Wyniki 

GALERIA
FOTORELACJA (fot. Dorota Świderska, Wojciech Szota, Radosław Wypych)
 
Strona projektu
 
 
 
W mroźny środowy wieczór w ostatni dzień lutego, przy Centrum Olimpijskim im. Jana Pawła II w Warszawie rozpoczęła się druga część cyklu Setka Stulecia  (20 zawodów na dystansie 5 km w latach 2017, 2018).

Temperatura – minus czternaście, odczuwalna minus dwadzieścia, wiatr. Tak było wczoraj. Podobno niektórzy zawodnicy szukali na stronie zawodów komunikatu, że bieg nie odbędzie się. Nic z tego :) Zawody zostały przeprowadzone zgodnie z planem.

Dla biegających temperatura zapewne nie miała aż tak dużego znaczenia. Zdecydowanie gorzej miała obsługa biegu i… fotografowie. Zdjęcie rękawiczki groziło odmrożeniem palców. Mimo to udało się zrobić trochę zdjęć :) Do obejrzenia galerii serdecznie zapraszamy :)

Zawodnicy licznie stawili się na linii startu i walcząc z podmuchami wiatru pokonywali dystans 5 km w biegu, rozegranym na cześć słynnej polskiej tenisistki Jadwigi Jędrzejowskiej.

Gościem specjalnym wczorajszego biegu była Barbara Kowalska - była zawodniczka i trenerka I klasy tenisa stołowego i tenisa ziemnego, reprezentantka kraju i wielokrotna mistrzyni Polski. Pani Barbara znała osobiście Jadwigę Jedrzejowską, która zmarła dokaldnie 38 lat temu na raka krtani.

We wczorajszym biegu zwyciężyli Wojciech Skory i Anna Wojewódzka.

Niektórzy mieli szansę spotkać się z naszymi olimpijczykami (foto) :)

Na zakończenie jak zawsze wszyscy obecni mogli się posilić pyszną pomidorową od firmy Catermark.

Bardzo ciekawa historia o Jadwidze Jędziejowskiej (www.setkastulecia.pl)

Dokładnie tego dnia 1980 roku legendarna tenisistka zmarła na raka krtani; zgodnie z wolą rodziny została pochowana na cmentarzu Rakowickim w Krakowie, gdzie się urodziła 15 października 1912 roku.

"Jadwiga Jędrzejowska była krakowianką z krwi i kości. Jej sposób mówienia był typowo małopolski, co nas, warszawiaków, nieco śmieszyło. Była zupełnie inna niż Radwańska, grę opierała na zabójczym forhendzie, a na korcie zawsze się uśmiechała w przeciwieństwie do smutnej i technicznej Agnieszki" - wspominał Bohdan Tomaszewski, komentator sportowy, a niegdyś tenisista, który trenował z Jędrzejowską na kortach warszawskiej Legii.

Spała z wystruganą rakietą pod poduszką, nie miała pieniędzy na strój tenisowy, przez całą karierę paliła papierosy, kłóciła się z Charliem Chaplinem i złamała dworską etykietę. Rakieta była dla niej jak ukochana lalka. W latach międzywojennych tenis zarezerwowany był wyłącznie dla elit. Na robotników, a tym bardziej na ich dzieci, na kortach spoglądano pogardliwie. Ośmioletnia Jędrzejowska postanowiła wspomóc finansowo rodziców i zaczęła podawać piłki bogaczom.

Korty w krakowskim parku stały się jej drugim domem. Gdy miała 10 lat, ojciec wystrugał dla niej drewnianą rakietę. "Nie rozstaję się z nią odtąd ani na chwilę. Kiedy kładę się spać, wkładam ją pod poduszkę, tak jak inne dziewczynki ukochaną lalkę" - wyjawiła w książce "Urodziłam się na korcie".

W wieku 12 lat pomagała robotnikom walcować kort i... coraz częściej rywalizowała z dorosłymi. O jej talencie głośno zrobiło się wśród członków klubu. Ktoś wpadł na pomysł, by dziewczynce od podawania piłek dać szansę i włączyć ją do kadry. Problem był w tym, że była córką robotnika.

"Często czuję na sobie wzgardliwy i zawistny wzrok, który zdaje się mówić: Co ta dziewczyna od podnoszenia piłek robi na korcie? Dlaczego zabiera miejsce innym? Dlaczego kręci się tu, pośród ludzi z innego świata?" - wspominała krakowianka. Dodawała, że ówczesna gwiazda Wanda Dubieńska chętnie utopiłaby ją w łyżce wody.

Ostatecznie zarząd AZS przyjął 13-letnią Jędrzejowską do klubu po burzliwych obradach. W wieku 15 lat miała zadebiutować w mistrzostwach Polski, ale nie miała profesjonalnego stroju - obowiązkowej białej sukienki i długich pończoch. "Wiele łez wylewałam po nocach przez ten przeklęty kostium" - napisała w autobiografii.

Ostatecznie kupiono jej strój ze składek członkowskich. Jędrzejowska zdobyła wówczas mistrzostwo kraju w deblu, za co otrzymała złoty zegarek. Wkrótce potem zwyciężyła w turnieju w Krośnie, a nagrodą był kuferek, z którym nie rozstawała się przez resztę kariery.

Przez tenis usunięto ją ze szkoły. Zgodnie z ówczesnym prawem na zajęcia nie mogły uczęszczać członkinie klubów sportowych. Jędrzejowska spakowała książki i wróciła do domu, by napisać list do Ministerstwa Edukacji. W resorcie postanowili zrobić wyjątek dla utalentowanej krakowianki i przywrócili ją do szkoły. Przełomowy był rok 1937. Dotarła do półfinału French Open oraz finałów Wimbledonu i mistrzostw USA. Dwa lata później wystąpiła w finale mistrzostw Francji w grze pojedynczej, a w deblu zdobyła tytuł.
 
FOTORELACJA
(fot. Dorota Świderska, Wojciech Szota, Radosław Wypych)
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 


 

{moscomment}