Wyniki

Aureliusz Kosendiak:Sposobów spędzenia czasu wolnego jest bardzo wiele. Tegoroczna majówka, upragniony długi weekend określany tak przez każdego pracującego zapowiadał się słonecznie, pięknie i niemalże w różowych barwach. Niestety aura pokrzyżowała plany urlopowe niejednemu - deszcz, zimno, mokro. Wspaniałe preteksty żeby zostać w domu i nic się nie poruszać, nie podjąć aktywności ruchowej. Bariery nie do przejścia, dla co po niektórych. Jestem zwolennikiem i propagatorem szeroko rozumianej profilaktyki zdrowotnej i na co dzień pracując na Wydziale Nauk o Zdrowiu Wrocławskiego Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu staram się zachęcać wszystkich i pokazywać im jak ważna w dzisiejszych czasach jest systematyczna aktywność ruchowa. 

3 maja to dzień Święta Konstytucji Narodowej - 222 rocznica jej uchwalenia, więc pojawił się pomysł a może pobiec tego dnia jakiś bieg. I półmaraton Jeleniogórski – decyzja jedziemy i startujemy. Zawsze pierwsza edycja to zwiększona ciekawość, jak będzie, jaka trasa, jakie widoki, ilu startujących i jaki medal na mecie :). Była chwila zastanowienia czy startować (2 tygodnie wcześniej start w Orlen Warsaw Maraton), ale emocje, adrenalina oraz te wspaniałe uczucia towarzyszące na mecie każdego biegu wzięły górę i rano o 8.00 już wyjeżdżaliśmy z Wrocławia do Jeleniej Góry. 
 
Trochę niewyspany, bo wstałem o 4: 45 bo w planie była ogromna zakładka (przygotowuje się po raz 3 do Ironmana- zakładka to specyficzna dla triatlonu jednostka treningowa łącząca dwie konkurencje np.: rower i bieg). Czyli po ludzku najpierw 120 km na rowerze do Jeleniej Góry, a później udział w półmaratonie. Pogoda niestety wyeliminowała mnie z roweru, strasznie padało, zimno i nie ma co ryzykować na 1, 5 miesiąca przed startem głównym, tym bardziej, że jeszcze organizm nie doszedł całkowicie do siebie po kwietniowej chorobie.  Zatem sam bieg w półmaratonie bez roweru - pierwsza myśl: będzie trzeba dać z siebie dużo i nie będzie łatwo. Start na Placu Ratuszowym w samym centrum,  godzina 11.00. Temperatura 5 stopni na plusie, uciążliwy deszcz, ale pomimo niekorzystnych warunków pogodowych prawie 700 osób pomyślało tak jak ja, aktywnie spędzą ten piękny „słoneczny” długi weekend. Organizatorzy zaplanowali start wspólny dla obu biegów tj. 10 km i półmaratonu (21,097km). Adrenalina, emocje i pełna koncentracja i dokładna analiza, co będzie na trasie oraz nastawienie na walkę i przełamywanie kryzysów i już tradycyjne 3,2,1, strzał i się zaczęło. Trasa niełatwa na początku płasko później podbieg około 1,3 km, potem z górki a później kolejny podbieg. Trasa ciekawa, ale deszcz coraz bardziej intensywny :). Dobrze, że nie grad lub śnieg (bywały już przecież takie majówki :) – w 2011) przecież zawsze mogło być gorzej. Patrzę na zegarek, tępo mocne, równe i łykam kolejne kilometry.  9 km myślę sobie chyba organizatorzy chcą sprawdzić siłę biegową wszystkich uczestników - konkretny, krótki, ale dający się we znaki podbieg (zapraszam wszystkich do Jeleniej Góry żeby się przekonali). W głowie analiza, co będzie na 19 km, czyli na drugiej pętli (organizatorzy zaplanowali 2 pętle dla uczestników półmaratonu). Półmetek przebiegam przez rynek, tu meta dla uczestników biegu n a10 km, a ja ruszam na drugą pętle. Bardzo dużo kibiców na trasie i przy samej mecie - dziękuję za doping w imieniu własnym i wszystkich uczestników.  Trasa bardzo zróżnicowana dużo zbiegów, podbiegów zakrętów, więc nie ma czasu na nudę. Międzyczasy biegu znakomite jak na moje bieganie, więc wszystko idzie jak należy.

Deszcz coraz mocniejszy a w głowie świadomość i oczekiwanie na 19 km - podbieg. Tylko 2km do mety, więc będzie dobrze i podbieg, mimo, że ciężki jakoś minął i zaczęło się wbieganie na rynek. Ludzi coraz to więcej, doping mocniejszy i z oddali słychać już spikera. Po raz kolejny uda się dobiec, pokonać siebie i przeżyć wspaniałe emocje na linii mety. Po 1: 16 min 39 sek melduję się na mecie i okazuje się, że zajmuje 14 miejsce na 469 osób, które tego dnia ukończyło półmaraton. Rekord życiowy, dobry mocny bieg, medal ładny a pogoda cóż zawsze jest jak to się mówi na bieganie. Zadowolenie i satysfakcja pełna i świadomość, że aktywnie spędziłem czas wolny napędzają mnie do jeszcze większej pracy nad swoim zdrowiem, wydolnością a także samym sobą. I zastanów się dobrze, że nigdy nie jest za późno zacząć podejmować zbawienną dla Naszego zdrowia systematyczną aktywność ruchową. Bariery to jedynie nasz wymysł, które często przykrywają nasze lenistwo. Zaryzykuj i zacznij. Nic nie tracisz a możesz jedynie zyskać i wygrać dla Siebie-zdrowie!!!


dr Aureliusz Kosendiak
Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu
Wydział Nauk o Zdrowiu
Zakład Organizacji i Zarządzania
https://www.facebook.com/pages/Aureliusz-Kosendiak/541260425894868







{moscomment}