angelika mach 3
Robert Zakrzewski: W czasie pandemii sportowcy się nie nudzą. Maratonka Angelika Mach - trzykrotna brązowa medalistka mistrzostw Polski na 10 000 m, rozpoczęła właśnie współpracę z nowym szkoleniowcem. Biegaczka liczy, że pod okiem trenera Jacka Kostrzeby poprawi rekordy życiowe. Jej marzeniem są igrzyska i kierunek Tokio, a póki co kończy sesję, na trzecim kierunku studiów.

Robert Zakrzewski: Chociaż często można spotkać Cię na starcie, to pewnie mało osób wie jak zaczęła się Twoja przygoda z bieganiem ?

Agelika Mach: W szkole mieliśmy jakieś zawody gimnazjalne i wybierano drużynę. Chyba wypadłam dobrze, bo zauważył mnie nauczyciel, którego córka trenowała w Zniczu Biłgoraj. Zapytał, czy nie chciałabym też trenować, bo też raźniej byłoby jego córce. Postanowiłam spróbować. Wcześniej nie miałam nic wspólnego z biegami. Nie wiedziałam nawet, że je można ćwiczyć, albo że są jakieś zawody.

Robert Zakrzewski: Początki były trudne?

A.M.: Nie, w Biłgoraju mieliśmy fantastyczną ekipę. Wszyscy byliśmy prawie w jednym wieku, a trenował nas Mieczysław Jamroz, który także później miał wielu zdolnych zawodników. Potrafił wyłapywać młode talenty, tylko później wszyscy odchodzili. Szli dalej na studia do większych miast.

angelika mach 2

Robert Zakrzewski: Ty przeniosłaś się do Lublina, żeby studiować na tamtejszym UMCS. Czy pamiętasz jakiś moment, który pokazał Ci, że coś może być z tego biegania? Często kariery kończą się zanim zaczną na dobre, w wieku juniora, albo po studiach.

A.M.: Nie było jednego takiego momentu, ale kilka. Pierwsza taka chwila to tytuł Mistrzyni Polski juniorek na 5000 m w 2009 roku (17:24.21), wcześniej stawałam na podium na 3000 m. Wtedy dostałam propozycję przejścia do UMCS. Mogłam liczyć tam na stypendium i akademik. To mi dawało spokój, że mogę studiować i trenować. Później było przejście do trenera Marka Jakubowskiego i dobre występy w biegach ulicznych. To mi pokazało szanse dalszego rozwoju.


grafawynik

Robert Zakrzewski: Większość kojarzy Ciebie z biegami ulicznymi, tymczasem w 2009 roku zdobyłaś brązowy medal Mistrzostw Świata juniorek w biegach górskich. We włoskim Campodolcino najlepsza była naturalizowana Turczynka Yasemin Can, późniejsza mistrzyni Europy na 5000 i 10 000 m, z otwartego stadionu. Jak wspominasz tamten start?

A.M.: Dobrze pamiętam tamte mistrzostwa, samą Yasemin i jej trenera, bo sporo z nimi wtedy rozmawialiśmy. Na kolejnych mistrzostwach, rozgrywanych w innym w stylu - alpejskim, też ich spotkaliśmy. Wtedy gorzej mi poszło, ale oni także mnie poznali. Przyznam, że ja nie liczyłam na medal i do końca nie wiedziałam, że jestem trzecia.

Robert Zakrzewski: Jak to?

A.M.: Przede mną biegła Amerykanka i miała podobny „biało-czerwony” strój. Myślałam, że to któraś z naszych zawodniczek, pewnie Kasia Dulak, która miała rekord Polski juniorek młodszych w biegu przeszkodowym. Ja zaczęłam spokojnie i cały czas kogoś wyprzedzałam. Nagle patrze na biegaczkę przede mną i myślę sobie kiedy Kaśka mnie wyprzedziła. Gonię ją i gonię, bo chcę być najlepszą z Polek. Przed samą metą był mały podbieg, ale jak się nogi przyzwyczaiły do długiego zbiegu, to dawał w kość. Trenerzy zaczęli do mnie krzyczeć, bo zbliżała się kolejna zawodniczka. Ale mi już było obojętne czy będę 20, czy 21. Nie wiedziałam, która jestem. Tuż za metą Andrzej Puchacz gratulował mi 3. miejsca.

angelika mach 1

Robert Zakrzewski: Długo trenowałaś w licznej grupie trenera Marka Jakubowskiego, m.in. razem z Iwoną Bernardelli, Izabelą Paszkiewicz, czy Jakubem Nowakiem. Trudno było podjąć decyzję o zmianie?

A.M.: Żal był odchodzić. W grupie trenera Jakubowskiego spędziłam sześć fajnych lat, zżyłam się z zawodnikami i trenerem. Miałam z nim dobry kontakt, on dużo o mnie wiedział. Ale trzeba było podjąć jakąś decyzję, bo od pewnego czasu nie biegałam tak jak chciałam i nie poprawiałam wyników. Stwierdziłam, że czas coś zmienić, albo kończyć. Ten czas pandemii okazał się być idealny na rozpoczęcie współpracy z nowym trenerem.

Robert Zakrzewski: Jak nawiązałaś współpracę z trenerem Jackiem Kostrzebą - szkoleniowcem utytułowanych biegaczy m.in. Krystiana Zalewskiego, czy Katarzyny Jankowskiej?

