Wyniki
Galeria - Dariusz Król




Dariusz Król: Na stronie www.rokis.radzymin.pl głównego organizatora tej imprezy możemy obejrzeć relację z pierwszej edycji tego wyścigu. Warto choćby dla tego, by zobaczyć jak zmianie uległo otoczenie kaplicy w Ossowie, o którym to miejscu w związku z tym świętem było w prasie ostatnio dość głośno. Ale otoczenie to nie wszystko, stałym elementem jest Pan Mirosław Jusiński współorganizator tej imprezy od samego początku. Moje spojrzenie na to wydarzenie może mieć bardzo szeroki wymiar, gdyż oprócz tego, że jestem biegaczem, to też mieszkańcem okolicy oraz kilkukrotnym uczestnikiem wcześniejszych edycji tej imprezy. Tegoroczną nowością było to, że kierunek biegu odbywał się tak jak w zeszłym roku z Ossowa do Radzymina, choć do tej pory było naprzemiennie. W tym przypadku to rozwiązanie wypadło na plus, bo kumulacja imprezowa w Ossowie po godz. 12 wraz z ograniczeniem ruchu, raczej zgotowałaby mały kociołek (już o godz.8.00 miałem problemy z dojazdem i zapowiedź obsługi, że o wyjeździe mogę zapomnieć jak nie jestem vipem, czy czymś takim). Jeśli chodzi o trasę to o ile pogoda nie przeszarżuje z temperaturą to można nabiegać ładny wynik. Tradycją, niestety niechlubną, stało się, że pierwszy punkt z wodą lokalizowany jest na 8 kilometrze, co nie jest zgodne z obowiązującymi zasadami i zaleceniami choćby Stowarzyszenia Biegów Ulicznych, a i zdrowym rozsądkiem, w końcu bieg odbywa się latem.

Standard podstawowego minimum w tej kwestii to jest, co 5 kilometrów. Na szczęście pogoda w tym roku była łaskawa, bo około 20 stopni, a i wczesny start o godz.9.00 pozwolił uniknąć maksymalnego nasłonecznienia. Słabą stroną biegu była też sama informacja o planowanej imprezie o ogólnie dostępnym wymiarze sportowym (sam monitowałem do kilku miejsc o umieszczenie informacji na portalach) i dość restrykcyjne czasowo przyjmowanie zapisów i wczesne zamknięcie listy. Pomimo iż na liście znalazło się 640 osób, jednak ilość uczestników w dniu imprezy ograniczyła się do 410 osób plus 16 wózkowiczów, co jest wynikiem poniżej przeciętnej, a szkoda. Porównując wyniki i frekwencję okolicznych biegaczy z edycjami poprzednimi, należy zauważyć, że jest nas coraz więcej, a osiągane czasy przez naszych mieszkańców są już mocno wyśrubowane. Jeszcze 5, 6 lat temu czas 1 godz.30 min. wystarczał by być najlepszym w powiecie, a teraz już wynik 1:16 gwarantuje tą pozycję. Tak właśnie biega kolega Marcin Krysik z Wujówki, który ogólnie był siódmy.

