FILM - rozmowa z Olgą i Pawlem po XXV Biegu Niepodległości

Marcin Dulnik: Co słychać u Olgi i Pawła Ochalów - najbardziej rozbieganego małżeństwa w Polsce? Jak minął sezon 2013? Jak wygląda ich sportowe życie? Gdzie biegają najczęściej? W jakim sprzęcie? Jakich rad udzielają biegaczom, którzy dopiero zaczynają treningi? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w poniższym wywiadzie. Grudzień to dobry moment na podsumowanie sezonu. Czy udało Wam się zrealizować założenia, które postawiliście przed sobą na początku roku?

Olga: Sezon 2013 uważam za udany, na jego początek zaplanowałam dwa biegi. Pierwszym z nich był 8. Półmaraton Warszawski  rozgrywany w randze Mistrzostw Polski. Bieg wyszedł idealnie,  zdobyłam swój pierwszy i w dodatku złoty medal Mistrzostw Polski. Okazałam się również najlepsza wśród kobiet startujących w tych zawodach. Trzy tygodnie później wystartowałam w Orlen Warsaw Marathon i znów stanęłam na podium. Mimo, że  zajęłam trzecie miejsce, to jednak z wyniku nie byłam zadowolona. Zarówno  trasa, jak i pogoda nie dopisały, dlatego niestety nie mogłam liczyć na szybkie bieganie.

Druga połowa sezonu obfitowała głównie w starty w wojskowych zawodach.  Wszystkie te biegi uważam za bardzo udane. Stawałam dwukrotnie na podium Mistrzostw Europy (byłam trzecia w Paryżu na 20km i pierwsza podczas Mistrzostw Europy Sił Powietrznych). Zajęłam również drugie miejsce na Wojskowych Mistrzostwach Świata w Maratonie, które odbyły się w listopadzie w Surinamie. Ten sukces cieszy mnie najbardziej w tym roku. Wygrałam jeszcze klika mocnych biegów w Polsce m.in. Półmaraton Philips Piła, XXV Bieg Niepodległości w Warszawie. Poprawiłam również kilka rekordów życiowych. Moja dobra dyspozycja w tym sezonie zaowocowała zwycięstwem w ASICS Runner’s World Grand Prix 2013.

Paweł: Pierwszą część sezonu uważam za kompletnie nieudaną, zimą odezwały się stare kontuzje i musiałem trochę zaprzestać z treningami. Za to druga część sezonu była już dużo lepsza. Zdobyłem srebrny medal Mistrzostw Polski w Półmaratonie, które odbywały się w ramach Półmaratonu Philips Piła. Pięć tygodni później potwierdziłem dobrą dyspozycję z sukcesem startując w 14. Poznań Maraton, gdzie zająłem trzecie miejsce. Udało mi się również stanąć kilka razy na podium biegów w Polsce, co pozwoliło mi podobnie jak Oldze, zwyciężyć w tegorocznej edycji ASICS Runner’s World Grand Prix. Po trwających prawie dwa lata problemach zdrowotnych uważam ten sezon za bardzo udany.

Czy ten sezon różnił się czymś od poprzednich?

O: Bardzo się różnił. Po pierwsze, udało mi się podpisać kontrakt z Wojskiem Polskim, z czego jestem bardzo zadowolona. Wzięłam udział w mniejszej liczbie zawodów niż w poprzednim, ale za to moje starty były zdecydowanie mocniejsze.

P:
Dla mnie to przede wszystkim powrót do przyzwoitego biegania. Pokonałem w tym sezonie dużo więcej kilometrów i wziąłem udział w wielu  zgrupowaniach, na których mogłem trenować swoją wydolność. Mogę powiedzieć, że po długich miesiącach przerw od sukcesów, wstąpiło we mnie drugie życie!

Który z tegorocznych startów wspominacie najlepiej?

