Wyprawa Himalajska, której patronuje nasz serwis, dotąd przebiegała spokojnie. 3 czerwca 2010 jednak miała kłopoty, z których szczęśliwie wyszła cało. Relacje prosto z Himalajów rozpoczynamy sprawozdaniem z akcji ratunkowej. Zapraszamy do lektury  i wspierania komentarzami naszych dzielnych kolegów!

3 czerwca zespół Artur, Kaziu i Rafał po 12 godzinach w ścianie zaporęczował ostatnie 200m do pionowego uskoku skalnego oraz sam uskok oraz postawił obóz 2 na tzw. Orlim Gnieździe na wys.6000 m. W tym czasie przebywał w obozie 1-szym zespół Jurek, Jarek i Piotr przygotowujący się do wyjścia następnego dnia rano do obozu 2 z zamiarem postawienia kolejnego namiotu. Ok.19ej Kaziu przez radio zgłasza doktorowi że żle się czuje i że jeden z partnerów jest nieprzytomny a drugi dziwnie nadpobudliwy . Nie są w stanie uruchomić maszynki gazowej gdyż zamokła.
Doktor zalecił podanie zastrzyków na wysokościowy obrzęk mózgu oraz uruchomił procedurę wezwania helikoptera na następny dzień. Przed 21-ą  z obozu 1-szego wyruszył w kuluar zespół Jurek, Jarek i Piotr z tlenem i piciem z zamiarem dotarcia nad ranem następnego dnia do obozu  2-go.

Jednocześnie z bazy rusza z tlenem zespół Robert, Marcin, Arek, Jacek i Irek. Ola pozostaje w bazie przy radiotelefonie do kontaktu co15 minut z obozem 2-gim. Podczas każdej akcji powyżej bazy wyprawa używa 8 radiotelefonów włączonych non stop przez całą dobę.

Całą noc trwa skłanianie zespołu z obozu 2 go do natychmiastowego zejścia niżej tj. zjazdu uskokiem  na tzw. trawers kuluary gdyż obniżenie wysokości jest najskuteczniejszym sposobem przy wysokościowym obrzęku mózgu. Nakłaniamy też żeby wysuszyli maszynkę i ugotowali picie.

Dramaturgii dodaje fakt ciągłego rwania się łączności  / psuje się radio w obozie 2 oraz  często brak możliwości nawiązania kontaktu logicznego z kolegami z zespołu w obozie 2-gim.  Robert, Irek, Arek pozostają w obozie 1szym  w odwodzie. Opad śniegu który rozpoczął się po południu  w nocy narasta.

Kuluarem wspinają  się całą noc: Jarek z tlenem i zastrzykami , Jurek i Piotr z piciem, Jacek i Marcin z tlenem i piciem. Muszą torować w głębokim śniegu w dużym zagrożeniu lawinowym, wśród padających olbrzymich lawin pyłowych. Ok. 3 w nocy po kolejnych zastrzykach dexametazonu w obozie 2 udaje się nawiązać kontakt logiczny i skłonić zespół w obozie 2-gim do ubierania się i zjazdu uskokiem. Trwa to od 3-ciej do 5-tej rano. 

Pod uskokiem spotykają Jarka z tlenem a poniżej Jurka i Piotra i jeszcze niżej Jacka z kolejnym tlenem. Na szczęście koledzy są już w na tyle dobrym stanie że podanie tlenu zbędne. Ok.7 ej wszyscy szczęśliwie docierają do obozu 1szego a 2 godziny później do bazy.
{moscomment}