym trudem - 2:59:36. Na zajęcie drugiego miejsca w tych ekstremalnych warunkach wystarczył czas Ewy Huryń - 3:34.58. Na trasie biegaczy ratowali dzielni strażacy polewając wyczerpanych maratończyków wodą. Jak zwykle finisz w scenerii gdańskie starówki (Długi Targ) rekompensował wszelkie trudy. Co by nie powiedzieć na pewno w Gdańsku warto wystartować aby nie zardzewieć w wakacje. Polecamy!  

 FOTORELACJA
(fot. Dorota Świderska)

 

 

 

{moscomment}