O: Mimo wszystko nie będzie to maraton, tylko bieg na nietypowym dystansie 20 km w Paryżu (Wojskowe Mistrzostwa Europy), podczas którego pobiłam swój rekord życiowy o ponad półtorej minuty. Biegło mi się bardzo lekko. Do końca nie wierzyłam, że mogę jeszcze szybciej i to mnie trochę zgubiło na 10km. Ale w sumie właśnie ten bieg sprawił mi najwięcej radości. Trudno nie wspomnieć również o listopadowym wylocie do dalekiego Surinamu. To był naprawdę niezapomniany bieg. Start o 5:30 rano, praktycznie bez rozgrzewki. Połowa biegu przez dżunglę i meta w blisko 40-topniowym upale. Cieszę, że dałam radę odnieść tam sukces.

P: Zdecydowanie 14. Poznań Maraton. Na trasie tych zawodów poczułem, że znów naprawdę biegnę! Zapamiętałem trudną trasę i bardzo wymagających rywali. Mimo wszystko dałem z siebie wszystko i to przyniosło efekty.

Którego z sukcesów spodziewaliście się najmniej?

O: Bieg na 5 km podczas jesiennego 35. Maratonu Warszawskiego. Wróciłam wtedy z pierwszego w moim życiu obozu wysokogórskiego, nie wiedziałam na co mnie stać. Na obozie biegało się bardzo ciężko. Wynik na mecie 15:51 i zwycięstwo sprawiło mi miłą niespodziankę. Poprawiłam swój rekord życiowy o 40 sekund.

P: Nie było niespodziewanych sukcesów. Starty w tym roku dobierałem bardzo skrupulatnie  i oczekiwałem w nich małego sukcesu. Uważam, że wiara we własne możliwości pomaga w realizacji celów w bieganiu. Jeśli coś mnie zaskoczyło, to zwycięstwo w ASICS Runner’s World Grand Prix. Po pierwszej części sezonu nie spodziewałem się, że będę najlepszy w tej rywalizacji.

Jak wyglądał cykl treningowy? Gdzie realizowaliście przygotowania?

Olga/Paweł: Pierwszą cześć sezonu spędziliśmy na przygotowaniach w ciepłym klimacie. Styczeń, luty i marzec trenowaliśmy w Portugalii. Było to ciężkie, trwające 12 tygodni zgrupowanie. W drugiej części sezonu przygotowania realizowaliśmy głównie w górach. Byliśmy 3 razy w Szklarskiej Porębie i raz we wspomnianych wysokich górach w szwajcarskim St.Moritz.

Jesteście biegowym małżeństwem. Trenujecie razem czy osobno? Macie podobny plan startowy?

O/P: Staramy się tak dobierać starty, aby pobiec razem. Wyjątkami są maratony. Plan treningowy mamy ułożony w ten sposób, żeby forma po zjazdach z obozu przychodziła w zbliżonym terminie. Na trening wychodzimy razem, biegamy oczywiście osobno, ponieważ każde z nas ma ustalone prędkości, których musi się trzymać.

Czy pojawia się między Wami aspekt rywalizacji?

O: Nie ma takiej opcji. Paweł bardzo mi pomaga w treningu, nigdy nie rywalizujemy. Jesteśmy jednością, a w jedności siła!
P: Mogę tylko potwierdzić,  wzajemnie sobie pomagamy. Pocieszamy się, kiedy jest źle, cieszymy się wspólnie kiedy jest sukces. W naszym związku nie ma mowy o rywalizacji.

Od lat oboje współpracujecie blisko z marką ASICS, w jakim sprzęcie biegacie? Ile par butów wystarcza Wam na rok? Macie jakieś swoje ulubione modele?

O: Tak, biegam w sprzęcie ASICS. Od dwóch lat jestem z tą firmą bardzo związana. Odkąd otrzymałam polskie obywatelstwo, ASICS pomaga mi sprzętowo, zapewnia mi niezbędne do treningu buty, elementy ubioru oraz akcesoria. Jestem bardzo zadowolona ze współpracy. W ciągu roku potrafię zużyć około 8 par butów biegowych. Praktycznie po każdym maratonie wymieniam buty na nowe, a w przygotowaniu do jednego maratonu wykorzystuję nawet 5-6 par butów, 2-3 startowe i 3-4 treningowe. Mój ulubiony  model do biegania treningów to Gel-Nimbus i Gel-Cumulus. Do startów w maratonie wybieram Gel-Tarther.

