Start arrow Maratony Zagraniczne arrow Madryt na sportowo i nie tylko - Marathon Madrid 22.04.2012

Madryt na sportowo i nie tylko - Marathon Madrid 22.04.2012
28.04.2012.

Dział - maratony zagraniczne

Image 

Andrzej Wojakowski: Efektem moich zimowych i wczesnowiosennych przygotowań biegowych i sprawdzenia szczytu formy miał być maraton w Madrycie. Dlaczego tam, no bo w Madrycie i w ogóle w Hiszpanii jeszcze nie byłem. Sam przed sobą uważam, że się bardzo starannie przygotowywałem, nie tylko biegowo, ale również dużą uwagę poświeciłem na ogólną kondycję (w tym oczywiście siłową, rano codziennie 30 brzuszków, a wieczorem minimum 20 min. gimnastyki). Nie tylko biegowo się przygotowywałem, ale także poprzez inne sporty uzupełniające jak pływanie, narciarstwo zjazdowe i biegowe, jazda na łyżwach, a nawet dwa razy hokej (indywidualny z moim synem na Stawie Wilanowskim).

Przygotowanie mogło również być wg mnie długofalowe, bo już w dr. poł. października ubiegłego roku  wpłaciliśmy wpisowe, zarezerwowaliśmy tani hostel  oraz kupiliśmy bilety w LOT-cie  (uwaga cena 399,10 zł!, oczywiście w dwie strony). Był cel, było nad czym pracować. W Madrycie byłem wspólnie z dwoma kolegami,  Kazimierzem i debiutantem Zdzisławem.

Swój plan na Madryt miałem ambitny, pobić swój rekord życiowy, a najlepiej zejść poniżej 3h. Że mogę pokusić się o dobry rezultat, mógł świadczyć wynik w ostatnim startowym biegu kontrolnym 1 Kwietnia br.  – w Pabianicach na półmaratonie uzyskałem czas 1:29:29. Ale biegacze wiedzą, że nie zawsze realizacja udaje się, a doświadczone osoby wiedzą i chyba mogą się ze mną zgodzić że MARATONY UCZĄ POKORY.

A więc w drogę. Do Madrytu przylecieliśmy tylko z 1h opóźnieniem. Docieramy do naszego hostelu i tutaj czeka na nas przykra niespodzianka, żeby nie powiedzieć dramat, hostel zamknięty, na drzwiach plomba. Seniorita w średnim wieku z piętra niżej usiłuje nam po hiszpańsku coś tłumaczyć, ale wiemy że na tą chwilę nie mamy zakwaterowania i stoimy z bagażami na schodach. Pytam o możliwy tani nocleg w okolicy, kieruje nas do następnej klatki. Tam ze starszym, miłym Seniorem językiem migowym (na palcach) i moimi rozmówkami pytamy o nocleg. Jako że chcemy trzy noclegi na trzy noce spotyka nas miła niespodzianka, żeby nie powiedzieć szczęście. Okazuje się, że poprzedni zamknięty hostel przekazał naszą rezerwację właśnie do tego Pensionu i pokój na nas czekał. Wróciliśmy z dalekiej podróży. Ale że poszliśmy właśnie do tego Pensionu to już absolutny przypadek.

Swoją drogą gratulacje dla pośrednika internetowego za rzetelną informację.
Od razu idziemy do biura zawodów (ok. 15 min spacerem przez park), odbieramy nasze pakiety. Wszystko OK, zwiedzamy targi, biorę szereg ulotek i trochę biegowych suplementów i zadowoleni wracamy do naszego Pensionu.

Jak zaznaczyłem w tytule Madryt był na sportowo. Trzy galerie obrazów (w tym Museo Nacional del Prado oczywiście) to w sobotę kosztowało trochę wysiłku dla nóg, a ile dla oczu).  W południe w przerwie między zwiedzaniem galerii pojechałem na Pasta Party, a tam piwo bez limitu, co skrzętnie wykorzystałem. Żeby trochę wieczorem odpocząć, poszedłem do baru, aby przy małym piwie obejrzeć w tv „El clasico” mecz Realu z Barceloną. W barze towarzystwo mieszane, obok mnie siedzi starsza para małżeńska, dobrze po 70-ce, ale żywo i z zapałem dopingują swoich pupili, ciesząc się z wygranej Realu.

