Jurek Natkański: Przedwczoraj 24 czerwca po 22giej  dotarło do bazy trzech wspinaczy: Artur Hajzer, Arek Grządziel i Kaziu czyli  Robert Kaźmierski. Zostali przywitani sznurkami z kwiatami przygotowanymi przez nasz staff, a Artur jako summiter otrzymał dodatkowo pled patchworkowy/ma nadzieję, że na zawsze/, w którym wyglądał, co najmniej jak prezydent Afganistanu. My mieliśmy dla kolegów dużą butelkę coli i ostatnią butelkę piwa Tyskie. Załapaliśmy się też przy okazji na drugą kolację, na której serwowano przysmak specjalnie odłożony na tę okazję tj. wątróbkę z kozy - jedyne mięso, które kuchnia potrafi przyrządzić na miękko. Wprawdzie koza jeszcze rano chodziła po bazie /kura też/, ale nie mamy skrupułów -instynkt samozachowawczy jest silniejszy.


Koledzy wrócili mocno zmęczeni - droga powrotna dała im się we znaki - gwałtowne ocieplenie spowodowało, że kuluar przed obozem 1 i lodowiec  mocno się rozszczelniły i trzeba uważnie i ostrożnie schodzić. Od 2 dni mamy regularne opady deszczu w nocy.


 
Dziś spodziewamy się przed południem Roberta Szymczaka i Jarka Gawrysiaka schodzących z obozu 2. Podobnie jak w obozie 3, składają namiot i zostawiają depozyt w postaci śpiworów, kuchni i jedzenia, zabierając jednocześnie depozyty zostawione przez wspinaczy - najczęściej ich rzeczy osobiste. Obozy są zachowywane dla zespołu, który zostanie i będzie jeszcze próbował atakować.
 
Dla większości z nas dzień dzisiejszy to pakowanie,  bo prawdopodobnie jutro ruszymy w dół. Musimy zatem przygotować ładunek z rzeczami które zostaną wysłane cargo,  ładunek dla tragarza na drogę powrotną do Chilas - będący jednocześnie bagażem głównym na przelot - oraz plecak na zejście.

Wczoraj po południu w śnieżycy - na szczęście krótkotrwałej - do bazy  dotarli Robert Szymczak i Jarek Gawrysiak. Naprzeciw im wyszli kuchcikowie z termosem z herbatą. Przy messie w bazie urządziliśmy przywitanie połączone ze strzelaniem  na wiwat z Kałasznikowa. Tak naprawdę to nie wiadomo czyj jest ten karabin, prawdopodobnie policjanta, który stacjonuje u nas w kuchni już od chyba 2 tygodni, ale w jakim celu nie wiadomo. W kuchni jest stale kilku kuzynów naszego guida, co oni robią też nie wiadomo - podejrzewamy, że wyjadają nam co lepsze mięsne kąski. 


 

Dziś Ola Dzik i Marcin kaczkan idą do obozu 1-szego i i potem do góry. Wyszedł też Paweł Michalski z Simone La Terra oraz Amerykanka z HAPSAMI, a wczoraj ostrzy zawodnicy koreańscy - niektórzy z nich mają na koncie po dziesięć  8-tysięczników. Wczoraj trwały też negocjacje z Koreańczykami nt udziału w  kosztach lin, które powiesiliśmy w ścianie. Chcą nam dać zamiast kasy przywiezione liny koreańskie tzw. warzywniaki, ale wyglądają one jeszcze gorzej niż używane przez nas pakistańskie liny do poręczowania , które kupiliśmy w Islamabadzie. Okazały się one niesamowicie rozciągliwe i tak naprawdę każdy z nas starał się  w zjeździe jak najmniej je obciążać. Ponadto wyglądało na to, że nikt jeszcze takich cienkich lin jak nasze nie wieszał na Nanga Parbat. Dziś w 7 osób schodzimy z porterami w dół doliną. Mamy 7 godzin do jeepów, potem jazda do Chilas.Tam będziemy stacjonować 2 dni i przemieścimy się do Islamabadu. Wracamy wg planu 1 lipca do Polski.  W bazie zostaje Artur i Robert Szymczak .Pogoda zapowiadana jest w kratkę, ale raczej korzystna.
{moscomment}