P:  Biegam w sprzęcie ASICS odkąd zacząłem startować w maratonach, czyli od 2005 roku. Początkowo sprzęt pozyskiwałem z Japonii za pośrednictwem menagera p. Henryka Paskala.  Od kiedy firma ASICS otworzyła oddział w Polsce zawsze mogę liczyć na ich wsparcie. Zapewniają mi obuwie i rzeczy niezbędne do treningu i startów. Jestem bardzo wdzięczny, że mogę  trenować w tej marce nie wyobrażam sobie biegania w sprzęcie innej firmy.

Moje ulubione buty do treningu to Gel-Cumulus. Mogę w tych butach biegać swobodnie nawet 30km wybiegania. Na starty zakładam tylko Gel-Tarther, nie widzę swojej stopy w innym bucie startowym.

Co sądzicie o modnym ostatnio bieganiu naturalnym?

O: Nie jestem przekonana do biegania naturalnego. Uważam, że moja stopa potrzebuje dużej amortyzacji, być może innych biegaczy buty minimalistyczne przekonują swoją niską wagą. Jak dla mnie mogą ważyć trochę więcej, ale w zamian za to wiem, że będę czuła pod stopą żel, który zapewni amortyzację.

P: Widziałem kilka filmów, w których producenci takiego sprzętu przekonują, że buty minimalistyczne poprawią Twoje wyniki. Uważam, że jeżeli biegacz od początku uczy swoje stopy biegania naturalnego to być może ma to sens. Ale nie wyobrażam sobie zawodnika, który przez lata szukał buta o jak największej amortyzacji, a teraz musiałby z niej zrezygnować na rzecz butów minimalistycznych.

Trenujecie w plenerze gdy robi się naprawdę zimno? Czy w takim okresie raczej wyjeżdżacie na obozy do krajów o cieplejszym klimacie niż Polska?

O/P: Od 2008 roku każdej zimy staramy się uciec od mrozu, naszym ulubionym miejscem treningowym zimą jest Portugalia – Monte Gordo. Temperatura w tym miejscu zimą zawsze jest powyżej 10 stopni, waha się w granicach 15-20 stopni. Bywają też dni gorące, w których korzystamy z kąpieli słonecznych. Spędzamy w Portugalii większą część zimy 8-10 tygodni. Następnie w marcu albo wracamy do kraju albo do Hiszpanii i tam spędzamy 3-4 tygodnie w górach, gdzie w marcu jest już przyzwoicie ciepło na wysokości około 1300 m.npm.

Jakie są Wasze ulubione tereny do biegania? Ulubione miejsca? Można Was gdzieś spotkać np. podczas długich wybiegań?

O: Od tego sezonu pokochałam St. Moritz. Jest to przepiękne turystyczne miasto położone w  południowych Alpach. Mimo, że byłam tam tylko raz, to już teraz mogę powiedzieć, że jest to jedno z moich najbardziej ulubionych miejsc do treningu. Choć trenuje mi się tam ciężko, to klimat i widoki łagodzą wszystkie bóle. Nie mogę nie wspomnieć o Portugalii. Kiedy zbliża się zima, już nie mogę się doczekać wyjazdu, nie lubię biegać w mrozie.

P: Szklarska Poręba, to miejsce w którym uczyłem się biegać. Byłem w tym miejscu pierwszy raz w 1996 roku, wiele potu wylałem na ścieżkach pod Reglami, czy na „zakręcie śmierci”. Według moich zapisów w Szklarskiej byłem na obozie ok. 70 razy, więc jak tu nie lubić tego miejsca? No i oczywiście Portugalia…uwielbiam ten widok, kiedy wyjeżdżając z zachmurzonej i mroźnej Polski, budzę się w słonecznej i błękitnej Portugalii w mieszkanku z widokiem na ocean. Te miejsca dodają mi  niesamowitej energii do treningu.

O/P: Jeżeli nie jesteśmy w trasie, lub gdzieś na zgrupowaniu to można nas na natrafić podczas długich wybiegań w Myślęcinku. Jest to Leśny Park Kultury i Wypoczynku, są w nim przepiękne ścieżki do biegania, jeśli ktoś jest przejazdem w Bydgoszczy i chce spokojnie pobiegać to zapraszamy w to miejsce.

