Nasza ekipa w Himalajach walczyła przez kilka dni z nieustająco padającym śniegiem i lawinami. Tymczasem pogoda powoli zaczyna się stabilizować i wczoraj można było rozpocząć akcję górską. Kolejne szczegóły z ostatnich dni wyprawy prezentujemy poniżej. Przypominamy, że portal Maratończyk.pl jest patronem medialnym wyprawy. W ekipie atakującej ośmiotysięcznik Nanga Parbat są nasi koledzy maratończycy - Jurek Natkański i Artur Hajzer. Trzymamy za nich kciuki! Wspierajmy ich naszymi ciepłymi komentarzami!


19.06.10

Jurek Natkański: Dziś rano (19.06) rozpoczęliśmy akcję górską po okresie niepogody, który trwał do przedwczoraj. Rano wyszedł zespół w składzie Ola, Robert, Marcin, Arek, Irek do obozu 1szego, gdzie naprawił zawalony obóz 1szy. Dziś w nocy prawdopodobnie ruszą do obozu 2.
 
Ruszy wieczorem też zespół Artur, Kaziu (Robert Kaźmierski), Jarek i ewent. Rafał,  którzy spróbują dojść do obozu 2go bezpośrednio z bazy, a potem będą próbowali pójść w kierunku szczytu.
 
Problem polega na takim rozłożeniu zespołów w obozach, by starczyło miejsca w namiotach i śpiworów dla wszystkich. Jednocześnie wybierają się tej nocy do tego samego obozu Włoch Simone La Terra z Pawłem Michalskim, którzy działają niezależnie, oraz dwa HAPSy czyli high altitude porters Amerykanki Cleo Weidlich,  żeby założyć obóz oraz zaaklimatyzować się.
 
Cała zabawa polega na tym, by tak zdezorientować pozostałych, aby nie być tymi pierwszymi, którzy będą przecierać kuluar i drogę wyżej do obozu 3go. W związku z tym wszyscy wzajemnie się "badają" i starają dowiedzieć, kto kiedy wychodzi. Zrobiło się nerwowo, gdyż otrzymane prognozy pogody przewidują załamanie pogody w środę 23go czerwca.
 
Jutro rano wychodzi Piotr do obozu 1szego, a wieczorem bezpośrednio do obozu 2  Jurek  i ewent. Rafał po drodze przechwytując Piotra. 
 
Pozdrawiam,
Jurek Natkański

 

18.06.2010

Artur Hajzer: Siedzimy wszyscy w bazie. Dotychczasowa zła pogoda teraz totalnie się załamała. Mamy do czynienia z opadem ciągłym 24 h na dobę. Towarzyszy nam ciągły szum lawin. Łamią się maszty w bazowych namiotach. 3 osoby - Artur Hajzer, Robert Kaźmierski i Rafał Fronia  - były na 7000 m i są gotowe do ataku szczytowego. Do tejże gotowości zaliczyć też można Jarka Gawrysiaka, który osiągnął dzień wcześniej 6800 m i jest w wyjątkowo dobrej formie fizycznej. Pozostali uczestnicy przed atakiem powinni zaliczyć jeszcze jedno wyjście aklimatyzacyjne i albo wrócić do bazy, albo próbować atakować z tzw. "odbicia", czyli po odpoczynku w obozie 2. Tak czy owak, z wyliczenia wynika, że musimy przedłużyć wyprawę, bo już wiadomo, że nie zmieścimy się w planowanych 30 dniach akcji górskiej. Wymagającą i trudną drogę Kinshofera poręczowaliśmy sami i okazało się, że 30 dni to mało na tak ambitną i trudną górę i drogę. 

Tymczasem do bazy doszły nowe ekipy:
- 2 osobowa wyprawa włosko-polska Simone La Terra - Paweł Michalski
- 1 osobowa wyprawa Amerykanki Cleo Weidlich z dwoma porterami wysokościowymi

Obie ekipy mają doskonałą aklimatyzację: Cleo Weidlich była 17 maja na Evereście, a Simone i Paweł na 7500 na Manaslu. Jak tylko poprawi się pogoda obie te wyprawy są w stanie zaatakować i zdobyć NP po naszych linach przed nami - takie są prawa aklimatyzacji. Amerykance towarzyszy jeden z najlepszych tragarzy-wspinaczy pakistańskich Ali Mohamad - nasz partner z zimowej wyprawy na Broad Peak 2008/09 - doskonały znajomy - dzięki czemu od pojawienia się tej ekipy w bazie współpraca zdaje się zapowiadać dobrze. Bez zbędnych dyskusji wyprawa Amerykanki już współfinansuje powieszone w ścianie liny poręczowe.

