Andrzej Brzozowski: W niedzielę powróciłem z ultramataonu Gór Stołowych. Impreza świetnie zorganizowana. Wydawanie pakietów startowych, organizacja punktów na trasie, no i oczywiście zakończenie imprezy. Organizatorzy zadbali o wszystkie szczegóły. Start był o godz. 10.00 - pogoda świetna, słońce czasem chmury i lekki wiatr. Dopiero w godzinach popołudniowych można było poczuć męczący upał - na szczęście nie padało, bo bieg w strugach deszczu byłby niebezpieczny dla nóg, kostek czy kolan. Nawet bez deszczu zaliczyłem niekontrolowaną wywrotkę na trasie.

Było 5 punktów, na których można było coś wypić i zjeść. Tam też był mierzony czas i trzeba było pilnować limitów czasowych aby nie wypaść z trasy. Limit dla całej trasy to 9 godzin. Organizatorzy w tym roku wydłużyli trasę do 50 km i sumy przewyższeń 4000 m - tak 4 km. [na takiej wysokości latają już samoloty!].To był mój debiut na takiej trasie, więc wszystko było dla mnie nowe. W co się ubrać, co wziąć z sobą z ubrania, jedzenia i picia? Jak rozłożyć siły? W trakcie biegu pilnowałem limitów czasowych, bo zależało mi na ukończeniu biegu - i to był najważniejszy cel biegu - zmieścić się w limicie.

 Z wielkim wysiłkiem pokonałem ostatni odcinek biegiem i znalazłem się przy schodach [665 stopni - 750m] prowadzących na Szczeliniec - gdzie była meta. Pokonanie schodów na takim zmęczeniu - to było wyzwanie. Musiałem nieco zwolnić by dobiec do końca. Pozostał finisz już na samym szczycie i rewelacyjny czas 7.54.33, [ponad godzinę przed zamknięciem mety], który dał mi w mojej kategorii niespodziewanie 2 miejsce. Radość z ukończenia biegu i wyniku - niesamowita! Musiało się udać, bo miałem kibiców, którzy trzymali za mnie kciuki i za to serdecznie wszystkim dziękuję!


Za rok będę chciał tu znowu przyjechać!!!
Wieczorem odbyła się dekoracja.
Zamieszczam kilka fotek

Pozdrawiam
Andrzej

Zdjęcia - archiwum Andrzej Brzozowski



 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

{moscomment}