monopol1Gmach dawnego Polskiego Monopolu Tytoniowego (Pawia 55). Widok od ulicy Dzielnej (05.03.21)

Od lat jesteśmy patronem Biegu Powstania Warszawskiego, więc tematyka związana z powstaniem jest nam bliska. W Warszawie na ulicy Pawiej 55 trwa rozbiórka gmachu przedwojennego Polskiego Monopolu Tytoniowego. Obiekt nie jest wpisany do rejestru zabytków, może nie ma specjalnych walorów estetyczno-artystycznych, ale jest częścią historii Powstania Warszawskiego.

W nocy z 1 na 2 sierpnia 1944 roku został zdobyty przez Batalion „Miotła” i do 8 sierpnia stanowił jego kwaterę. To ostatni przedwojenny budynek w tym kwartale ulic. W 2010 roku rozebrano sąsiadujący budynek tzw. „Fabryki Kamlera” czyli pierwszej siedziby Komendy Głównej AK mimo tego, że tamten gmach został wpisany do rejestru zabytków.
Piszemy o tym bo dla znawców tematu, to ostatnia szansa, aby chociaż uwiecznić ten budynek na fotografii…

Jak przebiegał dramatyczny szturm na Monopol? Wiemy to z monografii opracowanej przez jednego z żołnierzy Batalionu „Miotła”. Poniżej cytat za:
Leszek Ksawery Niżyński, „Batalion Miotła. W dywersji, sabotażu i Powstaniu Warszawskim, Oficyna Wydawnicza Mireki 2014, s. 172-175.

„Około godziny 23.00 zaczął padać deszcz, stopniowo gaszący pożar desek i dający osłonę powstańcom. Z godzinnym opóźnieniem, o 24.00 por. Witold Przyborowski „Kulesza" wysadził mur, do którego jako pierwszy atakujący dobiegł z pistoletem w ręku kpt. „Niebora". Tuż za nim skoczył ppor. „Igor" krzycząc: „Chłopaki, za mną!".

Okrzyk i przykład chwyciły, ale pech chciał, że kilku chłopców wpadło w zasieki z drutu kolczastego, które na szczęście były źle ustawione i udało się sforsować tę przeszkodę. Dalej był basen z wodą przeciwpożarową, do którego wpadł pchor. „Szatan", a „Igor" musiał go wyciągać. Nacierający natrafili na jeszcze wiele innych przeszkód spowodowanych ciemnościami i nierównością terenu.

„Igor" został z częścią ludzi swoich i por. „Sarmaka" na dziedzińcu Monopolu, ostrzeliwując okna budynku i ciskając do nich granaty. Druga część „Jerzyków" oraz żołnierze „Gałązki", „Czarnego" i „Sarmaka" zaatakowali bramę wysadzoną granatem i podjęli szturm budynku głównego. „Igor" słyszał nawoływania ppor. „Gałązki", który po sforsowaniu bunkra (który, wbrew rozeznaniu, wcale nie był pusty, siedziało w nim pięciu wystraszonych, ale w pełni uzbrojonych żołnierzy Wehrmachtu) był już również na dziedzińcu Monopolu (…)

Był to obiekt broniony przez załogę liczącą 56 werkschutzów i żołnierzy Wermachtu, wspaniale uzbrojonych, ochranianych murem getta i bunkrem. Pośrednio Monopol ochraniała załoga żandarmerii szpitala św. Zofii liczącą (według późniejszego rozeznania) wraz z tak zwanym białym domem - kilkuset niemieckich żołnierzy.

Jednym z pierwszych, którzy dostali się do środka budynku Monopolu, był pchor. „Ludwik" z oddziału „Jerzyków". Po wysadzeniu przez saperów muru, „Jerzyki" przeskoczyli przez powstałą wyrwę w bezpośrednie sąsiedztwo jednego z budynków Monopolu (budynków było kilka). Znaleźli się na skraju dziedzińca. Aby zabezpieczyć się przed ogniem z okien, „Ludwik" rzucił filipinkę pod wejście. Bezpośrednio po wybuchu granatu podskoczyli do wejścia i wpadli do środka. Tuż za „Ludwikiem", dosłownie za jego plecami, wbiegł „Gwiazda". Mieli szczęście. Okazało się, że wbiegli do zakładowego ambulatorium. Było tam dwóch rannych Niemców i kobieta. Jak się później okazało, kilkanaście minut przedtem rozegrała się tu dramatyczna akcja.

W ambulatorium Monopolu znajdowała się akurat Barbara Grażyna Miszczak „Baśka", sanitariuszka należąca do AK, której powierzono rozpracowanie obiektu, ponieważ tu pracowała. Nie powiadomiona na czas o powstaniu, przebywała właśnie w ambulatorium, kiedy przyprowadzono rannego podoficera niemieckiego. Siedział na leżance przy oknie, opierając się o parapet. Był blady, lecz wyraz twarzy miał zdecydowany. Obandażowana szyja i krew na mundurze wskazywały, że był ranny. Pistolet położony na parapecie nie pozostawiał wątpliwości, co do zamiarów Niemca.