W niedzielę rano metrem jedziemy na start. Na miejscu przyznajemy się do naszego błędu, że nie sprawdziliśmy, że depozyt na rzeczy był oddalony o ok. 1,5 km od miejsca startu. Tak więc mam dodatkową rozgrzewkę, szybki marsz, dobrze że przyjechaliśmy sporo wcześniej (nauczony wcześniejszymi doświadczeniami), ale i tak w swojej strefie startowej (Corral 1 – pierwsza po elicie) znalazłem się ok. 20 min. przed startem. Rozciąganie, skłony i udaję się do dwóch niebieskich baloników z napisem 3:00 h. Punktualnie o godz.  9.00 start,  baloniki uciekają mi ok. 50 m, ale mam je w bliskim zasięgu wzroku. Na następnych km oddalają się na ok. 200-300 m, zadaję sobie pytanie, czy ja biegnę za wolno (chociaż staram się trzymać tempo), czy pacemakerzy biegną za szybko. Później po sprawdzeniu w Internecie międzyczasów,  okazuje się że pacemakerzy biegli pierwszą poł. maratonu ok. 8-10 sek. na każdym km za szybko.

Moje międzyczasy i tempo wyglądało tak:

5 km   –   20:39
10 km –  42:15
15 km -1:03:20
20 km -1:24:48

A na półmetku mam czas brutto 1:30:10 (netto był 1:29:58). Ale wiem że I poł. Maratonu była jakby powiedzieć łatwiejsza, więcej było zbiegów, a mniej pod górkę. Natomiast w drugiej części odwrotnie, więcej pod górę niż w dół, a w dwóch przypadkach było nieźle pod górę. Temperatura tego dnia była b. łaskawa dla biegaczy, rano ok. 10°C, później 14°C, ale w południe to już 18°C, przy lekkim zachmurzeniu i braku wiatru. Ale w południe zrobiło się b. ciepło (tak jakby ktoś puścił suszarkę z gorącym powietrzem). Baloniki po I poł. uciekły mi z pola widzenia, sam od 25 km biegłem wolniej, bo pod górę. Na pierwszych 15 km moje tempo od 4:07 do 4:13 min./km, a po 30 km 4:22 -4:24 min./km. Trasa maratonu to jedna wielka pętla po mieście. Prowadzi m in. obok Santiago Bernabeu, obok pałacu królewskiego, poprzez park Caso de  Campo, obok Vincente Calderon (dla tych co nie wiedzą to stadion Athletico Madryt) i finisz w Parku Retiro. Ostatnie 2 km lekko pod górę przebiegłem w tempie 5:11 min./km, już nie te moce, może błąd, że na początku biegłem jednak za szybko, a sił później zabrakło.  Na ostatnich 2 km wielu biegaczy mnie wyprzedza, ale też kilkanaście osób nie wytrzymuje kondycyjnie, maszeruje. Wpadam na metę czas brutto 3:12:03. Jestem zadowolony, pomimo dwóch źle przespanych nocy, nerwówce przed startem  (szybki spacer do depozytu). Trasa może nie tak trudna, ale b. pofałdowana, z wieloma podbiegami i zbiegami, no i wysokość Madrytu (różnica wzniesień na trasie od ok. 560 do 720 m n.p.m.), trochę wyżej niż nasze Zakopane.

Swój rekord życiowy z ubiegłego roku pobiłem o 2 min. 22 sek., co w przeliczeniu metrowym daje mi metę bliższą o 528 m (chyba jednak dobrze). Po mecie strefa masażu (jak nie skorzystać z usług dwóch młodych hiszpanek), biorę napoje, porcje żywnościowe, itp. Tak wypasionego maratonu to jeszcze nie widziałem (może warto aby dyr. Maratonu Warszawskiego p.Marek Tronina wybrał się na ten maraton, chociażby celem porównania). A na koniec trochę statystyki. Zająłem 700 miejsce na 9959 maratończyków, którzy ukończyli bieg, a w swojej kategorii biegowej jestem 56 na 896 (M50-54, a dokładnie ma 52 lata i 5 m-cy). Był to już mój 12 maraton (ten w całości przebiegłem, a nie ukończyłem, zainteresowani wiedzą o co chodzi). Widzę u siebie jeszcze rezerwy, trzeba dalej trenować, wybrać na jesień odpowiedni maraton (z płaską trasą), aby zejść poniżej 3h.

