Wroclaw Maraton 2019 - top
Start arrow Maratony Zagraniczne arrow Maraton w Wilnie - relacja uczestniczki konkursu
Półmaraton Warszawski - 2019 - middle

Maraton w Wilnie - relacja uczestniczki konkursu
14.09.2016.

    Kalenji
  Dział Kalenji

Strona zawodów
Dział - Maratony zagraniczne

Image
Fot. Ewa Kita

Pani Ewa Kita, zwyciężczyni w konkursie „Z Decathlonem na bieg do Wilna”, w minioną niedzielę uczestniczyła w Danske Bank Vilniaus Maratonas. Czy było warto startować w konkursie, a następnie biec 42 kilometry i 195 metrów w stolicy Litwy? Odpowiedź znajdziecie w poniższej relacji.

Ewa Kita: Właśnie wróciłam z Wilna i regeneruję się. Obolałe po maratonie nogi wyłożyłam po amerykańsku na biurko (nikt nie widzi, sama jestem) i wspominam. Z każdą minutą grymas zmęczenia zamienia się w uśmiech, bo było – ujmując to jednym słowem – odlotowo!

lany biegowe na wrzesień miałam trochę inne, ale kiedy przystępowałam do konkursu zorganizowanego przez Decathlon nie przypuszczałam, że aż tak ulegną zmianie. Zgodnie z regulaminem wysłałam swoją  „fotę” biegową w ubraniach marki Kalenji, co akurat nie było problemem, gdyż mam w biegowej garderobie kilka sprawdzonych, ulubionych  ciuchów i akcesoriów tej marki. Drugi warunkiem było opisanie, a właściwie puszczenie wodzy fantazji, w jaki sposób powstała marka Aptonia. Napisałam bajeczkę o Filipidesie, któremu w maratonie pomogła bogini Aptonia, wysłałam i... nie spodziewałam się, że przyjdzie mi zmierzyć się z własną fantazją. Nagrodą w konkursie był start w biegu w Wilnie. Oczywiście wybrałam maraton, bo jak biegać w takim mieście to najdłuższy dystans jaki się da oczywiście.

Po raz pierwszy nie musiałam martwić się o stronę techniczną wyjazdu, Organizator Konkursu zapewniał pełen serwis, odpadł też dylemat czysto kobiecy „co mam na siebie włożyć”, ponieważ w pakiecie dostałam wygodny, gustowny strój startowy i buty. Wiadomo, nikt nie biegnie w nowych butach, więc ostanie tygodnie przed wyjazdem biegałam/chodziłam w moich nowych i ślicznych bucikach. W Wilnie już nie były takie nowe, za to sprawdziły się znakomicie, stopy po biegu jak po wizycie w gabinecie kosmetycznym.
 
Image
Fot. Ewa Kita

Ale do rzeczy! Start w biegu poprzedziły dwa dni intensywnego zwiedzania dwóch stolic, bo po drodze zaliczyłam też dwunastogodzinną wycieczkę w Warszawie. Wilno to miasto związane z moją historią rodzinną, historią Polski, więc nawet wiedząc, ze takie dreptanie dzień przed biegiem nie jest wskazane, postanowiłam odpuścić sobie wynik tym razem i cieszyć się tylko biegiem. Trasa maratonu pokrywała się częściowo z moją  trasą turystyczną, te miejsca, których nie zdążyłam zwiedzić, chciałam pooglądać biegając. I tak rzeczywiście się stało.
 
Image
Fot. Ewa Kita

Maraton w Wilnie nie bije rekordów frekwencji i pewnie trasa nie należy do najszybszych z powodu podbiegu i bruku, jest to raczej festiwal biegowy Litwinów. Podobało mi się, że biegi na różnych dystansach i w różnej formie odbywały się właściwie cały dzień. Wszędzie było pełno rodzin z dziećmi, wiele radosnych, uśmiechniętych twarzy. Wilno to językowa wieża Babel, miasto kolorowe, radosne, przyjazne i życzliwie. To mnie zachwyciło najbardziej. Pojechałam do Wilna całkiem sama, a na Placu Katedralnym wśród tysięcy biegaczy czułam się swojsko, poznałam wielu fajnych ludzi z różnych stron świata. Nie było barier językowych,  bo w Wilnie wszyscy mówią po angielsku, polski też jest mile widziany. Miasteczko biegowe zorganizowane było w bardzo przemyślany sposób, pierwszy raz nie widziałam kolejek do toalet (mojej tradycji nie stało się dość), problem z prysznicami w centrum starego miasta rozwiązano w świetny sposób – postawiono track z nowoczesnymi hydromasażami. Było czysto i również bez kolejek.
 
