Po treningu o godzinie 15.30 pokazy filmów konkursowych. W pierwszym bloku wart uwagi jest obraz Łukasza Gabryelskiego „People of the White House”. Nakręcony w młodzieżowym stylu pokazuje fenomenalnych, młodych  freeriderów, którzy wykonują karkołomne ewolucje na stokach Austrii czy Szwajcarii. Występują przede wszystkim narciarze związani z Zakopanem: Szczepan Karpiel, Jan Krzysztof, Robert Szul, Tomek Paździor, Staszek Karpiel czy Andrzej Osuchowski. Dwaj bohaterowie filmu w 2014 roku będą reprezentować nasz kraj na olimpiadzie w Soczi, gdzie freestyle narciarski będzie dyscypliną pokazową.
 
Wspinaczka po francusku i Jurek Kukuczka…

Dla równowagi będzie też półgodzinny obraz z Francji „Parenthese a 8000m” Francois Damilano. Wiosną 2009 roku reżyser dołączył do ekspedycji na Manaslu (8163m npm) a film jest próbą uwiecznienia tej przygody. Zawiera wywiady z uczestnikami, pokazuje motywacje, walkę ze słabościami i wspinanie jako sztukę przyjmowania tego, co daje natura.

Natomiast późnym popołudniem film pt. „Kukuczka” Jerzego Porębskiego. Reżyser z doświadczeniem w temacie (nakręcił min. dokumentalny „Ratunek nadchodzi z nieba”  o ratownictwie śmigłowcowym w Tatrach) stworzył kompleksowy dokument o Jerzym Kukuczce, którego przedstawiać właściwie nie trzeba. A gdyby jednak - Kukuczka był najsłynniejszym polskim himalaistą, drugim po Reinholdzie Messnerze człowiekiem z Koroną Himalajów. W filmie, który niedawno miał swoją premierę, występują min. żona Celina i syn Wojtek, Messner, Kurt Diemberger, Carlos Carsolio czy Krzysztof Wielicki, a oryginalne materiały pochodzą z wypraw w latach 70-tych i 80-tych. Drugim z ważnych filmów w tym bloku będzie szkocki „Single Handed” Paula Diffleya. Opowiada historię Kevina Shields’a, zaciętego alpinisty. Na jego wyczyny czasami aż trudno patrzeć, ma się ochotę po prostu zasłonić oczy. To wspinanie bez ograniczeń, kalkulowanie ryzyka i przesuwanie granic. Tylko dla odważnych.

Po 19.30 o Ameryce Południowej
Na wieczór propozycją jest amerykański obraz „180 South” („180 Stopni na południe”), który wyświetlimy w Kinoteatrze, ale już poza konkursem. Obraz Chrisa Malloya jest filmem drogi, odtworzeniem nie do końca udanej podróży Yvona Chouinarda, założyciela firmy Patagonia i Douga Tompkinsa, twórcy The North Face w 1968, której celem był wulkaniczny szczyt Cerro Corcovado w Ameryce Południowej.
Do kolacji, choć może nie wszystkie materiały należy oglądać przy jedzeniu, polecamy filmy nakręcone przez młodego chirurga z Poznania, Tomka „Banana” Banasiewicza. Uczestniczył w wyprawach wysokogórskich, podczas których prowadził badania nad chorobą wysokościową i nakręcił min. kontrowersyjny film „ Emocje Dirana”. Ze względu na scenę finałową, uznany został za daleko posunięty eksperyment obyczajowy i estetyczny. W tym roku w Lądku pokażemy jednak inne obrazy tego reżysera: „Jak nie zdobyłem Fitz Roya”, „Tam”, „Spadając” czy „Rządza”.

