Półmaraton Warszawski - 2019 - TOP
Start arrow Maratony Zagraniczne arrow Rotterdam Marathon 2013 - relacja dziennikarza TVP - Piotra Falkowskiego

Rotterdam Marathon 2013 - relacja dziennikarza TVP - Piotra Falkowskiego
26.04.2013.

Strona zawodów

Dział - Maratony zagraniczne

Image

Piotr Falkowski:  Rotterdam Marathon – jeden z najważniejszych, najbardziej prestiżowych biegów maratońskich w Europie. Trasa uznawana za bardzo szybką, dzięki czemu w połowie kwietnia do drugiego największego miasta Holandii zjeżdża wielu znakomitych maratończyków.  W zeszłym roku próbę (niestety, nieudaną) uzyskania minimum na igrzyska olimpijskie podjął tam Mariusz Giżyński, który ostrzegał mnie: „Po 30 kilometrze zacznie nieprzyjemnie wiać”. Mówił prawdę…

W Maratonie Rotterdamskim wystartowaliśmy z  Żoną Moją Najukochańszą Jagodą dzięki New Balance Polska, który wyposażył nas w pakiety startowe (dziękujemy :)).  W sobotni poranek – 6-kilometrowy Bieg Śniadaniowy po fragmencie zamkniętej już w dużym stopniu trasy maratonu. Choć dotyczyło to niektórych bardzo ważnych arterii miasta, w tym chyba najgłówniejszej ulicy Coolsingel, jakoś nie zauważyłem, by ktoś się pieklił czy protestował. Ale to pewnie dlatego, że mnóstwo Holendrów korzysta z komunikacji publicznej, a przede wszystkim – jeździ rowerami, których jest w kraju ponoć więcej niż mieszkańców (18 mln rowerów przy niespełna 17 mln ludzi :)). Potem – Expo i odbiór pakietów startowych. Wszystko zorganizowane w bliskim strefie start/meta centrum kongresowym WTC, gdzie wieczorem odbyło się imponujące pasta party.

Expo – fajne, dużo stoisk, mnóstwo ciuchów, gadżetów, wspomagaczy, zdjęcia na tle biegaczy startujących przed rokiem (z Mariuszem Giżyńskim!), przeróżne analizy stóp, a u sponsora technicznego maratonu New Balance'a fajny drobiazg dla uczestników maratonu – możliwość gratisowego nadrukowania logo Rotetrdam Marathonu na koszulce, bluzie czy innym elemencie ubioru. W biurze zawodów – mnóstwo stanowisk, odbiór pakietów startowych bez kolejki. Szkoda tylko, że nie można wymienić rozmiaru koszulki (techniczna, przecudownie jak na Holandię przystało pomarańczowa!) . Moja Żona nie wiedzieć czemu (na pewno tak nie wpisałem do formularza zgłoszeniowego!) dostała o rozmiar za dużą…

Pasta party – jak pisałem – imponujące. W restauracji na piętrze wspomnianego WTC (z góry można było pogapić się na Expo), z kelnerami, normalnymi talerzami, sztućcami i szklankami. Przyzwyczajony do raczej polowych warunków na pasta party naszych biegów – byłem zachwycony. Dwa rodzaje makaronów, trzy różne sosy (w tym wegetariański), mnóstwo warzyw. I bez ograniczeń ilościowych.

Gdy wieczorem opuszczaliśmy WTC zaczęło padać. A właściwie lać. I lało tak do co najmniej połowy nocy. Gdy w niedzielę rano jechaliśmy z Hagi do Roterdamu na start, było bardzo rześko, a na ulicach mokro, pełno kałuż. Jak będzie na trasie? Zaskakująco. Gdy ok. 10:15, kwadrans przed startem maratonu, kończyłem rozgrzewkę, poczułem, że leje się ze mnie pot. Co u licha? Szczęśliwie wcześniej zrezygnowałem z biegu w rękawkach (choć piękne, w biało-czerwonych barwach z napisem Polska), a tuż przed startem przerzuciłem przez barierki synowi czapkę. Opatrzność dobrze szepnęła do ucha! :)

