w kopec4a
Robert Zakrzewski: Po tym jak koronawirus pokrzyżował plany startowe, maratończyk Wojciech Kopeć postanowił poszukać nowego wyzwania. Biegacz chce zdobyć Koronę Gór Polskich i to bez żadnego wsparcia. Liczy, że 28 szczytów pokona w jak najszybszym czasie.

Zamiast biegania po Rysach, zawodnik z Olsztynka, w tym roku szykował się do zupełnie innego wyzwania. Chciał wystartować we wszystkich sześciu biegach zaliczanych do elitarnego cyklu World Marathon Majors, zrzeszającego największe maratony świata od Tokio, przez Boston, Londyn, Berlin, Chicago po Nowy Jork. Szybko musiał dokonać korekt w swoich zamiarach.

W Tokio nie było już miejsca w „sub-elicie” i nie mogli mnie już wcisnąć, bo był określony czas zgłoszeń, ale zapewnili, że mogę wystartować tam za rok, bo mam dobrą „życiówkę”. Tylko muszę do nich napisać. Postanowiłem więc zrobić „Majorsa” nie w rok kalendarzowy, ale w 12 miesięcy. Zwłaszcza, że byłem zapisany na pozostałe maratony. Ale przyszła pandemia, która rozwaliła moje plany, nie tylko te biegowe, ale i podróżnicze. Maratony wiosenne przeniesiono na jesień. Przez chwilę nawet była szansa, że może zaliczę serię w 6 miesięcy. Nie wiem czy ktoś to zrobił w historii i czy będzie jeszcze taka szansa. Ale to też się posypało, bo odwołany został Maraton Bostoński i ma być tylko wirtualny. Co moim zdaniem jak na taki bieg nie jest dobrym rozwiązaniem. W tej imprezie chodzi o to, żeby pobiec tą konkretną trasą, a nie sobie gdzieś na świecie. 

- opowiada Wojciech Kopeć, brązowy medalista mistrzostw Polski w półmaratonie z 2014 roku.

ORLEN e-Maraton "Solidarności" - w innej formule! - też przeczytaj!

w kopec1

34-letni maratończyk jeszcze przed ogłoszeniem pandemii zdążył wystartować w kilku imprezach. Podczas Biegu Chomiczówki na 15 km w Warszawie uzyskał czas 47:43, wygrał na dwóch dystansach podczas Biegu Wedla (5,4 i 9 km), oraz dotarł do Gambii, gdzie wziął udział w tamtejszym półmaratonie (1:11:30) .

Początek roku był super i zapowiadał dobre wyniki. Na 15 km poprawiłem swoją życiówkę o minutę. Bieg Wedla, to był fajny trening, na dobrych prędkościach. W Gambii dały o sobie znać pogoda i warunki. Tam też trochę chorowałem, ale chciałem powalczyć. Teraz jak się o tym wszystkim słucha, to można powiedzieć, że były to takie objawy podobne do koronawirusa, bo cztery dni miałem naprawdę ciężkie.

- wspomina wydaje się inną epokę dla biegów ulicznych i nie tylko.

w kopec2

Biegacz przyznaje, że ma naturę podróżnika. Widać to po kierunkach jego startów prowadzących nie tylko po Europie, ale i przez Australię, Azję, Amerykę Północną i Środkową. W dorobku ma wiele nietypowych maratonów jak ten na Kajmanach, czy w Indonezji. Swój rekord życiowy ustanowił w 2014 wygrywając maraton w cypryjskim Limassol, z czasem 2:17:27.

Skoro z powodu obostrzeń nie mogłem wyjechać poza Polskę i realizować swoich pasji, przepadły mi też różne wyjazdy, to pomyślałem że będę zwiedzał kraj. Kombinowałem co mogę ciekawego zrobić. Mój kolega Kamil Murzyn, który także jest biegaczem (5000 m – 13:57.30), powiedział żebym pojeździł po górach. Okazało się, że jest Korona Gór Polskich i można ją zdobyć. Później padł pomysł czy są jakieś rekordy. Ale ja nie byłem zainteresowany rekordami, bo szykowałem się wciąż pod Maraton Bostoński. Myślałem raczej o turystyce, no chyba że odwołają Boston.

- opowiada z uśmiechem zawodnik.

w kopec3

Czym jest Korona Gór Polskich? To wyzwanie zaproponowane na łamach czasopisma „Poznaj swój kraj” w 1997 roku i popularyzujące górską turystykę. Polega na zdobyciu najwyższego szczytu w każdym krajowym paśmie i udokumentowanie tego. Istnieje także klub oficjalnych zdobywców KGP zrzeszający blisko 2400 osób.