I na zakończenie dnia mniej oficjalna zabawa - od 21.30 w klubie przeglądowym Lądek Base  Camp odbywa się górska impreza integracyjna. Codziennie…

 

 

Lądek w słońcu, duchy przeszłości wracają (felieton)… - drugi dzień Przeglądu


Drugiego dnia w Lądk Zdroju filmy konkursowe zaczynamy o godzinie 11 i w tym bloku pokażemy drugi z obrazów szkockiego reżysera Paula Diffley’a (pierwszy to „Single handed” o wspinaczu, który nie ma dłoni): „The Pinneacle”. Czterdziestopięciominutowy materiał pokazuje historię z 1960 roku, gdy Jimmy Marshal i Robin Smith wspinali się przez tydzień po Ben Nevis. Jako pierwsi pokonali sześć zimowych tras dzień po dniu, włączając Orion Face Direct. Dokładnie po 50 latach, Dave MacLeod i Andy Turner chcą powtórzyć ten wyczyn, oddając tym samym honor swoim wielkim poprzednikom.

    W bloku o godzinie 13 pojawia się trzy rodzime filmy, i w kuluarach kilka osób polecało „Łukiem Karpat na Rower Zapakowani”. Film Andrzeja  Butkiewicza jest fragmentem zapisu z 12-dniowej wyprawy rowerowej łukiem Karpat, na której uczestnicy pokonali około 1200 km jadąc głównie bezdrożami. Przedstawiono fragment obejmujący Rumunię, m.in. Park Narodowy Calimani oraz Góry Rodniańskie.
    W Kinoteatrze o godz. 15.30 przez dwie godziny wpadniecie w wir ekstremalnych wyczynów zebranych przez amerykański konkurs Reel Rock Tour 2010.  Wisienką na torcie będzie „Swiss machine” o Ueli Stecku, alpiniście, który stawia sobie za cel pobijanie rekordów prędkości we wspinaniu na najwyższe ściany świata. Nam uzmysłowił, co znaczy prawdziwy sportowiec…

    Wieczorem, już bardziej prywatnie, polecamy dwa filmy Darka Załuskiego, który osobiście pojawi się dopiero w piątek. O godzinie 21 w Kawiarni Maleńka puścimy „Przypadki pani Ani” i „Zimowa loteria - Makalu”. Pierwszy o wyprawie i przemyśleniach Anny Czerwińskiej na Lhotse, która notabene także będzie gościem w Lądku, a drugi o, jak tytuł wskazuje, zimowym zdobywaniu nadal niezdobytego zimą szczytu w Himalajach.  A w przerwie zapraszam do lektury felietonu pomysłodawcy i twórcy pierwszych Przeglądów - Zbyszka Piotrowicza. O wspinaniu nikt nie pisze tak, jak on.

Skałki Lądeckie – przypowieść z „jebadełkiem” w tle
Pierwszy Przegląd robiony za niewielkie pieniądze, konkretnie za dziesięć tysięcy złotych, które dostałem do lądeckiej gminy tylko dlatego, że byłem gminnym radnym. Kwotę natychmiast podzieliłem na dwie równe części. Nieco większą zostawiłem na tytułowe zadanie a pozostałe pieniądze radośnie wydałem na ponad setkę spitów oraz ręczną spitownicę.  Spitownica została zaksięgowana jako środek trwały  majątku gminy. Była to pierwsza gminna spitownica w Polsce. Donosił o tym fakcie, jak o niezwykłej sensacji, miesięcznik Góry. Powszechną bowiem praktyką była walka urzędników z plagą wspinaczy w różnych rejonach skalnych kraju. W tym samym czasie, w Prządkach po drugiej stronie Polski dochodziło nawet do tak spektakularnych działań, jak wyrywanie osadzonych haków za pomocą ciągnika wynajętego przez miejscowego wójta.