Image
Fot. Ewa Kita

Trasa maratonu to dwie pętle wiodące  przez najbardziej reprezentacyjne miejsca stolicy. Biegnąc rozpoznawałam miejsca, które zwiedziłam dzień wcześniej, ale też zerkałam ciekawie na tereny położone za słynnym zielonym mostem na rzece Willi, czyli to „nowsze” miasto. Organizatorzy z sukcesem połączyli  bieganie z promocją swojego pięknego miasta. W biegu zwróciłam uwagę nie tylko na zabytki architektury, ale też tereny zielone, czyli Park Vingio, raj dla wszelkiej maści biegaczy i miejsce gdzie dochodziło się w cieniu drzew  „do siebie” po nasłonecznionym asfalcie. Młodzi wolontariusze z taką samą energią poili i dopingowali biegaczy po pierwszym, jak i po drugim okrążeniu. Biegłam w grupie miejscowych biegaczy, miałam więc pod ręką informację turystyczną, a przy okazji świetne towarzystwo. Pewnie nie zabrzmi to profesjonalnie, ale tym razem „ życiówka”, tempo, czas były mi odległe.
 
Maraton w Wilnie był dla mnie biegiem w którym celebrowałam i cieszyłam się każdym kilometrem. Zmęczona byłam bardzo, upał i dwudniowa turystyka zrobiły swoje, więc czasem się nie mogę pochwalić, za to mogę podzielić się radością z poznania miasta, wspaniałych ludzi, wielkiej historii. Jestem miłośniczką turystyki biegowej, to sposób na moją aktywność. Jestem też chyba typem „biegacza mentalnego”,  bieganie to część filozofii życiowej, czas na przemyślenia, szczególnie kiedy biegnę maraton, czasu jest pod dostatkiem. Biegnąc przypomniałam sobie moją konkursową bajeczkę i wczułam się w rolę jej bohatera Fillipidesa. Też miałam momenty, w których wydawało się że padnę na twarz, marzyłam o lodach, kawie, itp., ale miałam w plecaku „boginię Aptonię” o różnych smakach, kiedy zamarzyłam o kawie, pstryk! i żel  energetyczny o takim smaku. Zatęskniłam za owocami …pstryk! batonik żelowy mango, istne czary mary. Czasami trzeba uwierzyć bajeczki, nawet te, które samemu się stworzy. O oczywiście podzieliłam się towarzyszami niedoli, bogini Aptonia łaskawie mnie obdarowała.

Medal z wyśnionym przez Giedymina „wileńskim wilkiem” dynda w centralnym miejscu w pokoju, przechodząc zahaczam o niego głową i w tym momencie przenoszę się znowu na tę przepiękną turystyczno-biegową trasę.  Może zabrzmi banalnie, ale przypomina się trochę jednak  bezrefleksyjne recytowanie  Inwokacji z Pana Tadeusza w szkole. Tak, tak, to słynne” „Litwo Ojczyzno moja…(...) Dziś piękno twe w całej ozdobie widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie”...
 
Image
Fot. Ewa Kita

I banalnie zabrzmi… ale fajnie było!



  Komentarze (2)
RSS komentarzy
 1 Dodane przez Angelika M., w dniu - 15-09-2016 21:03
Super Ewa pozdrawiam gorąco i podziwiam
 2 Dodane przez Jacek, w dniu - 01-03-2017 08:02
Fantastyczne.Heroiczne.Superrrrr

Napisz komentarz
  • Komentarze można zamieszczać bez wcześniejszego zalogowania.
  • Pamiętajcie o poprawnym wpisaniu kodu uwierzytelniającego.
  • Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy naruszających ewidentnie kulturę wypowiedzi.

Imię:
Komentarz:

Kod antyspamowy:* Code
Chcę być powiadamiany emailem o dodaniu nowych komentarzy

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
 
Bieg Konstytucji - Film
Youtube
Polskie Maratony
Ostatnie komentarze
Jestem absolwentem VI LO im. Reytana w Warszawie z 1985r..To ja podawa...
więcej...
przez Lądolód Arktyczny

Tak, niedługo ponownie zostaną uruchomione. Trwają prace administracyj...
więcej...
przez Maratończyk.pl

Witam. Czy jest opcja, aby zobaczyć gdzieś galerie z tego wydarzenia ...
więcej...
przez Przemek

Dobrze pamiętam go z Gymnasionu i pozostałych przekształceń klubu.
więcej...
przez Kamyk

@Konrad, zgodnie z regulaminem numery startowe są przypisane do nazwis...
więcej...
przez Karol

W 1983 r., Elvis Presley odwiedził VI LO im. Reytana w Warszawie
więcej...
przez Czesław Mobutu

a o co włąściwie chodzi? Przeciez nawet gdy biegnie inna osoba to star...
więcej...
przez Konrad

Półmaraton Warszawski - 2019 - pion
© 2019 MARATOŃCZYK
Untitled Document