Strefy startowe – bardzo dobrze zorganizowane, wejść można jedynie do swojej, oznaczonej odpowiednią literką na numerze. Były tylko, według mnie, zbyt duże, jednak wspólna strefa  3:00 – 3:30 przy blisko 10 tysiącach biegaczy – wydaje mi się zbyt duża. To już jednak jest dość szybkie bieganie, a przez 2 pierwsze kilometry panował duży ścisk. Żeby złapać choć troszeczkę „powietrza” wielu biegaczy (ja, nie ukrywam, też) uciekło za barierki na tory tramwajowe. Zaraz na drugim kilometrze pierwszy raz wbiegliśmy na most Erasmus, jeden z symboli Rotterdamu. Jego urok doceniłem bardziej na końcówce, gdy Erasmusa przemierzaliśmy ponownie zmierzając do mety, na początku skupiłem się tylko na tym, by utrzymując tempo nie zapowietrzyć się na podbiegu (rotterdamskie mosty nie są płaskie tylko łukowate). Po mniej więcej 2 km, już za Nową Mozą, zbiegliśmy nieco w bok, za chwilę podbieg na kolejny most (co to za szybka trasa, skoro co 2 km jest podbieg?! - pomyślałem), minąłem Leszka ze Szczecina, pożyczyliśmy sobie powodzenia i po chwilę – wyszło słońce. W Rotterdamie wybuchła piękna wiosna! Już do mety towarzyszyło nam 20 stopni  ciepła i słońce. Cudna pogoda, tylko… dlaczego akurat wtedy? Taką pogodę widziałem po raz pierwszy od jesieni, po niemal pół roku przerwy! I choć zwykle nie przeszkadza mi w bieganiu, tym razem było mi zdecydowanie za ciepło.

Biegnę dobrze, na swoje wymarzone 3 godziny. Tempo ciut poniżej 4'12/km. Na każdym punkcie pomiaru mam kilka, kilkanaście sekund zapasu. Ale przed 20 km jestem już na styk. Na półmetku – idealnie 1:30, co do sekundy. Wiem już, że trójka jeszcze tym razem nie pęknie. Chwila zwątpienia, chęć zwolnienia do truchtu i poczekania na Żonę, by razem pobiec do mety. Ale przy Kubikach, słynnych rotterdamskich domach-sześcianach, słyszę „Dawaj, Piotrek, szybko, dawaj!” Przy trasie stoi dziewczyna w niebieskim dresie i zawzięcie mi kibicuje. To pierwszy doping po polsku, który słyszę na trasie. Potem zdarza się to jeszcze chyba ze 2 razy, bardzo często za to słyszę swoje imię, skandowane przez miejscowych kibiców, najczęsciej w formie „Pioter” (Piotr jest pewnie zbyt trudne do wymówienia dla użytkowników koszmarnego skądinąd języka niderlandzkiego :)).

Zainteresowanie maratonem jest rewelacyjne. Kibice gęstym szpalerem otaczają całą trasę, nie pamiętam odcinka, na którym by ich nie było, czy to centrum Rotterdamu, czy lasek bądź peryferie miasta. Widać, że maraton to w Rotterdamie święto. Widać to także choćby w luksusowych hotelach Hilton i Atlanta usytuowanych w okolicach strefy start/meta. Przed i po biegu w holu, łazienkach, toaletach obu przewalają się tłumy przebierających się biegaczy i nikomu to nie przeszkadza, obsługa wręcz pomaga biegaczom.

Super pomysł organizatorów na 37km. Telebim z życzeniami czy też hasłem dopingującym konkretnego biegacza, wpisanymi wcześniej na stronie internetowej maratonu, a wyświetlającymi się w momencie przekraczania przez zawodnika maty mierzącej czas. Kibice na trasie spontanicznie podają nieznanym sobie biegaczom picie, owoce, ja od kogoś dostałem po 20 paru kilometrach żel, który zużyłem, żeby podtrzymać energię do walki o życiówkę. Chwila zwątpienia po półmetku trwała bowiem tylko... chwilę. Pomógł doping wspomnianej polskiej dziewczyny i… moja głowa. Poszedł z niej bowiem impuls z poleceniem: „Stary, między 3:00 a 3:09 (moja ówczesna życiówka  z Maratonu Warszawskiego 2012) jest całe 9 minut do pobicia. Walczysz o rekord życiowy!” Kopnąłem się w cztery litery i poleciałem ile mogłem. Nowy cel: 3:05 – 3:06. Choć po 31 kilometrze, tak jak wieszczył Mariusz Giżyński, w lasku Kralingse zaczyna wiać w twarz, daję z siebie wszystko i na mecie jestem w czasie 3:06:06. Już nie zawiedziony, ale bardzo szczęśliwy! Tłumy ludzi na finiszu, głośny doping, gratulacje zewsząd (także od pierwszy raz widzianych na oczy Polaków, którzy tylko po imieniu na numerze zorientowali się, żem rodak) i bardzo dobrze zorganizowana strefa za metą. Jest tak ciepło, że nie potrzebuję folii ani przebrania w suche rzeczy, z którymi w pobliskim hotelu (tam się umówiliśmy) czeka na mnie syn. W strefie New Balance’a dostałem od razu kilogram kostek lodu do masażu na obolałe łydki i 4 piwa, które wypiłem niemal duszkiem. Nigdy dotąd (i pewnie nigdy już w przyszłości, bo nie lubię) tak mi Heineken nie smakował! :) A tyle piwa to normalnie w ciągu kwartału wypijam! Po jakimś czasie dotarła też moja Jagódka. Przez całą zimę niewiele trenowała (choroby i mnóstwo pracy), więc Rotterdam był tylko na fajne przebiegnięcie. Wynik 4:27:22 daleeeki od ubiegłorocznej życiówki (3:49:07). Ale cóż, tak tym razem miało być. Ważne, że bardzo Jej się podobało i zaliczyła jeden z najważniejszych maratonów w Europie.

