a janasiak 2Agnieszka Janasiak na mecie - Poznań Maraton 2009

Robert Zakrzewski: Słowem dramat odmienianym przez przypadki opisywano finał Łódzkiego Maratonu w 2011 roku. W tym biegu było wszystko co potrzebne w wielkim widowisku. Zabrakło może tylko szczęśliwego zakończenia. A może to jeszcze wcale nie koniec? „To nie jest najprzyjemniejsza sprawa, ale dała mi wiele.”- mówi dziś Agnieszka Janasiak, która straciła wtedy pierwsze miejsce na samej linii mety, wcześniej upadając dwukrotnie.

W pierwszą niedzielę czerwca, po rocznej przerwie, do Łodzi wrócił bieg na „królewskim dystansie”. Choć uczestnicy wyruszyli wcześnie rano, bo już o 8-ej, to upał nie ułatwiał rywalizacji. W sumie bieg maratoński ukończyło blisko 500 osób, a poniżej trzech godzin pobiegło 15 z nich.

a janasiak 4Łódź Maraton 2011

W grupie zawodniczek znalazły się m.in. Agnieszka Janasiak z życiówką 2:37:33 uzyskaną w stolicy Wielkopolski w 2009 roku, Białorusinka Maryna Damancewicz, która w 2010 roku wygrała Maraton Poznański z czasem 2:36:30, oraz paraolimpijka Arleta Meloch (2:37:34).

Wybór maratonu w Łodzi był podyktowany tym, że dyrektorem zawodów był mój ówczesny trener – Zbigniew Nadolski. Nie byłam tam faworytką, ale też trudno wtedy było wskazać jedną kandydatkę do wygranej. Czułam się dobrze i byłam dobrze przygotowana. Chciałam pobiec dobry wynik, ale wszystko zweryfikowała pogoda. Rano było około 30 stopni.

- wspomina Agnieszka Janasiak.

a janasiak 3Agniszka Janasiak - Łódź Maraton 2011

Chociaż wiele osób widziało nagranie z emocjonującego finiszu, to wszystko poprzedziła pasjonująca rywalizacja na ulicach miasta. Do 21 km „zającem” Agnieszki Janasiak miał być doświadczony maratończyk Piotr Pobłocki. Ostatecznie towarzyszył on jej aż do samej mety.

Biegło mi się bardzo dobrze. Nie miałam żadnych większych kryzysów. Faktycznie do półmaratonu miał mnie prowadzić Piotr. Powiedział mi, żebym o niczym innym nie myślała tylko biegła. Byłam jak maszyna i robiłam swoje. Nie wiedziałam jednak czy bez niego też będę w stanie tyle z siebie dać. Dlatego poprosiłam czy może ze mną biec dalej. Teraz już nie pamiętam czy Białorusinka prowadziła od początku. Ale wiem, że odrabialiśmy stopniowo straty. Gdy ją wyprzedziliśmy czułam, że jestem jak zaprogramowana i nic nie jest mi w stanie odebrać pierwszego miejsca.

- mówi maratonka.

a janasiak 5Łódź Maraton 2011

Gdy pytamy o bieg Piotra Pobłockiego wyraźnie odżywają wspomnienia. Jego zdaniem to gotowy scenariusz filmowy. Podczas swojej długiej kariery sportowej nie doświadczył takiej dramaturgi, choć sam nie raz walczył o podium do ostatnich metrów.

Po półmaratonie Agnieszka zapytała czy mogę biec z nią dalej. Gdy byliśmy już na 30 km, to uciekła nam Białorusinka na jakieś 100 m. Wtedy powiedziała mi, że mogę zejść. Ale ja chciałem jej pomóc odrobić straty. Zwłaszcza, że końcówka była lekko pod wiatr. Rywalkę dogoniliśmy na 41 km. Gdy byliśmy obok liderki, chciałem się na chwilę przytrzymać i odpocząć. Ale zawodnik czasem bywa niecierpliwy. Dlatego jak Agnieszka doszła do niej, to ruszyła ile mogła. Leciała na oparach.

- wspomina Piotr Pobłocki i dodaje.

Wtedy pierwszy raz biegłem maraton w Łodzi. Myślałem, że meta będzie tuż przed halą, a nie w niej. Obiegliśmy taki płot, dobiegamy do wejścia i delikatnie wyrwałem żeby pokazać jej w którym kierunku ma biec. Było tam lekko z górki, a my mieliśmy ogromną przewagę. Odrobiliśmy 100 m i dołożyliśmy z 80. Biegnę, nagle odwracam się, a Agnieszka leży. Serce mi stanęło. Ktoś chciał jej pomóc wstać, ale jako sędzia wiem, że tego nie można robić. Zwróciłem uwagę i gdy podniosła się to poczułem ulgę. Biegniemy dalej i po 50 m ona znów upada. Wtedy krzyknąłem, bo widzę, że Białorusinka wpada na halę.

- relacjonuje pacemaker z tamtego biegu.

W Atlas Arenie wydawało się, że meta jest o dwa kroki stąd, niczym w przeboju Budki Sufflera. Zostawało do niej może sto metrów, może mniej. Zgromadzeni kibice widzieli cierpiącą Agnieszkę Janasiak jako zwyciężczynię maratonu.

