Galeria zdjęć - fot. Dorota i Wojciech Szota
FILM  / Katarzyna Zdanowicz o nowej książce

benefis 152

Wyjątkowe postacie, filmy i książki, autografy w blasku utworów Chopina dla podkreślenia 18. edycji Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, występ chóru Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze”, stoiska z wyrobami artystycznymi z Kenii i Nepalu – to tylko niektóre elementy Benefisu Głów Koronowanych, który w Centrum Olimpijskim w Warszawie zorganizował Klub Sportowy Polskie Himalaje na swe 10-lecie.

Ale nie to było głównym powodem lecz kilka innych. Bohaterami wieczoru były legendarne postacie światowego himalaizmu, obchodzące w tym roku „okrągłe” jubileusze: Krzysztof Wielicki – piąty człowiek w historii z Koroną Himalajów i Karakorum, po którą sięgnął ćwierć wieku temu i obchodzący jesienią 70. urodziny Leszek Cichy – pierwszy Polak z Koroną Ziemi, uhonorowany wyróżnieniem Fair Play PKOl za „całokształt kariery sportowej i godne życie po jej zakończeniu”. Obaj jako pierwsi w historii zdobyli zimą Mount Everest.

W młodym wieku intensywnie uprawiał turystykę, ale swoje powołanie znalazł dopiero mając dwadzieścia lat. „Po górach zacząłem chodzić stosunkowo późno, ale to coś trafiło mnie momentalnie, za pierwszym razem, gdy tylko przylepiłem się do skały. Poczułem ogromną adrenalinę, emocje i wiedziałem, że to jest to. Bo każdy szuka czegoś w życiu, a ja to wtedy znalazłem – w kwietniowy dzień 1970 roku” – wspomina Krzysztof Wielicki, pytany często o początki górskiej kariery. Zakochał się więc późno, za to bez pamięci. I na szczęście z wzajemnością.

A Leszek Cichy? W roku 1969 miał 18 lat. Odbył wówczas wraz z bratem swoją pierwszą podróż w góry. Trzydniowa wycieczka w Tatry zaważyła na jego dalszym życiu. "Jedynym szczytem, na jaki wszedłem, był Kopieniec Wielki, ledwo ponad 1300 m. Ale sam widok gór był dla mnie tak fascynujący, że kiedy wracaliśmy, wiedziałem już, że będę się wspinał. Początkowe szlify w alpinizmie zdobywałem podczas przejść zimowych właśnie w Tatrach, np. na Małym Kieżmarskim Szczycie".

Kiedy Cichy i Wielicki w lutym 2015 roku ogłaszali projekt wyprawy trekkingowej w Himalaje na 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości oraz supermaraton w Katmandu w hołdzie tym, co w górach wysokich na zawsze zostali, przez myśl im nie przeszło, że liczba chętnych osiągnie poziom dwóch tysięcy.

„Było oczywiste, że takiej liczby osób nie jesteśmy w stanie ogarnąć pod każdym względem. Skończyło się w sumie na 420 uczestnikach, co i tak uważam za absolutny rekord możliwości. Ale… Pozostałe osoby nie zostały zostawione na przysłowiowym lodzie. Zaproponowaliśmy inne terminy i nie tylko Nepal. Nasze plany zaburzyła pandemia, więc obecnie je modyfikujemy” – powiedział Leszek Cichy, szeryf klubu Polskie Himalaje.

I to właśnie dla niego, dla Krzysztofa Wielickiego, tak wiele osób przybyło do Centrum Olimpijskiego, by im podziękować, że są z nami, ze zwykłymi obywatelami, na szlakach poza granicami kraju, jak również w Tatrach, a w roku 2022 będą też w Beskidach.

Tak wiele osób przybyło również, by posłuchać chóru Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca „Mazowsze” im. Tadeusza Sygietyńskiego. Nie byłoby tego wielkiego sukcesu i nie byłoby tego zespołu w takim kształcie, gdyby nie chór ,,Mazowsza”, składający się z indywidualności, umiejących wytworzyć wspólnie piękną harmonię. Do tego stopnia, że odbiorca ma wrażenie, iż słucha jednego głosu. Chór ,,Mazowsza” jest jedyny i niepowtarzalny. Brzmi w sposób tak charakterystyczny, że nie da się go pomylić z żadnym innym chórem. Ten styl ma już swoją nazwę – mazowszański. Chórzyści mają mnóstwo pracy, bo repertuar jest bardzo bogaty, zróżnicowany i wciąż się poszerza.

Film (autor: Adrian Dmoch)

„Polscy himalaiści, w podziękowaniu za koncert, podarowali chórzystom repliki najwyższych gór świata, na pamiątkę tego wyjątkowego spotkania. To był dla nas wszystkich wielki zaszczyt, móc zaśpiewać dla tych, którzy poświęcili swoje życie górom” – napisano 22 października na stronie https://www.facebook.com/zespolmazowsze

W benefisie uczestniczyła elita polskich himalaistów i podróżników, m.in. Krystyna Palmowska, Anna Teresa Pietraszek, Monika Witkowska, Katarzyna Zdanowicz, Cezary Borowy, Ryszard Dmoch, Lech Korniszewski (profesor z medalem 7/8 jedynym na świecie), Aleksander Lwow, Jerzy Porębski, Jerzy Natkański, który jak mało kto ma największe doświadczenie w różnorodnych zajęciach.

