Daniel Bogacki: 24 lutego autor i realizator projektu, Dariusz Laksa,stanął na starcie pierwszego z planowanych maratonów – Sahara Marathon. W prawie 30-stopniowym upale,na niezwykle trudnej piaszczystej trasie, udało mu się osiągnąć wynik 3:10:28 i tym samym zająć drugie miejsce na podium.

"7 kontynentów - 7 maratonów - 7 szkół" to autorski projekt Darusza Laksy, na co dzień nauczyciela wychowania fizycznego w jednej ze szkół podstawowych w Bytomiu. Założeniem projektu jest udział Dariusza Laksy w 7 maratonach, na 7 kontynentach po to, by wspomóc 7 bytomskich szkół podstawowych poprzez zaopatrzenie je w brakujący sprzęt sportowy. Wśród kolejnych etapów projektu znajdują się: maraton w Bratysławie, maraton w Vancouver, maraton w Rio de Janeiro oraz Hokkaido Maraton w Japońskim mieście Sapporo.

ASICS jako sponsor techniczny projektu wyposażył biegacza w dostosowany do warunków asortyment biegowy. Pustynną trasę z Maroka do Algierii Dariusz Laksa zdecydował się pokonać w modelu ASICS Fuji Trainer 3.

Zapraszamy do zapoznania się z relacją Dariusza Laksy z Sahara Marathon:

Pierwszy etap projektu „7 Kontynentów 7 maratonów 7 szkół” i od razu wielka próba - start w bardzo trudnym Sahara Marathon. Po przyjeździe na Saharę zachodnią czasu na aklimatyzację było niewiele - dwa dni aby oswoić się z wysoką temperaturą panującą w ciągu dnia oraz z nawierzchnią trasy maratonu. 24 lutego w poniedziałek o godzinie 9:00 stałem już na linii startu. Początkowo, tak jak przewidywałem,tempo biegu nie było zbyt duże. Wiedzieliśmy, że z każdą minutą będzie coraz cieplej, a przed nami jeszcze około 3 godzin biegu - przynajmniej ja zakładałem wynik w tych granicach.

Już po 3 km na prowadzenie wysunęła się grupa licząca zaledwie 6 zawodników. Odległość między prowadzącymi zaczęła stopniowo rosnąć. Tempo nadal nie było zbyt duże. Ciągle towarzyszyła mi świadomość, że maraton, w którym właśnie biegnę, nie jest klasycznym maratonem po asfalcie i, pomimo średniego tempa (3:55 po 7 km), będzie coraz ciężej. Na szczęście punkty z wodą były rozstawione dość gęsto bo co 3 km.

Ukształtowanie terenu spowodowało, że w odległości 10 km przed sobą widziałem prowadzącego, który miał nade mną około 1min przewagi, jednak za plecami była tylko linia horyzontu. Było to złudne, gdyż pozostali zawodnicy biegli w tym czasie przez niewielka dolinkę, która skutecznie usuwała ich z mojego pola widzenia. Do połowy dystansu sytuacja w zasadzie nie ulegała zmianie. Na półmetku, który wiódł przez pierwszą miejscowość na trasie maratonu, powiedziano mi, że mam

1:20 straty do prowadzącego. Za plecami nie widziałem nikogo. Czułem wiec pewien komfort, mając bezpieczną przewagę i biegnąc na drugiej pozycji. Nie ukrywam - było to dla mnie sporym zaskoczeniem.

Od połowy dystansu trasa była nieco trudniejsza. Na naszej drodze pojawiły się wzniesienia. Chociaż nie były zbyt strome, to bardzo wykańczały – szuter przeplatał się z kopnym piachem. Momentami czułem się tak, jakbym biegł w miejscu. Powoli zaczynało brakować mi sił. Od 30 kilometra zacząłem tracić z oczu prowadzącego zawodnika, a wciąż widoczna linia horyzontu wywoływała wrażenie, że bieg dopiero się rozpoczął.

Ostatnie 12 km biegu było walką o przetrwanie. Bolało mnie wszystko poza nogami - chociaż te także nie szły do przodu, tak jak powinny. Każdy kolejny pokonany kilometr wprawiał mnie w euforię. Czułem, że jestem coraz bliżej mety. Jeszcze 8 km, jeszcze 5 km i nie będzie już tak bolało. Ostatnie kilometry maratonu były walką ze sobą, z własnym ciałem, ze skurczami, bólem, upałem i wszystkim wkoło. Chciałem się wyłączyć i dobiec, tylko tyle.

Dobiegając do mety nie miałem siły na jakiekolwiek przyspieszenie biegu, a każda tego typu próba kończyła się potwornym skurczem. Postanowiłem nagrać tę mękę na kamerę.

Dobiegłem do mety! Ukończyłem maraton! 3:10:28 i drugie miejsce w Sahara Marathon.

Trasa okazała się zdecydowanie trudniejsza technicznie, niż przypuszczałem. Wcześniejsze edycje prowadziły trochę innymi szlakami.W tym roku trasa wiodła między trzema obozami dla uchodźców, łącząc je z metą w Smarze. Poza upałem, który był porównywalny do warunków panujących w Polsce w okresie lata, głównym przeciwnikiem było podłoże. Poza ukształtowaniem terenu utrudniały szybkie bieganie - piach, żwir i kamienie. Jadąc na ten maraton zastanawiałem się, czy nie przesadzam, zabierając trzy pary obuwia. Jednak podjąłem słuszną decyzje. Gdybym zdecydował się na buty, które
początkowo wybrałem, myślę, że przede wszystkim czas na mecie byłby o wiele słabszy, ale i miejsce odleglejsze.

Ostatecznie na start wybrałem model ASICS Fuji Trainer 3, który przekonał mnie do siebie komfortem i sprężystością użytkowania. I choć prawdą jest, że to nie buty tylko zawodnik biegnie i osiąga wynik, to przy ekstremalnych warunkach sprzęt również ma duże znaczenia i wpływa na wynik końcowy.

Polecam przetestować na sobie...pustynne bezdroża i wydmy i nie tylko to...”

Kolejnym etapem projektu jest europejski maraton – w Bratysławie. Słowacki maraton odbędzie się już 6 kwietnia. Trzymamy kciuki!

 

 

{moscomment}