Jednak w tym samym czasie co Polka szarfę przecięła Białorusinka Maryna Damancewicz. Obie zawodniczki uzyskały identyczny wynik – 2:42:20. Żeby poznać triumfatorkę potrzebna była fotokomórka. Zdecydowała różnica 0.03 sek, co bardziej kojarzy się z biegami sprinterskim niż z maratonem.

Pierwszy mój upadek był spowodowany tym, że nie zauważyłam zmiany ułożenia nawierzchni. Zrobił się mały skos i się potknęłam. Wtedy biegłam w okularach przeciwsłonecznych i nagle zrobiła się ciemno w hali. Do tego doszło zmęczenie i pewna euforia. Przy drugim upadku nogi odmówiły już posłuszeństwa. Nie wiedziałam co się z nimi dzieje. Trudniej było wstać. Nasze ciało odczuwa każdą zmianę pozycji na takich dystansach. Wierzyłam jednak, że jeszcze wygram. Ręce unoszę do góry i klatkę piersiową biorę do tyłu, a Maryna Damancewicz klatką atakuje do przodu. Ten szczegół zadecydował, że wygrała.

- wyjaśnia Agnieszka Janasiak.

a janasiak 6Łódź Maraton 2011 - finisz

a janasiak 7Łódź Maraton 2011 - finisz

a janasiak 8Łódź Maraton 2011 - finisz

a janasiak 9Łódź Maraton 2011 - finisz

Zawodniczka przyznaje, że wtedy było jej przykro. Nie mogła sobie wytłumaczyć w racjonalny sposób tego co zaszło. Ale z perspektywy czasu nie traktuje tego jako porażki.

Przynajmniej jest co opowiadać. Mogę się też pochwalić znajomym i zapytać czy widzieli mój filmik w internecie – mówi z uśmiechem biegaczka.  

O Poznaniance zrobiło się znów głośno w 2016 roku, gdy wygrała charytatywny bieg Wings For Life w swoim rodzinnym mieście (39,94 km). Niestety nawracające kontuzje nie pozwoliły jej nawiązać do dawnych sukcesów, jak wicemistrzostwo Polski w maratonie z 2009 roku, czy choćby wspomnianego maratonu w Łodzi.

Od tego Wings For Life nie mogę się jakoś „wykaraskać”. Czy to jakieś zerwanie mięśnia piszczelowego tylnego, czy to coś z kręgosłupem, a to coś z mięśniem dwugłowym. Ale widzę światło w tunelu, choć już trudniej jest wrócić. Wiem, że im bardziej będę chciała coś zrobić na siłę, tym bardziej obróci się to przeciwko mnie. Jednak dla mnie bieganie to nie tylko wyczyn. To także moja miłość i pasja. Biegać pewnie będę do końca życia.   Chciałam kilka razy to rzucić, ale ten stan trwał z pięć minut i szybko mijał.

- opowiada biegaczka.

a janasiak 11Agnieszka Janasiak na mecie - Poznań Maraton 2018

Jej marzeniem jest zwycięstwo w Maratonie Poznańskim. Była tam już trzecia (2008 r.) i druga (2009 r.). Biegaczka zdaje sobie sprawę, że dziś inny jest już status imprezy i o pierwsze miejsce może być trudniej. Choć z drugiej strony, w 2019 roku niespodziewanie wygrała inna Poznanianka Monika Stefanowicz, wyprzedzając słabnącą rywalkę z Etiopii kilometr przed metą.

Teraz Maraton Poznański ma certyfikat brązowy World Athletics, czyli musi zapraszać zawodników o określonym poziomie sportowym. Ale wygrana w tym biegu to wciąż moje marzenie sportowe i nie jest to jakieś marzenie abstrakcyjne. Nie mówię, że teraz pobiegnę 2:29:00. Ale maraton różnie się układa i jak jesteś przygotowany, to mogą stać się różne rzeczy. Nie można powiedzieć, że ktoś wygra już po półmetku, bo po 30 km może być „zgon”, jak to się mówi. Albo przed tuż samą metą.

– dodaje z uśmiechem.

Biegaczka jeszcze nie chce deklarować czy wystartuje w tegorocznym 21 PKO Maratonie Poznańskim. Decyzję ma podjąć w lipcu, a wszystko zależy od stanu jej przygotowań.

a janasiak 12Agnieszka Janasiak na mecie - Poznań Maraton 2018

Inne rozmowy Roberta Zakrzewskiego:
W poszukiwaniu zaginionej e-formy. Albo z formą w lesie. - 14.04.2020
W szkole nie lubił biegać. Zdobył medal mistrzostw Polski w maratonie! - 29.04.2020
Emilia Zielińska zwyciężyła Cracovia Maraton w 2013, teraz spełnia marzenia życia 22.04.2020
Śmierć kliniczna, rekord Polski i sześć marzeń. „Miałam szczęście. Ogromne szczęście.” - 14.05.2020
Dana Glowacka rekordzistka Guinnessa w „planku” - „Możesz być nikim, kto stanie się kimś”. A co myśli obieganiu? - 19.05.2020