Strona www


fot. Piotr Dymus
 
Z bieganiem jesienią jest trochę tak, jak z historią o szklance, która jest do połowy pusta – lub pełna, w zależności od tego, jak się na nią spojrzy. No, bo jesień – wiadomo: dzień coraz krótszy, robi się coraz zimniej, często pada...W związku z tym jest ślisko i nieprzyjemnie jakoś. Nie bardzo chce się człowiek ruszać w taką pogodę. Zwolennicy „teorii pustej szklanki” mają też trudny do podważenia argument, że tak naprawdę, to wszystkie ważniejsze imprezy właściwie już się odbyły i przygotowania do nowego sezonu można rozpocząć później. Zimą, albo najlepiej – to na wiosnę, jak się znowu zrobi ciepło i w ciągu dnia będzie widno dłużej, niż przez kilka godzin.

Niby to prawda, ale głównie przy założeniu, że biegamy za karę. Jeśli ten rodzaj aktywności nie sprawia nam przyjemności, to mamy dwa wyjścia. Albo dać sobie spokój – albo zmienić podejście i zobaczyć szklankę do połowy pełną...

A może być to łatwiejsze, niż się wydaje. Technologie, wykorzystywane do produkcji ubrań, problem zimna i wilgoci uczyniły znacznie mniej dokuczliwym.  Bluzy z membranami, ciepłe i lekkie przy tym spodnie czy legginsy – w sklepach można wybierać w tym do woli. Kluczowe zaś dla odczucia komfortu z biegania buty można dobrać nie tylko pod kątem preferowanych nawierzchni treningowych (asfalt, szuter, drogi leśne) – ale i pod kolor.


Niezdecydowani, czy też początkujący, którzy nie mają jeszcze sprecyzowanych upodobań, dotyczących tras treningowych, mogą zaś skorzystać z oferty w rodzaju „door to trail”- czyli butów, pozwalających na efektywny bieg po asfalcie i jednocześnie stabilne prowadzenie stopy w terenie. Nie muszą przy tym rezygnować z komfortu termicznego czy kluczowym o tej porze roku uczuciu suchości w bucie – bowiem modele te wyposażone są w wodoszczelne membrany, blokujące wsiąkanie wody z zewnątrz – za to wyprowadzające jej nadmiar z wewnątrz.

Skoro buty i ubranie nie stanowią problemu, pozostaje jeszcze motywacja. Tu każdy właściwie musi sobie poradzić sam, ale nie od rzeczy będzie wspomnieć, że jeśli chcemy efektywnie trenować zimą – a tym bardziej dobrze wypaść podczas startów wiosną czy latem – to nie można czekać, aż się jesień skończy. Nie muszą to być treningi szczególnie intensywne; jesień to akurat najlepsza chyba pora, żeby się bieganiem cieszyć. I jednocześnie smakować wzrokiem paletę barw tej najbardziej malowniczej pory roku. Czasem spokojnie, miarowo pokonywać przestrzeń, jak odlatujące na południe ptaki. Czasem może pościgać się z niesionymi wiatrem liśćmi. Ale czerpać z biegania radość, bo bez tego i najlepszy sprzęt nie pomoże. Na szczęście – biegacze szklankę widzą do połowy pełną. Przez cały rok.
 
 
fot. Piotr Dymus


{moscomment}