17.06 wcześnie rano z powodów rodzinnych bazę wyprawy musiał nagle opuścić Jacek Czech. Jest on w drodze do Polski. Zostało nas więc jedenaścioro. Jak tylko pogoda się poprawi wznowimy akcję. Ataki szczytowe planowane są na dni od 25 do 30 czerwca. Ok 20 czerwca spodziewane jest dojście do bazy 5-osobowej wyprawy koreańskiej.

Pozdrowienia z bazy
Artur Hajzer

 

18.06.2010

Jurek Natkański: Przedwczoraj (17.06.) Jurek Natkański zszedł z Jackiem Czechem w ciągu 1go dnia do Chilas, bo Jacek musiał natychmiast wracać z powodów rodzinnych do Polski. W Chilas zorganizowaliśmy przy pomocy współpracowników naszego pakistańskiego agenta dalszy transport do Islamabadu i Jacek mógł już dziś w nocy lecieć do Polski. Kilka godzin w Chilas próbowaliśmy kupić puszki mięsne, zupki rary oraz puszki rybne, ale okazało się to niemożliwe. Ponieważ i tak porter do bazy był zamówiony, kupiłem 5 dużych butelek coca coli, jabłka, orzechy, ogórki, szczypiorek, lemonki do herbaty, i wczoraj w 9 godzin dotarliśmy (z kuchcikiem pełniącym rolę guida) do bazy.
 
Po drodze zaproszono nas na pakistańską herbatę czaji tj. herbatę z mlekiem gotowaną na słodko. 
Tragarz gdzieś się po drodze zawieruszył, ale pod wieczór dotarł osiołek z jego bagażem. Ponieważ był to pierwszy dzień pogody od rana do wieczora mogliśmy naładować baterie solarami i urządzić sobie maraton filmowy oglądając 4 części Ogniem i Mieczem.

16.06.2010
Jurek Natkański: U nas trzeci dzień deszczu ze śniegiem, choć dziś rano było trochę słońca, by móc się suszyć i naładować akumulatory. Oczywiście na początku była wielka bitwa na śnieżki, bo w nocy spadł ciężki mokry śnieg. Parę osób zdążyło się wykąpać.

 
Być może jutro wyjdzie pierwszy zespół do obozu 1 potem dalej i wyżej, aż do założenia obozu 4 na wysokości ok.7400m, który będzie obozem startowym do ataku na szczyt.
Nie wiemy ile napadało wyżej, być może spodziewany wiatr od piątku zamieni nam ten śnieg na tzw. betony. Musimy się też liczyć z wyrywaniem poręczówek spod śniegu, co jest bardzo męczące.
Robi się też mało czasu, więc być może będziemy musieli przesunąć rezerwacje powrotne kilku osobom o kilka dni...
 
Na froncie kuchennym wyraźna poprawa: na lunch było dużo frytek -prawdopodobnie duże ziemniaki przyniosła obsługa Amerykanki - są z tej samej agencji, która obsługuje nas.
Doniesiono też z dołu specjalnie zamówione świeże mango i limonki do herbaty. Tak, więc full wypas - aż drżymy z niepokoju, co nas czeka na kolację. Póki co, zapowiedziała się z wizytą Amerykanka, więc szykujemy małą przekąskę w postaci polskiej kiełbasy suchej i chrzanu. Na razie jest bardzo w porządku, bo od razu zapytała o koszty udziału w poręczowaniu. Wyprawy korzystające z poręczówek innych wypraw zwyczajowo uczestniczą w kosztach zakupu lin.
 
Pozdr.
Jurek Natkański

14.06.2010

Jurek Natkański: Zespół poręczujący Artur, Kaziu (Robert Kaźmierski), Rafał od 4ej w nocy do  teraz poręczował odcinek od obozu 3 na wys.6 900m w kierunku obozu 4.Zaporęczował do wys. 7200m i rozpoczął zjazd w kier. obozu 3. Zjazdy w kierunku do bazy będą kontynuowane. W bazie od rana znikający śnieg, pewnie wyjrzy niedługo słońce. Kucharzom udało się zatruć kolejne osoby, co było słyszalne w nocy w okolicach namiotów. Podaję menu dzisiejszego śniadania:
 
porrige,
herbata,
ciasto-chleb,
ciapaty,
jajko na twardo,
niby miód,
omleciki z cebulą.
 
Przygotowywane są nowe zapasy antyciał w postaci miodówek i przepalanek.
 
Pozdr.
Jurek Natkański


 


{moscomment}