Jakich rad udzielilibyście osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z bieganiem?


O/P: Jak już zacząłeś biegać, to na pewno nie rezygnuj, systematyczność doprowadzi Cię do małych sukcesów. Bieganie pomaga się od stresować, nawet po długim i ciężkim dniu w pracy. Można spotkać ciekawych ludzi na ścieżkach biegowych. Uważaj też, żeby nie przesadzić w druga stronę - co za dużo to nie zdrowo! To powiedzenie doskonale się sprawdza także w bieganiu. Na początek 2 razy w tygodniu wystarczy, kiedy czujesz głód biegania możesz po jakimś czasie dorzucić 3 trening. Nie biegaj na tzw. ”maksa” niech bieganie przynosi Ci radość!

Czy polecilibyście karierę zawodowego biegacza innym?

O: Robię to, co lubię. To jest moja praca, która przynosi mi przyjemność. Każdy jednak decyduje sam o swoim życiu, na pewno nie jest to lekki „chleb”, ta praca  ma dużo plusów i minusów. Plusy to takie, że ciągle jesteś w ruchu, zwiedzasz przy okazji świat , poznajesz mnóstwo ludzi. To jest plus dla nas, biegowego małżeństwa, prawie wszystko możemy robić razem, ale dla innych to już będzie minusem, kiedy jedna osoba jest w ciągłej podróży a druga siedzi w domu sama.

P: W sumie polecam zawodowe bieganie innym, ale jak Olga wspomniała jest to ciężki „kawałek chleba”. Mimo tych wszystkich ciekawych wyjazdów, zawodów, spotkań z wieloma sławnymi sportowcami są też minusy. Kontuzja, zła diagnoza może wyeliminować Cię w jeden dzień z tego „sportowego życia”. I co wtedy? Jak czuje się taki sportowiec, który budzi się na drugi dzień i wie, że nie może iść biegać? Decyzję o zawodowym bieganiu podejmuje się z czasem, z kilometrami. To ważne postanowienie nie przychodzi z dnia na dzień.

Domyślam się, że na zawodach zwykle biegniecie w grupie elite, walcząc o zwycięstwo.  Czy jest w trakcie sezonu jakaś impreza biegowa, podczas której ustawiacie się z tyłu stawki i biegniecie po prostu dla zabawy?

O/P: Bardzo mało jest takich zawodów. W trakcie sezonu mamy z góry ustalony plan startów, w których mamy założenia jak biegać i takie biegi dla zabawy nie zdarzają się w ogóle. Lecz po sezonie, kiedy mamy roztrenowanie zdarza się, że  startujemy rekreacyjnie, tzn. biegniemy ze znajomymi i tempo biegu dla nas nie jest ważne. Wówczas dotrzymujemy im towarzystwa i podtrzymujemy ich na duchu.

Olga, w 2011 otrzymałaś polskie obywatelstwo, a od 2012 roku reprezentujesz Polskę w międzynarodowych zawodach.  Czy widzisz jakieś różnice w podejściu do szkolenia zawodowych biegaczy w Polsce i na Ukrainie? Czy fakt biegania w biało-czerwonych barwach dodatkowo Cię motywuje?

Muszę przyznać, że system szkolenia biegaczy w obu krajach nie różni się bardzo. Utalentowaną młodzież trenuje się z nadzieją, że wyrosną z nich wielkie biegowe gwiazdy. Ze szkoleniem seniorów w Polsce jak i na Ukrainie jest podobnie, nie do końca jasne są warunki weryfikacji zawodnika do szkolenia przez związek. Poznałam to już na własnej osobie. Mimo wszystko nie rezygnuję i walczę dalej. Bieganie w biało-czerwonych barwach bardzo mnie motywuje. Mimo, że z orzełkiem na koszulce biegałam tylko na wojskowych zawodach i tak czuje się reprezentantką naszego kraju. W każdych międzynarodowych zawodach walczę, by zająć jak najlepsze miejsce i jak najlepiej zaprezentować Polskę. Mam polskie korzenie, babcia i dziadek byli Polakami, więc polska krew też we mnie płynie.
 
 
{moscomment}