Półmaraton Warszawski - 2019 - TOP
Start arrow Biegi Ekstremalne arrow Mountain Marathon - Czantoria - Ustroń - 4.07.2009

Mountain Marathon - Czantoria - Ustroń - 4.07.2009
06.07.2009.
ImageGaleria
Wyniki NEW!


Wojciech Szota: Startem w Mountain Marathon „zaraził" mnie znany alpinista Jurek Natkański. Namówił także swojego kolegę Darka Załuskiego, który w swoim czasie pomagał Martynie Wojciechowskiej zdobyć Mont Everest. W ten sposób wraz z nami, na starcie do górskiego biegu w Beskidach, stanęło siedemdziesięciu biegaczy. Upalna pogoda, liczne ciężkie podbiegi i ostre zbiegi zapowiadały sporo „atrakcji", ale dystans 24 kilometrów wydawał się jeszcze znośny i możliwy do pokonania bez specjalnych przygotowań.
Start i meta na rynku w Ustroniu prezentowały się okazale, natomiast stosunkowo nieduża grupa śmiałków zapowiadała raczej samotne bieganie. Kilka pamiątkowych fotek, życzenia powodzenia i startujemy. 

Tempo początkowo jest ospałe. Przy odrobinie dobrej woli każdy może poprowadzić stawkę. Widać, że wszyscy są świadomi, że czeka nas duży wysiłek. Na pierwszym większym podbiegu stawka się rozciąga. Widzę chłopaka na rowerze w kolarskim stroju jak walczy z podjazdem. Wybrał się na sobotnią przejażdżkę i kręci nawet nie najgorzej. Mijają go jednak kolejni biegacze. Pomyślałem, że musi to być dla niego frustrujące. Mimo wszystko na rowerze „przepycha" gorzej niż my biegacze. 

Pod Czantorią szlak jest coraz bardziej stromy. Da się na upartego biec, ale wielu, w tym ja, przechodzi do szybkiego marszobiegu pod górę. Do mety jeszcze daleko a przy tej pogodzie lepiej być rozsądnym i ostrożnie szafować siłami. Długimi krokami i tak mijamy wielu zdziwionych turystów. 

Wpadamy na polanę pod szczytem. Pozostaje krótki dobieg do wierzchołka. Tracę wtedy dwie pozycje. Pomyślałem sobie - trudno, trzeba będzie to nadrobić na zbieganiu - jeszcze nie wiedziałem jak bardzo się pomyliłem. 

W dół staram się biec szybko, prawie na granicy ryzyka. Spod butów uciekają kamienie, mięśnie czworogłowe uda coraz bardziej pieką. Okazuję się, że jednak w porównaniu do rywali w ogóle nie potrafię zbiegać. Co chwila ktoś mnie wyprzedza i za chwilę zupełnie znika za kolejnym zakrętem. Jestem tym podirytowany, ale też pełen uznania dla innych. Jak ci ludzie to robią?... może mają mocniejsze stawy, większą sprawność, doświadczenie - zastanawiam się... przecież każdy upadek, źle postawiona stopa to ogromne ryzyko kontuzji. Wybieram w końcu ostrożność. W tej rywalizacji i tak nie mam szans a chciałbym jeszcze postartować w tym roku. Tracę kolejne pozycje, jednak jeden z rywali nie daje rady mnie wyprzedzić. Słyszę za plecami rumor toczących się kamieni. Odwracam się i widzę jak z trudem wstaje. Na moje „czy wszystko porządku" zrezygnowany macha ręką. Pomyślałem sobie, że to samo mogło mnie spotkać i nie żałuje już straconych miejsc. 

Na końcu zbiegu, ktoś z obsługi trasy rzuca - „co jest, przyspiesz, trzy dziewczyny przed tobą". Obiecuję dogonić... ale słowa nie dotrzymuje. Na moje usprawiedliwienie panie, z którymi przegrywam to jednak elita, z Izabelą Zatorską, jedną z najlepszych zawodniczek świata w biegach górskich na czele.

Do końca i tak już tylko wyprzedzam. Na szczęście dla mnie zbiegi też już nie są tak karkołomne. Na 5 kilometrów przed metą pytam się strażaka obsługującego trasę - czy ktoś jest przede mną i czy warto gonić. Strażak gasi skutecznie mój zapał mówiąc, że ktoś tu bieg kilka minut temu. 

Ostatnie kilometry są łatwe, prowadzą delikatnie w dół. Bieg powinien sprawiać już tylko przyjemność. Zmęczenie jednak poraziło już mięśnie i tempo jest wolne. Wbiegając do Ustronia wiem, że meta jest tuż tuż, ale i tak mam nadzieję, że każdy kolejny zakręt jest już ostatni. Przekroczenie mety daję oprócz radości także poczucie ogromnej ulgi, że to już koniec męki. 

Okazuję się, że najbardziej obleganym miejscem jest fontanna na rynku. Widzę kolejnych dobiegających zawodników, którzy tam podświadomie kierują swoje pierwsze kroki po przebiegnięciu mety.