A.M.: Przyjaźnię się z zawodniczką, która trenowała u trenera Kostrzeby. Uważałam, że jest dobrym fachowcem, a jego podopieczni biegają na wysokim poziomie. Dzięki niej dostałam numer do trenera, choć to nie było tak, że się nie znaliśmy wcześniej, bo spotykaliśmy się na różnych zawodach. Wiedział pewnie, że nie jestem przypadkową osobą i nie musiałam wysyłać mu swojego CV (śmiech). Jedna rozmowa wystarczyła i doszliśmy do porozumienia. Teraz przyjechałam do Goleniowa, żeby lepiej się poznać. Miałam być dwa tygodnie, a będę trzy. Stąd pojadę z trenerem do Wałcza na obóz.

Robert Zakrzewski: Twój rekord życiowy w maratonie wynosi 2:37:13 z 2016 roku, a barierę 2:40:00 złamałaś jeszcze tylko raz, rok temu w Krakowie – 2:39:52. Czujesz niedosyt?

A.M.: Oczywiście, że tak. Pewnie gdybym nie czuła niedosytu, to bym nic nie zmieniała. Miałam kilka dobrych biegów, ale czegoś w nich brakowało. Cztery lata temu, gdy zrobiłam „życiówkę”, to tak naprawdę zaczynałam przygodę z maratonem. Nie byłem wtedy tak wybiegana jak teraz. Może to był pech, może jakaś niedyspozycja, bo to jednak jest maraton.

Robert Zakrzewski: Przed którym maratonem czułaś się najlepiej przygotowana?

A.M.: W bardzo dobrej formie byłam przed Orlen Warsaw Marathonem w 2018 roku. Biegłam wtedy z Izą Paszkiewicz i Olą Lisowską, a prowadził nas Kuba Nowak, na minimum na Mistrzostwa Europy. Półmaraton miałam w 1:16:30. Czułam się w życiowej dyspozycji. Ale nie wyszło, bo zeszłam z trasy po 30 km. Szkoda, bo treningi bardzo dobrze wychodziły. Wtedy się tak nastawiłam, albo szybkie bieganie, albo wcale. Nie chciałam jednak biec na 2:40:00.

Robert Zakrzewski: Czas pandemii dał Ci się jakoś we znaki? W ostatni weekend przed odwołaniem imprez zdążyłaś jeszcze stanąć na podium podczas Biegu Kazików w Radomiu, gdzie byłaś trzecia (35:02).

A.M.: Uaktywniłam się na „Tik-Toku” i zastanawiałam się czy nie przejść na aktorstwo (śmiech). A tak poważnie, to robię kolejny kierunek studiów, więc miałam też zdalne zajęcia. Współpracę z trenerem Kostrzebą rozpoczęliśmy od dwutygodniowego roztrenowania. W tym czasie odpoczęłam i odświeżyłam głowę. Pojechałam do domu, do rodziców. Na wsi nawet nie czuć było tych obostrzeń i pewnie dlatego wyjechałam z Warszawy.

Robert Zakrzewski:  Mówisz „kolejny kierunek studiów”?

A.M.: Tak, trzeci. Ukończyłam Slawistykę i wtedy już zaczęłam studiować równolegle Filologię Rosyjską. Kończyłam ją już na Uniwersytecie Warszawskim. Pracę licencjacką oraz magisterską pisałam po bułgarsku i po rosyjsku (śmiech). Trzeba było wybrać. Przez wszystkie lata zajęcia na Slawistyce miałam po bułgarsku. Pomyślałam, że dobrze będzie znać też język rosyjski. Ale wtedy ucierpiało trochę bieganie. Teraz studiuję Zarządzenie od „magisterki”. Robię to tak dodatkowo.

Robert Zakrzewski: A jakie masz najbliższe plany startowe?

A.M.: Na pewno będę chciała pobiegać na bieżni, pewnie 5000 m podczas Mistrzostw Polski. Chciałabym pobiec też jesienią w jakimś maratonie, tyle że biegi uliczne, to wciąż wielka niewiadoma. Póki co, szykujemy się, a co z tego wyjdzie to zobaczymy. Oczywiście marzę o starcie na igrzyskach, ale sprawa z minimum jest nieco skomplikowana, bo można je znów zdobywać dopiero od 1 grudnia.

foto: Artur Czempas/ Athletics Lifestyle

Inne rozmowy Roberta Zakrzewskiego:
W poszukiwaniu zaginionej e-formy. Albo z formą w lesie. - 14.04.2020
W szkole nie lubił biegać. Zdobył medal mistrzostw Polski w maratonie! - 29.04.2020
Emilia Zielińska zwyciężyła Cracovia Maraton w 2013, teraz spełnia marzenia życia 22.04.2020
Śmierć kliniczna, rekord Polski i sześć marzeń. „Miałam szczęście. Ogromne szczęście.” - 14.05.2020
Dana Glowacka rekordzistka Guinnessa w „planku” - „Możesz być nikim, kto stanie się kimś”. A co myśli obieganiu? - 19.05.2020
Agnieszka Janasiak i finisz, który obiegł prawie cały świat. „Jest co opowiadać” - 27.05.2020
Pobiegnie wzdłuż Wisły, żeby złamać tabu. „To nic wstydliwego mieć depresję” - 4.06.2020
Miał być „Majors”, będzie Korona Gór Polskich. Wojciech Kopeć pobiegnie po rekord? - 17.06.2020