Marcin Świerc: Po występach na naszym podwórku a zwłaszcza po MP w Iwoniczu, gdzie zdobyłem brązowy medal, dostałem powołanie na gościnne występy w Turcji na ME. Wiedziałem, że nie będzie łatwo, wszak będą na nich sami najlepsi w swoich krajach, również klimat nie pomagał.
 
Przylecieliśmy do Izmiru, stąd organizatorzy zabierają nas do Pamukkale (tur. Bawełniany zamek lub Bawełniana twierdza) - turecka miejscowość położona w dolinie Cürüksu (w starożytności zwanej Doliną Lycos), około 18 km od Denizli. Pamukkale jest wpisana na Listę światowego dziedzictwa UNESSO.
Nasze miejsce pobytu słynie z wapiennych osadów powstałych na zboczu góry Cökelez. Wypływająca z gorących źródeł woda, bogata w związki wapnia, ochładzając się na powierzchni, wytrąca węglan wapnia, którego osady układają się w nacieki i stalaktyty. Na zboczu góry, wykorzystując nierówności terenu, powstają progi, półkoliste i eliptyczne baseny wody termalnej, ukształtowane w formie tarasów. Proces ich tworzenia trwa nieprzerwanie od około 14 tysięcy lat. Baseny te w czasach rzymskich nazywane zostały trawertynami. Dla ochrony tych skał nie wolno tam wchodzić w butach.
 
W sobotę zwiedzamy trasę, jest naprawdę ciepło...zaczyna się...około 10 rano temperatura sięgnęła 37 stopni na Ambicie. Trasa szybka, ciężka technicznie, sucha, zawiła. Trochę mnie to martwiło, wszak jestem ultrasem, a 4 tygodnie wcześniej był Rzeźnik...chociaż tydzień wcześniej była góra Żar, która była dla mnie przygotowaniem do takiego extremu. Robię krótki trening i zwiedzam baseny oraz Hierapolis- miasto starożytne  nad  basenami. Lub raczej szczątki tego, co z niego zostało. Ale jest pięknie. Wieczorem w  Denizli jest otwarcie mistrzostw.
 
Niedziela to dzień startu, ruszamy o 9.15 (czasu polskiego 8.15) - to ze względu na upał, jaki może być potem...
 
Co tu dużo mówić o samym starcie -trwał tylko 56:10, co pozwoliło mi zdobyć 37. miejsce. Mogę śmiało stwierdzić, że dopiero się rozpędzałem. I to na serio. Ostatni odcinek przebiegłem szybciej, niż zawodnicy z pierwszej 10. Chyba zacząłem za spokojnie, ale co tu gadać - do Europy nam dużo brakuje, gdzie mi amatorowi do zawodników z innych krajów, gdzie biegi górskie są inaczej traktowane... Wiadomo - można mój występ różnie oceniać, każdy ma swoje zdanie, ale czasami udział i ukończenie też jest nagrodą. Oczywiście, byłem tłem dla reszty, ale tło też jest ważne....

Podróż powrotna to dla mnie straszna męka, oznaki odwodnienia, czymś musiałem się struć, po powrocie 4 dni umierałem, nic nie jedząc.
Nawet schudłem;) ale nie było ciekawie...na szczęście dziś już wracam do żywych. Mam nadzieję tez wrócić do treningów...
 
 Oceniam organizacyjnie zawody bardzo dobrze, dbali o nas wyjątkowo. Miałem możliwość zobaczenia ciekawych miejsc, których zapewne więcej razy nie będzie mi dane oglądać, poznania ich historii i kultury.
 
Co do planów... sam nie wiem... z MŚ na długim dystansie w wrześniu muszę zrezygnować, na razie trzeba ogarnąć życie, pracę... a bieganie zawsze będzie hobby.
 
 
 
 

{moscomment}