Pracował m.in. jako: ładowacz bananów i liczmen w porcie gdańskim, pasterz, budowlaniec, ogrodnik, malarz i dojarz w Norwegii, młynarz, brukarz, konsultant filmowy, kontroler antydopingowy w biurze Komisji do Walki z Dopingiem w Sporcie i menedżer w Polskim Związku Alpinizmu. Ponadto przepracował 10 lat w studenckim biurze podróży Almatur. Był sekretarzem generalnym i wiceprezesem Polskiego Związku Alpinizmu oraz zastępcą kierownika programu Polski Himalaizm Zimowy 2010-2018. Od 17 lat pełni funkcję dyrektora zarządu Fundacji Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki.

Dla podkreślenia 18. edycji Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina jego utwory wykonywał Aleksander Maksimow. „Urodziłem się w Warszawie w 1992 roku. W 1999 rozpocząłem naukę w Państwowej Ogólnokształcącej Szkole Muzycznej nr 1 I stopnia im. Emila Młynarskiego przy ulicy Miodowej. Pochodzę z rodziny muzycznej - ojciec kompozytor, matka wokalistka i gitarzystka. Utwory Chopina spodobały mi się dopiero w wieku 25 lat. Dwa i pół roku uczyłem się też gry na organach, ale hobbystycznie. Przez 22 lata grania najdłuższą przerwę jaką miałem to dwa miesiące w 2012 roku, gdy nie miałem dostępu do instrumentu” – wyjawił.

W Benefisie nawiązano też do wydarzeń z 16 października 1978 roku, kiedy to Wanda Rutkiewicz zdobyła – jako pierwsza osoba z Polski i trzecia kobieta na świecie – najwyższy szczyt Ziemi Mount Everest, a Karol Wojtyła został papieżem. Rok później w czasie wizyty w Polsce Jan Paweł II powiedział do wybitnej himalaistki: "Dobry Bóg tak chciał, że tego samego dnia weszliśmy tak wysoko".

60 lat temu, w 1961 roku, jadąc junakiem - najcięższym polskim motocyklem, zabrakło Rutkiewicz paliwa. Zaczęła machać do mijających ją pojazdów. Zatrzymał się motocykl, który prowadził Bogdan Jankowski, wspinający się od dwóch lat. Ta znajomość zaowocowała wspólnym wyjazdem w Sokoliki.

I tak się zaczęła przygoda z górami jednej z najwybitniejszych na świecie himalaistek, chociaż mogła wybrać inną drogę; była kapitanem reprezentacji juniorek w siatkówce, o czym przypomina się w historii Liceum Ogólnokształcącego nr 2 we Wrocławiu przy ul. Parkowej, gdzie w 1959 roku zdała maturę, a po niej studiowała na Politechnice Wrocławskiej; z dyplomem inżyniera-elektronika pracowała w Instytucie Automatyki Systemów Energetycznych i zdobywała kolejne szczyty w Alpach.

O swoich wrocławskich korzeniach Rutkiewicz nigdy nie zapomniała. 10 maja 1980 roku wróciła do swojego liceum i spotkała się z uczniami. „Każdy może mieć swój Mount Everest w życiu. Nie każdy może go dosięgnąć w sposób tak spektakularny jak ja. Ale niech mój Mount Everest będzie zachętą, mobilizacją w chwilach zwątpienia” – napisała w szkolnej kronice. Przed benefisem 446 posłów podpisało się pod uchwałą w sprawie ustanowienia roku 2022 Rokiem Wandy Rutkiewicz.

Takiego wydarzenia, w takiej oprawie i scenerii, z udziałem głów koronowanych, legendarnych i cenionych postaci, jeszcze nie było. Doceniła to publiczność nie tylko brawami, ale też licznymi, mailowymi gratulacjami i podziękowaniami. „Słowa mówione i pisane to są dla nas największe nagrody” – podkreśliła Iwona Kotuła, prezes Klubu Sportowego Polskie Himalaje z 10-letnią historią. Ale - jak dodała - nie byłoby „tego i tamtego”, gdyby nie grono oddanych sprawie wolontariuszy, pasjonatów i sympatyków klubu. „Wszystkim serdecznie dziękujemy!” - przekazała prezes w imieniu zarządu.

Partnerami Benefisu Głów Koronowanych byli:
• Instytut Papieża Jana Pawła II w Warszawie
• Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca „Mazowsze” im. Tadeusza Sygietyńskiego
• Fundacja Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki
• Pieczarkarnia Wierzbno (woj. mazowieckie)
• Marka AURA Warszawa
• MJP Drukarnia Poznań
• Catering CaterMark Radzymin

Zdjęcia: Dorota i Wojciech Szota