Wyniki
Galeria
Relacja 2013 - Bieg z historią w tle...


fot. www.stoczek-lukowski.pl

Dariusz Król:Stoczek Łukowski XIV bieg „Grzmią pod Stoczkiem armaty’’ odbył się 15.02.2014. Tym razem w dość wąskiej ,dwuosobowej reprezentacji naszego klubu występował kolega Kazimierz i Dariusz. Wiele sobie z wyników jakich się spodziewaliśmy ,to sobie nie obiecywaliśmy. Kolega prezes po masakrycznym przeziębieniu, a kolega Kazimierz po zimowym wędkowaniu. Ale wyzwaniu ,tej trudnej trasy nie byliśmy w stanie odmówić, a tym bardziej się uchylać. Pomimo przychylnej aury, jak na tę porę roku, organizatorzy zabezpieczyli nam niespodziankę w postaci lekkiej korekty trasy w stosunku do ubiegłorocznej, polegającej na wydłużeniu około 300 metrów w rejonie sadzawki, którą nie mijaliśmy ale obiegaliśmy groblą dla urozmaicenia. Biegałem tu kilkakrotnie i wszystkie te modyfikacje powodują, że wyścig jest do końca nieprzewidywalny, a zarazem ciekawy ,bo trochę inny za każdym razem.

Można przyjąć ,że połowa dystansu odbywa się po nawierzchni asfaltowej, głównej drogi przecinającej miasteczko. Jednak pozostała część wiedzie polnymi drogami i właśnie w tym roku teren wiejski okazał się wymagający, bo zaraz po zmianie podłoża okazywało się ,że jeszcze niedawny zalegający śnieg nie zdążył wchłonąć w glebę i w ładnie operującym w tym dniu słoneczku, stworzył z ziemią błotko. No i to błotko deprymowało mnie do tego stopnia, że początkowo pokonywałem je skokami jak konik szachowy, czy coś takiego. Jako, że osłabienie nie pozwalało mi na szaleństwo, to był czas na rozmyślanie. Po pierwsze, że jako biegamy dwie pętle to już wyobrażałem sobie trasę jak będę pokonywał odcinki błotne po raz drugi, ale z drugiej strony tacy Anglicy, lubujący się w krosach, też  tak biegną, no załóżmy, że 10 km i cały czas w błotku po kostki i nie koniecznie przy wyższej temperaturze, która dziś nawet wynosiła 8 stopni, czyli luksus.

Tak to się pocieszałem do motywacji, by spróbować może ambitniej potraktować drugą pętlę , bo to żebym czuł zapas sił raczej bym nie powiedział. Pocieszającym było to, że skoki w boki przyniosły efekt, bo pomimo odczuwalnej wilgoci, chlipanki w butach nie było. I tu już w trakcie długiego asfaltowego podbiegu, podążając  do półmetka na rynku, z którego startowaliśmy i zbliżając się do kościoła usadowionego na samej górze po lewej stronie trasy, zacząłem kombinować, że nie ma co, ale na drugiej pętli można się zebrać i nie zważać na błotne warunki części  polnej, a po prostu ciąć prosto bez zbędnego patyczkowania się w jakieś lawirowania.

Kiedy nastąpił ten moment ostrego skrętu w polną drogę, mając w pamięci pierwszą pętlę wstępnie mogłem pozwolić sobie na w miarę zminimalizowane grzęźnięcie,  jednak w dalszej części obrałem rozważaną opcję cięcia do mety bez ceregieli, i tak też robiłem, tym bardziej, mając świadomość przybliżającej się mety, oraz pleców zawodnika, który śmignął mnie jeszcze na pierwszej pętli. Jednakże pomimo znacznej spinki gościa nie udało mi się dogonić, choć dystans znacznie zredukowałem, ostatecznie zajmując 20 pozycję na 130 sklasyfikowanych. No cóż, dało mi to tylko trzecią lokatę w kategorii wiekowej, co i tak w tej dyspozycji dnia, mnie zaskoczyło. Kolega Kazimierz był kilka pozycji za mną jako 28 i w sumie szósty w kategorii,  którą już razem reprezentujemy.

Najważniejszym jest to, że rywalizacja i całokształt imprezy pozostawił na nas ,można powiedzieć ,że już tradycyjnie pozytywne wrażenie i nie wykluczona jest nasza obecność tu w przyszłym roku, bo liczymy, że w końcu dane nam będzie usłyszeć tę patriotyczną lokalną pieśń „Grzmią pod Stoczkiem armaty” , bo jak się tam zjawiamy przed zawodami, to jest już po oficjalnym rozpoczęciu zawodów z występem chóru i orkiestry, gdyż przed biegiem głównym ściga się jeszcze młodzież na krótszych dystansach. Także jest dodatkowy element motywacyjny na przyszłość. Przyjechać wcześniej, albo organizatorzy zabezpieczą wykonanie czy odtworzenie wspomnianej pieśni podczas ceremonii dekoracji.
 
{moscomment}