„Lista straceń” i inne przypadki
Przez całą wiosnę z Jurkiem Bieleckim i Szymonem Filem czyściliśmy skałki z luźnych kamieni, krzaków i niektórych drzew. Była to pora roku wyjątkowo paskudna i praktycznie wszystkie prace wykonywaliśmy w śniegu i deszczu. Ubezpieczone skałki, oferujące kilkadziesiąt bezpiecznych dróg, miały być atrakcją pierwszej edycji Przeglądu i tak się też stało. W czerwcu 1995 roku rozegrane zostały na Skalnej Bramie pierwsze zawody wspinaczkowe. W rywalizacji uczestniczyło dziewiętnastu zawodników i pięć zawodniczek. Wspinaczki odbywały się na drogach o trudnościach VI, VI.2+ i VI.4. Zwyciężyli w swoich kategoriach Bogna Jakubowicz i Janusz Krajewski. Skałki stały się popularne w Polsce i przyciągały coraz więcej ludzi. Naturalną koleją rzeczy było wydanie przewodnika. Miałem zebranych nieco materiałów, ale największym problemem było przygotowanie odpowiednich rysunków. W końcu podjął się tego zadania Jurek Bielecki, rodowity lądczanin i autor najtrudniejszych dróg. Zastrzegł, że ostatni raz rysował w przedszkolu i nie ręczy za efekt końcowy. Był zdecydowanie zbyt skromny, ponieważ rysunki okazały się bardzo dobre. Od momentu rozpoczęcia pracy do wydania przewodnika minęły tylko dwa miesiące, co w epoce maszyn do pisania było wynikiem zupełnie przyzwoitym. Najwięcej zabawy mieliśmy z wymyślaniem nazw dla kilkudziesięciu nowych dróg. Tak powstały Jesień w Pekinie, Młot na Czarownice, , Ślimaki i Afrodyzjaki, Hannibal Lecter  i obok Hannibal Kanibal, Lista Stąceń, Megality w Czasie i Przestrzeni  i kilka innych, których już nie pamiętam.

Pani reżyser i „jebadełko”!
Wiele lat później przeczytałem jakieś uczone opracowanie językoznawcy, analizujące naszą radosną twórczość. Naukowiec doszukał się w nazwach dróg nie tylko treści znacznie głębszych, niż było to naszym zamiarem, ale także wskazał na wiele prawidłowości i tendencji. O skałkach usłyszała nawet telewizja „z samej Warszawy”. Pani reżyserka pojawiła się z całą ekipą i przez trzy dni nakręciła sześć odcinków dla popularnego w latach dziewięćdziesiątych programu Rower Błażeja. Jedną z moich ról była prezentacja sprzętu do wspinania. Materiał został jednak znacząco okrojony. Pani reżyserka uparła się, że w programie młodzieżowym absolutnie nie puści nazwy „jebadełko”, oznaczającej przyrząd do wyciągania zatartych kostek. W tamtym czasie na jebadełko nikt inaczej nie mówił, a nazwa tak się przyjęła, że jej nieco obsceniczny wydźwięk zupełnie wyparował. Autocenzura realizatorów programu młodzieżowego być może okaleczyła całe pokolenie, które żyje w nieświadomości, że jebadełko w ogóle istnieje!

Wbiegaliśmy na Everest
Skałki były także miejscem niespodziewanych happeningów. Kiedyś, przy wydatnej pomocy jednostki piechoty górskiej z pobliskiego Kłodzka zorganizowałem tam restaurację. Wyobrażacie sobie miny przygodnych turystów, kiedy w lesie, pod Skalną Bramą natykają się niespodziewanie na lokal z białymi obrusami, serwetkami na stole i kelnerami serwującymi dania? Albo na koncert kilkudziesięcioosobowego chóru występującego  wraz z pełną orkiestrą, w scenicznych strojach i z dyrygentem we fraku? Fragmenty filmu z relacja można dziś znaleźć na Youtubie pod hasłem „Piknik pod wisząca skałą”. Skałki były też przeglądowym Everestem. Wbiegaliśmy na Trojak tyle razy, aby łączna suma pokonanej wysokości wyniosła 8848 metrów. W ekipie wbiegającej byli także prawdziwi zdobywcy najwyższej góry. Mają więc dwa Everesty, również ten, z którego rozpościera się piękny widok na Dolinę Białej Lądeckiej.
Nakład przewodnika wydanego piętnaście lat temu, dawno się wyczerpał. Wspinaczkowe drogi lądeckich skałek stały się atrakcją regularnie umieszczaną we wszystkich informatorach i przewodnikach. Pod ścianami pobrzękują sprzętem ludzie z całej Polski, a spotykałem także Czechów, Niemców, Francuzów a nawet  Belgów. Zachęcam do odwiedzin, bo jest to nie tylko ciekawe miejsce, ale także kawałek historii Przeglądu i atrakcja, która dzięki Przeglądowi zaistniała.

Aktualny program na www.przeglad.ladek.pl

 


{moscomment}