Wyniki
Strona zawodów
Dział - Biegi Ekstremalne / Biegi Górskie

Igor Błachut:53 zawodników ukończyło górski ultramaraton, rozgrywany w ramach Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich. Dystans Biegu Siedmiu Szczytów, wedle oficjalnych pomiarów mierzący 223 kilometry (zawodnicy twierdzili, że nawet więcej…) przy ponad 7600 metrach przewyższenia, najszybciej pokonali Michał Kiełbasiński z Łodzi i Marzka Janerka-Moroń z Chorzowa. Michał, który przebiegł trasę w 35 godzin i 31 minut, o zwycięstwo musiał walczyć praktycznie do samej mety, bowiem drugiego w stawce – Tomasza Kłodnickiego – wyprzedził ledwie o półtorej minuty a trzeci na mecie, Lukaš Pawlowski, stracił 5 i pół minuty…Poniżej kilka refleksji, którymi zwycięzcy podzielili się na mecie tego wyścigu.

Michał Kiełbasiński, od ponad dekady startujący w rajdach przygodowych a od kilku lat również w długodystansowych biegach górskich z mapą i bez, twierdzi, że swój sukces zawdzięcza w największej mierze taktyce: „To była zasługa żelaznej konsekwencji i trzymania się niemal w stu procentach założonego planu. Tylko na początku pozwoliłem się nieco wypuścić i może z 10 kilometrów biegłem w grupce, którą prowadził Piotrek Hercog. Herci narzucił bardzo mocne tempo i pomyślałem sobie, że jeszcze z 10 kilometrów tej zabawy i będzie po mnie, więc bardzo spokojnie wycofałem się na z góry upatrzone pozycje. Czyli spadłem gdzieś na 12., 13. miejsce i potem powoli – bardzo powoli – piąłem się w tej klasyfikacji w górę.”.

Taktyka najwyraźniej okazała się dobrze przemyślana, bo Piotrek Hercog (notabene organizator biegu) wycofał się po 10 godzinach, podobnie zresztą, jak niemal wszyscy zawodnicy, którzy próbowali dotrzymać mu kroku. Michał na czele stawki znalazł się mniej-więcej w połowie dystansu:  „Jeszcze w Kudowie traciłem do ówczesnego lidera jakieś 40 minut. Niedługo potem, w Pasterce, to był chyba kwadrans a minąłem go na Szczelińcu. Nie wyglądał wtedy najlepiej, chyba za mocno zaczął. I ten moment, kiedy stracił prowadzenie, musiał go dobić, bo trochę później zszedł z trasy…”.

A jak podobała się zwycięzcy sama trasa? „Pięknie, zwłaszcza w nocy i nad ranem. Te mgły, gwiazdy, krwawe zachody i wschody słońca… piękne widoki z gór. Tyle, że w ciągu dnia już tak pięknie nie było. Pomiędzy pasmami górskimi przebiegaliśmy przez doliny, gdzie lasu nie było a na otwartej przestrzeni słońce piekło i temperatura przekraczała chyba 40 stopni. To było mordercze. W każdym razie, w najbliższym tygodniu na podobny bieg bym się nie wybrał” – zakończył tryumfator Biegu Siedmiu Szczytów.

Marzka Janerka-Moroń dotarła na metę B7S po 49 godzinach i 45 minutach. „Tu chodziło głównie o to, żeby się zmieścić w limicie. Wymyśliliśmy sobie, żeby spróbować, jak to wygląda, czy w ogóle da się taki dystans przebiec. Nie miałam pojęcia, jak planować taktykę – dotychczas zdarzyło mi się pokonać najwyżej 150 kilometrów biegu, więc to było zupełnie co innego. No i sprawdziłam – było strasznie ciężko”.

Marzka przez niemal całą trasę biegła wraz z mężem, Arturem. „Bardzo mi to pomagało, wspieraliśmy się nawzajem. Dopiero w samej końcówce, kiedy już było wiadomo, że dobiegniemy, puściłam go przodem. Dlatego, że dochodziło nas dwóch chłopaków i nie chciałam, żeby wyprzedzili Artura. No to on pobiegł troszkę szybciej, ja skończyłam w swoim tempie i dzięki temu Artur mógł mnie przywitać na mecie” – śmieje się Marzka.       

 W trakcie zawodów jednak nie zawsze było do śmiechu: „Nie wiem, czy to kwestia jedzenia – cały czas prawie słodkie i niewiele więcej, czy czegoś innego… ale mieliśmy problemy z żołądkiem. Nie tylko my zresztą; z tego, co wiem, uskarżało się na nie wielu zawodników i część nie ukończyła przez to zawodów. My jednak skupieni byliśmy na tej myśli – żeby tylko ukończyć… wiem, że wysyłano do nas esemesy, że nam kibicowało wiele osób, ale w trakcie biegu to było trochę poza mną. Myślałam wyłącznie o tym, żeby w końcu dotrzeć do mety. Tam, na szczęście, było już wspaniale; tyle osób gratulowało, taka radość z ukończenia biegu, że w tej adrenalinie zupełnie zapomniałam o zmęczeniu!”. 

Na pytanie jednak, czy planuje następne starty na podobnych dystansach, Marzka nie jest pewna: „Nie wiem, zobaczyłam już, jak to jest i na razie na pewno mi wystarczy. Chociaż, wiadomo, że czas pokaże, czy się nie skuszę na taki start… Ale teraz nie planuję”.

Bieg Siedmiu Szczytów ukończyły tylko dwie panie; druga wśród kobiet (a 51. w stawce) była Timea Bontovics z Niemiec.
 
 
  

{moscomment}