Śmiejemy się z Jurka Natkańskiego, który po prostu położyć się pod kaskadą wody. Taki prysznic pozwala się szybko zregenerować. 

Współczuję tym, którzy są jeszcze na trasie. Dobiegają następni z ogromną ulgą, jak ja wcześniej. Ci ktorzy ukończyli bieg wymieniają wrażenia. Wszyscy są zgodni, że było ciężko. Kilka kontrowersji wzbudziły oznaczenia trasy. Ja mimo drobnych wątpliwości nie mogę narzekać. Nie zbłądziłem i nie traciłem czasu, choć są tacy, co mieli problemy. Okazuje się też, że niektórzy mieli czas podziwiać widoki:) 

W końcu organizatorzy anonsują ostatnią zawodniczkę, która kończy bieg w czasie 4 godzin i jednej minuty. Na wszystkich cierpliwie czeka Dorota Świderka, aby pstryknąć maratończykowi fotkę na upragnionej mecie. 

Mimo trudu zawody były ciekawym doświadczeniem. Nie często miałem okazję startować w biegu górskim. Przyznam szczerze, ze bardzo odpowiada mi ta formuła. Z chęcią jak czas pozwoli wybiorę się na kolejne zawody cyklu - kolejnym jest Bieg na Śnieżkę. 

Tymczasem okazuje się, że to nie koniec atrakcji. Jurek Natkański jako prezes Fundacji im. Jerzego Kukuczki zaprasza nas na wernisaż do Istebnej. Tam ma miejsce inauguracja wystawy fotograficznej przygotowanej przez Wojciecha Kukuczkę, syna tragicznie zmarłego alpinisty. Mija właśnie jego dwudziesta rocznica śmierci. Oglądamy kolaże poświęcone każdemu z 14 ośmiotysięczników, jakie zdobył Jerzy Kukuczka. Z zainteresowaniem czytamy komentarze pod zdjęciami pochodzące z książki Jerzego „Mój pionowy świat". 

Na koniec dzięki Jurkowi Natkańskiemu gościmy także w nowo powstałej izbie pamięci poświęconej alpiniście w domu jego żony - Cecylii Kukuczki. Tylu atrakcji się nie spodziewaliśmy, więc o zmęczeniu nie myślimy ani przez chwilę... 

 
FOTO RELACJA
(fot. Dorota Świderska)

Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
 
Image
Cecylia Kukuczka i Wojciech Kukuczka podczas wernisażu
 
Image
fragment fotografii z wernisażu
 
 
Image
Izba pamięci Jerzego Kukuczki
 
 



  Komentarze (4)
RSS komentarzy
 1 Dodane przez Natkan, w dniu - 05-07-2009 22:24
Było super!jakie widoki! 
a na mecie fantastyczna kąpiel w kaskadowej fontannie!
 2 Dodane przez Wojtek Szota, w dniu - 07-07-2009 12:22
Jurek, dzięki jeszcze raz za fajny pomysł:)
 3 Dodane przez Paweł, w dniu - 07-07-2009 12:39
Było ciężka. Wojtka artykuł oddaje także i moje doświadczenia z biegu. Upal dokuczał, kamienie uciekały spod nóg i trochę samotności na trasie. Ale fajna kameralna impreza :)
 4 Dodane przez Zbychu, w dniu - 08-07-2009 15:42
Zdjęcia jak zawsze super! Gdzie Doris tam świetne galerie.  
A kąpiel w fontannie - no też super sprawa. Jurek widać jak Ci w tej wodzie dobrze.

Napisz komentarz
  • Komentarze można zamieszczać bez wcześniejszego zalogowania.
  • Pamiętajcie o poprawnym wpisaniu kodu uwierzytelniającego.
  • Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy naruszających ewidentnie kulturę wypowiedzi.

Imię:
Komentarz:

Kod antyspamowy:* Code
Chcę być powiadamiany emailem o dodaniu nowych komentarzy


 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Kalenji
 
Bieg Konstytucji - Film
Youtube
Polskie Maratony
Ostatnie komentarze
Jestem absolwentem VI LO im. Reytana w Warszawie z 1985r..To ja podawa...
więcej...
przez Lądolód Arktyczny

Tak, niedługo ponownie zostaną uruchomione. Trwają prace administracyj...
więcej...
przez Maratończyk.pl

Witam. Czy jest opcja, aby zobaczyć gdzieś galerie z tego wydarzenia ...
więcej...
przez Przemek

Dobrze pamiętam go z Gymnasionu i pozostałych przekształceń klubu.
więcej...
przez Kamyk

@Konrad, zgodnie z regulaminem numery startowe są przypisane do nazwis...
więcej...
przez Karol

W 1983 r., Elvis Presley odwiedził VI LO im. Reytana w Warszawie
więcej...
przez Czesław Mobutu

a o co włąściwie chodzi? Przeciez nawet gdy biegnie inna osoba to star...
więcej...
przez Konrad

Półmaraton Warszawski - 2019 - pion
© 2019 MARATOŃCZYK
Untitled Document