Dariusz Król: Po części w ramach przygotowań do dłuższych dystansów kolega Kazimierz, Prezes i sympatyk związany luźno z naszym klubem Tadeusz, wystąpiliśmy w Ciechanowskiej Piętnastce. Kilka lat temu miałem przyjemność brać udział we wcześniejszej z edycji tego biegu i z tego, co zauważyłem odbywa się nadal w przyjaznej formule. Prawdopodobnie, dlatego, że organizatorami w dużej mierze są biegacze z Ciechanowa. Także nawet jakieś wpadki były do zrozumienia i wybaczenia, tym bardziej, że organizatorzy też biegli i np. brak punktu z wodą dotykał ich tak samo jak innych. A w tym dniu pogoda raczej była łaskawa, bo pomimo startu o godzinie 11 temperatura dochodziła do 24 stopni, a dodatkowo podmuchiwał rześki wiaterek, zatem na warunki pogodowe nie można było narzekać i profil trasy raczej też jej sprzyjał, dodatkowo urozmaicony wieloma ciekawymi elementami krajobrazowymi jak choćby zamkiem. Czyli warunki zewnętrzne były prawie optymalne i jeśli ktoś trafił z warunkami indywidualnymi, czyli dyspozycją, to mógł poszaleć. W naszym przypadku ten wariant dotyczył tylko kolegi Kazimierza. W moim natomiast, ponad tydzień ciągnąca się infekcja górnych dróg oddechowych tego nie gwarantowała.

Tadeusz z kolei, ostatnio mocno zarobiony, biega nie regularnie. U mnie zaczęło się od krtani i strun głosowych, by w sobotę 6 lipca na Ciechanów opanować migdały, ze sporadycznymi napadami wykrztuśnego kaszlu pojawiającego się w przypadku wzmożonej wentylacji. Tego obawiałem się najbardziej, gdyż w ten odkrztuśmy proceder, maksymalnie i mimowolnie angażowana jest przepona i o wykonywaniu jednocześnie biegu mowy nie ma. Biorąc to pod uwagę postanowiłem stopniowo wprowadzić organizm w rozgrzanie nie forsując tempa w początkowej fazie wyścigu. Wprowadziłem tempo z maratonu, o czym upewniłem się na drugim kilometrze. Pomimo to nie ustrzegłem się trzech, na szczęście łagodnych ataków kaszlowych, które wymusiły jedynie skrócenie kroku na krótkie chwile.

W drugiej części biegu postanowiłem delikatnie podkręcić tempo i zauważalnie przybliżałem się do paru zawodników będących pewien dystans przede mną. Zachowawcze tempo z pierwszej części dystansu zaowocowało tym, że udało mi się kilku rywali wyprzedzić. Jednak na ostatnich dwóch kilometrach czegoś zabrakło, najprawdopodobniej osłabienie infekcyjne tu zadziałało bym to tak nazwał, bo dwóch wcześniej miniętych zdecydowanie w długim finiszu mi odeszło. Z pokorą i żalem mogłem tylko popatrzeć na oddalające się ich plecy. W efekcie finiszowałem z czasem 59:33 na 12 pozycji. Dodatkowo, po publikacji wyników okazało się, że nasz wyjazd nie był bezowocny, bo zająłem trzecią lokatę w kategorii wiekowej. To było naprawdę maksimum, na co było nasz klub w tej reprezentacji i w tym dniu, stać. Ale wracaliśmy zadowoleni i usatysfakcjonowani mimo wszystko. Zawody wygrał kolega Badurek Maciej 52:18, drugi był Pszczółkowski Paweł 52:22, trzeci Giżyński Przemysław 53:47. Czas Kazimierza to 1:03,58 i Tadeusza 1:12,11. Frekwencja zamknęła się lekko poniżej 150 osób, pomimo, że w ten weekend odbywała się cała masa innych zawodów. Te jednak zaliczyć należy do kategorii kultowych i warto tu, jeśli jest się prawdziwym biegaczem, co którąś edycję zaliczyć.
 
 
 
 
 
{moscomment}