Jeśli czytelnik pomyśli, że Madryt na sportowo to już koniec, to jest w błędzie. Po prysznicu, obiedzie w Pensionie zamiast leżeć w łóżku, odpoczywać, czekać na swoich kolegów (też ukończyli maraton, jeden poniżej 5h, a drugi debiutant powyżej 5h), poszedłem na spacer do parku (Casa de Moro), a następnie poszedłem do pobliskiej katedry. W katedrze po zwiedzeniu poszedłem do jednej z kaplic pomodlić się, w intencji mojego ojca i podziękować za udany maraton. Dokładnie miesiąc temu zmarł mój ojciec, z którym mieszkałem i opiekowałem się do ostatnich dni, a bez którego pomocy materialnej nie byłbym w Madrycie.

Po wyjściu z katedry poszedłem pieszo (ok. 2 km) na mecz ligowy Primera Division: Athletico Madryt- Espanyol Barcelona na stadionie Vincente Calderon. Wejście na stadion kupiłem za pół ceny od starszego pana, który posiadał karnet wstępu na cały sezon (za cenę 40 EUR). Miejsce miałem na przeciwległej trybunie. Stadion wypełniony wg mnie w ok. 95%, jest dużo kobiet, dzieci z rodzicami w wieku nawet od 5 lat.  Publika żywo, ale kulturalnie, ładnymi śpiewami dopingowała swoich pupili, którzy zresztą wygrali mecz 3:1. Zrobiłem sporo zdjęć, po meczu dla mojego syna kupiłem szalik klubowy Athletico (przed meczem był droższy, po meczu 2 EUR taniej). Wracam do naszego Pensionu, aby z kolegami przy winie, a potem piwie świętować, analizować dzisiejszy bieg.

W Poniedziałek w ramach walki z zakwasami spacer po drobne zakupy (być w Hiszpanii  i nie przywieźć wina dla mojej czwórki brydżowej, regularnie raz w tygodniu gram w brydża), potem zwiedzanie pałacu królewskiego, następnie spacer na Plaza de Mayor (plac główny) i powrót do Pensionu. I to by było na tyle, bo później to tylko powrót do Warszawy (lądujemy 17 min. przed czasem).

Maraton ten dedykuję mojemu ojcu śp. Lechowi Wojakowskiemu.



  Komentarze (2)
RSS komentarzy
 1 Dodane przez Matek, w dniu - 28-04-2012 19:40
Mały błąd bo Madryt jest niżej, a nie wyżej położony od Zakopanego.
 2 Dodane przez Andrzej - autor, w dniu - 30-04-2012 14:45
Zgadzam się, przepraszam za błąd. Dziękuje że są osoby co jednak uważnie czytali moją relację

Napisz komentarz
  • Komentarze można zamieszczać bez wcześniejszego zalogowania.
  • Pamiętajcie o poprawnym wpisaniu kodu uwierzytelniającego.
  • Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy naruszających ewidentnie kulturę wypowiedzi.

Imię:
Komentarz:

Kod antyspamowy:* Code
Chcę być powiadamiany emailem o dodaniu nowych komentarzy


 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
 
Bieg Konstytucji - Film
Youtube
Polskie Maratony
Ostatnie komentarze
Jestem absolwentem VI LO im. Reytana w Warszawie z 1985r..To ja podawa...
więcej...
przez Lądolód Arktyczny

Tak, niedługo ponownie zostaną uruchomione. Trwają prace administracyj...
więcej...
przez Maratończyk.pl

Witam. Czy jest opcja, aby zobaczyć gdzieś galerie z tego wydarzenia ...
więcej...
przez Przemek

Dobrze pamiętam go z Gymnasionu i pozostałych przekształceń klubu.
więcej...
przez Kamyk

@Konrad, zgodnie z regulaminem numery startowe są przypisane do nazwis...
więcej...
przez Karol

W 1983 r., Elvis Presley odwiedził VI LO im. Reytana w Warszawie
więcej...
przez Czesław Mobutu

a o co włąściwie chodzi? Przeciez nawet gdy biegnie inna osoba to star...
więcej...
przez Konrad

Półmaraton Warszawski - 2019 - pion
© 2019 MARATOŃCZYK
Untitled Document