Ale żeby nie było tak słodko, to – oprócz gratulacji za wynik - od Francuzów z New Balance’a dostałem ostry opieprz! Za buty, w których biegłem. Kategorycznie stwierdzili, że na maraton to buty dla ludzi ważących do 70 kg (ja 84) i biegających maraton w 2:15 – 2:30, a nie 3h z minutami. Dlatego tak mnie łydki bolały, może też dlatego jesienią w Warszawie na ostatnim kilometrze mdlały mi nogi, co zaowocowało spektakularnym przekroczeniem linii mety na czworaka . Zaproponowali mi kilka modeli butów właściwszych dla mnie, wcale niekoniecznie ich firmy, no i mam teraz o czym myśleć. Dobrze, że następny szybki maraton dopiero we wrześniu…
 
FOTORELACJA
(fot. Piotr Falkowski)
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
 
 
 
 



  Komentarze (3)
RSS komentarzy
 1 Dodane przez Greg, w dniu - 26-04-2013 14:10
I tak powinno być. Dziennikarz sportowy powinien sam uprawiać sport. Ciekawa relacja.
 2 Dodane przez Obserwator, w dniu - 26-04-2013 20:07
Lepiej niż Kurzaj w Londynie. Wychodzi na to, że autor publikacji jest najszybszym dziennikarzem w telewizji.
 3 Dodane przez Antoni, w dniu - 26-04-2013 22:41
Nie znałem Pana jako dziennikarza biegowego :) ale widać się Pan rozwija :) Gratulacje. Gratuluję też wspaniałej, biegającej żony. Aż miło popatrzeć i poczytać jak to razem biegacie. Fantastyczna sprawa. Zawsze czuję nutkę zazdrości. Moja połowa ze mną biegać nie chce. Łudzę się, że to kwestia czasu. 
 
Pozdrawiam 
Antoni

Napisz komentarz
  • Komentarze można zamieszczać bez wcześniejszego zalogowania.
  • Pamiętajcie o poprawnym wpisaniu kodu uwierzytelniającego.
  • Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy naruszających ewidentnie kulturę wypowiedzi.

Imię:
Komentarz:

Kod antyspamowy:* Code
Chcę być powiadamiany emailem o dodaniu nowych komentarzy


 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
 
Bieg Konstytucji - Film
Youtube
Polskie Maratony
Ostatnie komentarze
Jestem absolwentem VI LO im. Reytana w Warszawie z 1985r..To ja podawa...
więcej...
przez Lądolód Arktyczny

Tak, niedługo ponownie zostaną uruchomione. Trwają prace administracyj...
więcej...
przez Maratończyk.pl

Witam. Czy jest opcja, aby zobaczyć gdzieś galerie z tego wydarzenia ...
więcej...
przez Przemek

Dobrze pamiętam go z Gymnasionu i pozostałych przekształceń klubu.
więcej...
przez Kamyk

@Konrad, zgodnie z regulaminem numery startowe są przypisane do nazwis...
więcej...
przez Karol

W 1983 r., Elvis Presley odwiedził VI LO im. Reytana w Warszawie
więcej...
przez Czesław Mobutu

a o co włąściwie chodzi? Przeciez nawet gdy biegnie inna osoba to star...
więcej...
przez Konrad

Półmaraton Warszawski - 2019 - pion
© 2019 MARATOŃCZYK
Untitled Document