Dariusz Król: Kto był inicjatorem tej eskapady na imprezę biegową w Platerowie, trudno stwierdzić jednoznacznie. Krąg podejrzanych jednak zdecydowanie zawęża się wokół niejakiego Kazimierza R. A jednym z głównych zamieszanych jest również Bogdan P. Natomiast sprawstwo kierownicze i ostateczną akceptację, przypisuje się osobnikowi, znanemu w pewnych kręgach jako „Prezes”. Zdecydowanie, subiektywnie oczywiście rzecz ujmując, to oni reprezentowali w biegu głównym najbardziej wyluzowaną grupę, mającą jednak w planie wwindowanie choćby jednego za swoich na podium, chociaż w jednej z kategorii. Główny ciężar tego obowiązku jakoby z automatu ciążył na Prezesie, ale no właśnie. Bieg główny poprzedzony był wieloma biegami dla młodzieży. Każdy z nich był licznie obsadzony, gdyż zwycięzcy odbierali puchary i nagrody z rąk utytułowanej sprinterki Lidii Chojeckiej. Po biegach młodzieżowych, a przed biegiem głównym odbywał się bieg charytatywny na dystansie 2 kilometrów, w którym nie omieszkał wystartować kolega Bogdan, ciągle nienasycony, jeśli chodzi o ilość startów, bo prawdopodobnie w tym roku osiągnie swój tysięczny start. Na podbudowie sobotniego półmaratonu, udało mu się zająć trzecie miejsce, czyli minimum mieliśmy wykonane, by za pół godziny pobiec dychę. 

Upału nie było, ale intensywne nasłonecznienie i wysoka parność nie wróżyła, że będzie łatwo. Tuż przed samym startem zaczęło padać, by za chwilę zmienić się w kropienie, które towarzyszyło nam przy samym starcie i przez chwilę po. Bieg odbywał się na trzech pętlach z agrafką. W początkowej fazie pętli, były dwa podbiegi, nie strome, ale dość długie. Jeszcze druga pętla odbywała się choć parno, to pod chmurkami, by na trzecim kółeczku wyszło słonko i stało się duszno. To spowodowało sporą weryfikację tych, co przecenili swoje siły nie biorąc pod uwagę zastanych warunków. Właśnie to pozwoliło Prezesowi po drugiej pętli nabierać coraz bardziej przekonania, że ciążący na nim obowiązek pudłowania jest w zasięgu. W dość licznej grupie w  której, a w zasadzie za którą, podążał Prezes,  poodpadali stopniowo wszyscy, oprócz mocno ciągnących dwóch babek i wspomnianego podejrzanego. Babki miały o co się ciąć, bo jakaś kasiorka była dla czołówki, natomiast w przypadku naszego przedstawiciela w grę chodził prestiż, uznanie, chwała, może lans, czy coś w tym rodzaju.

Dlatego ostatnie półtorej kilometra trzymał swoje tempo nie wdając się w walkę dwóch pań, którym dotąd towarzyszył. I tu już nic do mety się nie zmieniło. Pierwszy był Andrii Starzyński 31:35, drugi Emil Dobrowolski 32:28, trzeci Adam Wakuluk 33:39. Nasze pozycje to 7. Dariusz Król 36:31, 26. Kazimierz Radomski 41:15 i 45. Bogdan Piątek 44:34. Bieg ukończyło 153 osoby. Oczekując na dekorację uczestnicy mieli możliwość dokonania konsumpcji grillowanej kiełbaski, w miejscu specjalnie do tego przeznaczonym, także na inne okoliczności, czyli nazwałbym to wiatą z ławami i stołami. Śmiem podejrzewać, że biegi młodzieżowe zgromadziły nie mniejszą ilość uczestników niż bieg główny i z racji lokalnego święta biegowego zapewne o to chodziło. Nam bieg i oprawa przypadły do gustu, zatem niewykluczone, że nasze ścieżki jeszcze nas tam zaprowadzą.
 
 
 
 
{moscomment}