Drugi zawodnik z powiatu był trzynasty z czasem 1:20:55. Pokazuje to poziom amatorskich biegów długich i intryguje zarazem, bo o sekcjach lekkoatletycznych przy klubach i ośrodkach sportu w okolicy jest raczej głucho, a szkoda. Pomimo to parokrotnie na podium wchodzili nasi biegacze, a najbardziej spektakularne miejsce zajęła mieszkanka Ossowa pani Patrycja Bereznowska – reprezentantka lokalnego amatorskiego klubu KB-rebus.pl, będąc drugą w kategorii pań za reprezentantką Kenii, Jednocześnie była najlepszą w swojej kategorii wiekowej. W kategorii M60 najlepszy był reprezentant Radzymina pan Krzysztof Dąbrowski, w kat. M65 na drugiej pozycji był kolega Eugeniusz Dembiński  z Wołomina, w kat.m70 drugi był  p.Walczak Bogdan z Radzymina, w kat.M75 p.Prokopowicz Edmund z Zielonki, w kat. M40 p. Król Dariusz z Wołomina reprezentant KB-rebus.pl. Zawody wygrał reprezentant Kenii Rutto Samuel z czasem 1:04,22, drugi był jego rodak Metto David, a trzeci Polak Dobrowolski Emil. Jako pierwsza z pań dobiegła również Kenijka Nguria Regina z czasem 1:21:03, druga była wspomniana już pani Bereznowska Patrycja, a trzecia Badowska Sylwia.  W naszym powiecie jest to największa - a zarazem już z tradycją - impreza o ogólnie dostępnym wymiarze jednak coraz gorzej postrzegana przez tzw. władze. Wniosek ten wyciągam jako obserwator, gdyż jeszcze w latach ubiegłych były klasyfikacje poszczególnych miast naszego powiatu z uznaniem trzech pierwszych zawodników ich reprezentantów. Również klasyfikacja powiatu obejmowała trzy osoby. W tym roku jedynie Radzymin wyróżnił trzech zawodników, Wołomin jednego, powiat pierwszego i pierwszą, oraz najstarszego zawodnika z powiatu i to wszystko. Nie wiem czy budżety Kobyłki, Zielonki, Ząbek, Marek, Tłuszcza czy Wołomina są tak skromne, że nie pozwalają na zakup kilku pucharków po kilkanaście złotych, bo nie sądzę, że wieńce pod pomniki finansowane była z własnych kieszeni składających je „oficjeli”. Nie wiem jak inni, ale nasz klub ceni uznanie dla tych, co zasłużyli i nie chodzi tu o wyszukane nagrody, a tego na zakończenie zabrakło szczególnie w okolicznościach takiego święta. Dla osób niewtajemniczonych warto podać informację, że każdy zawodnik musiał wnieść opłatę startową 50 do 80 zł w zależności od czasu rejestracji (nie płacą powyżej 60 lat). Ciekawe, jakie wpisowe było od inscenizatorów, w końcu też pasjonaci hobbyści. Czy różni się patriotyzm uczestnika biegu upamiętniającego od patriotyzmu inscenizatora? A dobrym zwyczajem, było w latach ubiegłych w ramach promocji sportu, że lokalni biegacze byli zwolnieni z opłaty startowej, drobny gest a jednak znaczący. Podsumowując mimo wszystko trzeba podziękować wszystkim, którzy doprowadzili do tej imprezy, a szczególnie już wymienionemu panu dyr. Mirosławowi Jusińskiemu szczególnie za wytrwałość w corocznej kontynuacji.

A co działo się na trasie?  Start zlokalizowany był w Ossowie przy szkole. O godzinie 9.00 ruszyli wózkarze, a zaraz po nich strzałem startowym rozpoczął bieg na dystansie 21km i 97 m sam Burmistrz Wołomina pan Ryszard Madziar. Zdając sobie sprawę z tego, że daleko mi do elit biegowej stałem może w drugim rzędzie. Tuż po starcie powstała paro osobowa czołówka, dwie grupki podążające za nimi i reszta stawki. Piszę tak, bo się nie oglądałem, gdyż skupiony byłem, aby dorównać tempa prowadzącym drugą grupę. Początkowo tempo około 3:45/km wydawało mi się do zaakceptowania jednak po 5 kilometrze postanowiłem lekko zwolnić. Na rondzie w Majdanie skręciliśmy w prawo w stronę Ostrowika, by tam na 6,5 kilometrze trasy wykonać nawrotkę i tu już widziałem jak moja grupka zaczyna zwiększać separację ode mnie. Tu też przekonałem się,że mam wypracowaną dość bezpieczną przewagę nad kolegą Krzysztofem Rajzerem. Taka powiatowa rywalizacja na trasie. Po minięciu ronda czekał punkt z wodą i zmoczonymi gąbkami. Od kilku lat nie mogę zrozumieć czemu nie jest usytuowany na 5 kilometrze przed rondem, lub tuż za nim, naprzeciwko szkoły, co dawałoby podwójną możliwość skorzystania, bądź dla tych co nie zdążyli itp.

 

{moscomment}