Niektórzy kompletują „koronę” w kilkanaście dni, inni w kilka miesięcy, lub lat, ale są też tacy którzy podchodzą do tego, jak do rywalizacji czysto sportowej. Rekord należy do Grzegorza Leszka i wynosi 76 godzin, z 2015 roku. Jeleniogórski biegacz posiadał wsparcie sześciu osób i dwóch samochodów.

w kopec4

W kategorii solo, czyli bez żadnej pomocy, sprawa rekordu nie jest już taka oczywista. Najgłośniej było o Pawle Pabianie, który w 2017 ukończył wyzwanie w 110 godzin i 50 minut. Lepszy wynik uzyskany samotnie podaje ultramaratończyk Michał Stopa – 95 godzin 30 min z 2019 roku. https://www.strava.com/activities/2507177647

Czas mierzy się od wejścia na pierwszy szlak, do szczytu ostatniej góry. Tym razem Wojciech Kopeć chce nieco zmienić zasady i podać rezultat także od wejścia na pierwszy szlak do zbiegnięcia ze ostatniego szczytu.

Pobiegnie sam, a między górami rozsianymi głównie na południu kraju przemieszczać będzie się motocyklem. Uważa, dzięki temu nadrobi po kilkanaście minut na odcinku. W ramach zapoznania z terenem zwiedził niemal wszystkie szczyty, z wyjątkiem Rysów. Część turystycznie razem ze swoją narzeczoną. Teraz czeka już tylko na „okienko” pogodowe, bo w Tatrach wciąż panują ciężkie warunki.

Wiem już którymi chce szlakami biec i gdzie zaparkować. Transport może być tu kluczowy, jeżeli chce szybko dojechać z Łysicy do Tarnicy. W górach jest też sporo remontów. Ostatnio w okolicach Szczawnicy czekaliśmy dwie godziny w korku, a motocykle mijały nas z boku. Dlatego właśnie decyduję się jechać motocyklem, choć wiem że nie będzie to łatwe. Do tego szybko zdejmować kask i zakładać buty biegowe.

- opowiada Wojtek.

w kopec5

Swoją wyprawę zacznie od Łysicy (614 m n.p.m), a następnie ruszy w Bieszczady. Ostatnim przystankiem ma być Wysoka Kopa (1126 m n.p.m) w Górach Izerskich.

Łysica jest łatwa, dalej góry od strony Tatr i Bieszczad są już trudniejsze. Dlatego chce je pokonać pierwszego dnia. Chciałbym zdobyć Rysy jeszcze gdy będę miał najwięcej sił. Duże znaczenie ma też odległość między górami. Na pewno będę musiał działać szybko, bo nie będę miał czasu, żeby zjeść w podróży. Mam nadzieję, że uda mi się przetrzymać pierwszą noc. Już nie raz tak robiłem, choć jest to pewne niebezpieczeństwo. Na motocyklu trzeba mieć cały czas otwarte oczy. Dodatkowo, choć pozycja wydaje się być wygodna, to cały czas trzeba nogami pracować.

- wyjaśnia.

Wydaje się też, że Korona Gór Polskich spełnia swoje zadanie, bo biegacz jest pod wrażeniem różnorodności masywów. Nie chciałbym wskazywać któregoś jako swojego ulubieńca.

Każda góra, każde pasmo jest inne, ale ma coś w sobie. Tatry mi się podobają, bo są takie potężne, Bieszczady są trawiaste i mają piękne widoki, a Karkonosze to nasza „mekka biegaczy”. Tam się jeździło zawsze trenować. Najbardziej mnie zaskoczyły Góry Stołowe. Przyznam nie wiedziałem, że takie miejsce jest w Polsce. Podobały mi się te wielkie kamienie i wąskie przesmyki. Już sama droga do Pasterki, to jak droga do innego świata. - opisuje Wojtek Kopeć.

Zawodnik chciałbym wyruszyć po „koronę” na przełomie czerwca i lipca. Później planuje obóz przygotowawczy. Jak wielu, tak i on, liczy że odbędą się jakieś jesienne starty. W międzyczasie realizuje też kolejny projekt krajoznawczy. Chce na motorze odwiedzić każdą gminę w Polsce, a jest ich prawie 2,5 tys. Tu jednak nie nastawia się na rekordy.

Inne rozmowy Roberta Zakrzewskiego:
W poszukiwaniu zaginionej e-formy. Albo z formą w lesie. - 14.04.2020
W szkole nie lubił biegać. Zdobył medal mistrzostw Polski w maratonie! - 29.04.2020
Emilia Zielińska zwyciężyła Cracovia Maraton w 2013, teraz spełnia marzenia życia 22.04.2020
Śmierć kliniczna, rekord Polski i sześć marzeń. „Miałam szczęście. Ogromne szczęście.” - 14.05.2020
Dana Glowacka rekordzistka Guinnessa w „planku” - „Możesz być nikim, kto stanie się kimś”. A co myśli obieganiu? - 19.05.2020
Agnieszka Janasiak i finisz, który obiegł prawie cały świat. „Jest co opowiadać” - 27.05.2020