Na wprost okna, przy ścianie, siedziała w milczeniu sanitariuszka. W napięciu wsłuchiwała się w odgłosy walki, świadoma, że powstańcy zbliżają się i zaraz mogą tu wpaść. Podoficer poruszył się niespokojnie. Sanitariuszka widziała, jak chwycił pistolet i odchylił się nieco do tyłu, w momencie gdy w strumieniu światła pokazała się z zewnątrz okna jakaś ręka, która starała się chwycić parapet. Czarny beret z orzełkiem ukazał się za oknem. Niemiec spokojnie celował. W rozpaczliwym odruchu dziewczyna chwyciła ciężki, biurowy telefon i z ogromną siłą rzuciła nim w głowę Niemca. Podoficer padł jak kloc na podłogę. Krew z nosa i ust zalała mu twarz. Półprzytomny odwrócił się jeszcze i nie wypuszczając z rąk pistoletu poszukiwał sanitariuszki. A dziewczyna już była przy nim. Wyrwaną z telefonu słuchawką uderzyła Niemca między oczy, a widząc, jak ten przewala się na bok i cały w konwulsjach agonii wymiotuje, padła na kolana i zakrywszy twarz rękami zaczęła płakać. Chwilę później do ambulatorium wbiegł drugi ranny Niemiec i prawie w tym samym momencie wpadli dwaj chłopcy od „Gałązki", a tuż za nimi „Ludwik", „Gwiazda" i „Junosza". Niemiec, który wbiegł przed chwilą, próbował wyskoczyć oknem. Strzelił do niego „Gwiazda". Niemiec wypadł przez okno. Jego trup leżał potem pod oknem na dziedzińcu.

„Ludwik” zauważył, że dziewczyna-sanitariuszka ma na palcu pierścionek z orzełkiem. Krzyknął: „Co pani tu robi? Czy pani jest Polką? Odpowiedziała: „Tak jestem Polką. Ja tu pracuję”. Była to Barbara Grażyna Miszczak „Baśka”. „Ludwik" z pięcioma chłopakami pobiegli na portiernię. Okazało się, że zamknięto tam około czterdziestu polskich pracowników Monopolu. Uwolnili ich. Jedna z kobiet powiedziała, że w piwnicy Niemcy uwięzili jeszcze jedną dużą grupę Polaków. Po wejściu do piwnicy „Ludwik" usłyszał płacz dzieci i wołanie: „Mamo, mamo!".

Na drzwiach pomieszczenia, w którym Niemcy uwięzili ludzi, wisiała potężna kłódka. Trudno ją było zerwać. Dopiero „Gwiazda" znalazł gdzieś łom i tym łomem udało się ukręcić kłódkę. W piwnicy uwięziono około 60 osób. Byli to zakładnicy wygarnięci przez Niemców z okolicznych domów. „Ludwik" polecił uwolnionym, aby tymczasem siedzieli cicho i nie wychodzili na zewnątrz, ponieważ toczy się jeszcze walka. Nie wszyscy posłuchali. Kilka osób pojedynczo próbowało przebiec przez ulicę mimo padających z różnych stron strzałów.

W wyniku walk o Monopol Tytoniowy Niemcy stracili 14 żołnierzy: dziesięciu zabitych i czterech rannych. W batalionie „Miotła" rannych było trzech żołnierzy (wśród nich pchor. Adam Domin „Andrzej Babinicz" - dowódca patrolu z oddziału „Torpedy"). Powstańcy zdobyli trzy erkaemy, 12 kb, pięć pistoletów maszynowych, 14 pistoletów z zapasem amunicji oraz wielkie składy papierosów i duży magazyn żywności. Monopolu broniło 56 Niemców, a 42 żołnierzy niemieckich uciekło do getta, kryjąc się w tak zwanym białym domu - kamienicy z bunkrem przy Żelaznej na rogu Leszna, gdzie stacjonowała żandarmeria niemiecka".

Tak wyglądał szturm na Monopol. Dalsze walki batalionu były jeszcze bardziej dramatyczne. "Miotła" w jednym z ostatnich aktów walk na Woli, poprowadziła 11 sierpnia 1944 roku, kontruderzenie w kierunku Stawek. Pozwoliło to wyrwać się z okrążenia całemu Zgrupowaniu "Radosław". Poległ wtedy dowódca batalionu „Miotła” kpt. Franciszek Mazurkiewicz „Niebora” (młodszy brat ppłk „Radosława"). Pod koniec powstania „Miotła” liczyła tylko 46 żołnierzy, około 240 zostało zabitych i rannych.

  Po lewej widoczny mur getta, po prawej budynki Pawia 55 i 57 w 1943 r., fot. Zbigniew Miszta

monopol2Pawia 55. (Stan na 05.03.2021).