polowka wawa 2018 1
Robert Zakrzewski: Po zawieszeniu grupowych treningów biegacze nie zostali sami. Aktywność trenerów przeniosła się do internetu. W tym czasie niejedno mieszkanie zamieniło się w salę do ćwiczeń. Gimnastykują się osiedla, bloki, a trening całej klatki nabrał chyba nowego znaczenia.

Wdech i wydech

Jest już po wyznaczonej godzinie. Na ekranie laptopa pojawia się nienaganna sylwetka. Często trenerem jest inny biegacz lub biegaczka. Osoba nie tylko bardziej doświadczona i utytułowana, ale także umiejąca „sprzedać” ćwiczenia.

Chwilę czekamy, aż wirtualnie dołączą kolejne osoby. Trwają powitania, lecą „kciuki”, kolejni chętni meldują swoją obecność. Przyszli poćwiczyć, w mieszkaniach zrobili nieco miejsca. Inni są tylko po to by popatrzeć, ale może tak też poprawią sobie humor.

W planie na dziś tajemniczo brzmiące Mobility i Core, czyli trening mobilizacyjny i wzmacniający. Uśmiechnięta osoba na ekranie pokazuje jak się ustawić. Słychać „Ściągnij barki, łopatki. Wdech i wydech”. To początek z ponad 25 minutowej sesji. Jeśli za ścianą, ktoś wykonuje podobne ćwiczenia, to trzeba zabrać się do roboty, żeby nie zostać w blokach, gdy sezon ruszy.

„By nie zwariować”

Jak trenować w „czterech ścianach” prezentuje m.in. Izabela Parszczyńska. Biegaczka wiosną chciała wrócić do maratonu (rekord życiowy 2:43:21 z 2015 roku). Jednak w lutym z powodu nadmiaru pracy musiała porzucić swoje plany. Później przyszła pandemia wirusa, która wpłynęła na jej pracę.

13 marca do odwołania zostało ograniczone funkcjonowanie obiektów sportowych w tym siłowni, klubów fitness czy basenów. Większość grup biegowych, jeśli nie wszystkie, już wtedy odwoływało swoje spotkania. Wraz z końcem marca w Polsce wprowadzono stan epidemii. Wprowadzono też zakaz przemieszczania się.

Oba kluby w których pracuje Izabela, zaczęły wprowadzać treningi on-line dla klubowiczów.

Ja by nie zwariować, siedząc tyle czasu w domu, zaczęłam prowadzić treningi również na moim instagramie. W sumie dzięki temu wróciłam do przeszłości, bo kiedyś utrzymywałam się z pracy instruktorki fitness i czułam się wtedy najlepiej w swoim ciele. Miałam moje najlepsze wyniki w bieganiu. Teraz na nowo odkryłam radość z ćwiczeń. Jako trenerka muszę też świecić dobrym przykładem dlatego poszłam w tym kierunku.” - powiedziała Iza Parszczyńska.

Większość osób z którymi teraz trenuje zdalnie, wiedzą na co mogą liczyć. Ćwiczyli razem z nią, gdy „korona” kojarzyła się biegaczom tylko z Koroną Maratonów Polskich, a nie kolejnymi ograniczaniami i codziennie podawaną liczbą chorych.

Jest to bardzo miłe, że nadal mogę mieć z nimi kontakt. Być może łatwiej im się zmotywować, kiedy mnie znają i znają mój styl prowadzenia zajęć. Widzę, że ludzie zaczęli kompletować sprzęt, sama też dostaje dużo pytań, szczególnie o rollery do masażu. Dużo osób po prostu się zmotywowało do zakupu czegoś, co już dawno chcieli, lub potrzebują nowych bodźców. Więcej wolnego czasu sprzyja kreatywności i odkrywania nowych rzeczy.” - mówi.

Z formą w lesie

Przygotowania na świeżym powietrzu wybiera natomiast 24-letni Tomasz Mikulski, amator z Gminy Kampinos. Jego przygoda z bieganiem zaczęła się w 2011 roku. Na koncie ma kilka lokalnych sukcesów. Trzy lata temu zajął 3. miejsce podczas Półmaratonu im. Janusza Kusocińskiego z czasem 1:11:19. Rok temu zadebiutował w maratonie (2:42:31).

Biegacz w zasięgu ręki ma piękne okoliczności przyrody, więc trudno się dziwić, że nieco krzywi nosem na pytanie o trening w domu. Jednak już od 26 marca cały obszar Kampinowskiego Parku Narodowego jest zamknięty dla turystów, czy też osób uprawiających rekreację. Wszystko to jak podano w trosce o zdrowie i bezpieczeństwo.

Ale z tych samych pobudek zdrowotnych Tomek chciałby prowadzić aktywny tryb życia.

Gdy zrobiło się głośno o pandemii to na początku myślałem, że to coś poważnego. Ale teraz po kilku tygodniach myślę, że my aktywni ludzie musimy dalej trenować na świeżym powietrzu ponieważ zrezygnowanie z tego i treningu w domu może doprowadzić do pogorszenia odporności. Moim zdaniem takie raptowne zmiany nie są dobre dla organizmu.” - tłumaczy biegacz.

Mieszkam 2 km od Kampinowskiego Parku Narodowego i widzę z każdej strony zakazy. Choć w sumie jak bym chciał to jakoś pewnie znalazłbym inną trasę z miękkim terenem. Teraz, gdy nie ma imprez biegowych trenuję tak jak początku swojej przygody z bieganiem, czyli po prostu sobie biegam. Jednego dnia szybko, drugiego wolno i robię trochę treningu siłowego. - opisuje Tomek.

Prawa (wolna!) interpretacja

O tym czy można biegać na dworze, na polu, czy w lesie, powiedziano już wiele, napisano również. W sprawie zakazu przemieszczania wypowiadali się nie tylko sportowcy, lekarze, ale i prawnicy. I pewnie gdybyśmy w każdej sytuacji przestrzegali tak paragrafów, to wszyscy dziś jeździliby autem 50 km/h w terenie zabudowanym.

Szybko stał się to nośny temat. Zdjęcie biegacza z mandatem otrzymanym za złamanie zasad kwarantanny podbiło internet. Okazał się to być żart z okazji Prima Aprilis. Powstała niezliczona ilość memów i żartów, jak ten o butach startowych do nawietrzni płytki lub kafelki.

Cała sprawa podzieliła biegaczy.

Trochę to prawda. Na szczęście nie widzę żadnych dyskusji z tym związanych czy negatywnych komentarzy wobec jednej czy drugiej grupy. I dobrze! To tak naprawdę nowa sytuacja i nikt nie wie jak się zachować, oraz co jest dobre, a co złe. Ważne by zachować zdrowie nie tylko to fizyczne, ale i spokojną głowę. A sama wiem dobrze, że bieganie w tym pomaga. Ćwiczenia na szczęście też. Raczej ciężko mi uwierzyć, że ktoś teraz trenuje mocno, jeśli chodzi o trening biegowy. Najważniejsze to dbać o siebie i wszystkich innych dookoła. Na szybkie bieganie jeszcze przyjdzie czas. - ocenia Iza.

Pozostaje takie wrażenie, że tkwimy w pewnym rozkroku, jakbyśmy znów ćwiczyli w naszym mieszkaniu. Jesteśmy w niezbyt wygodnej pozycji. „Trzymamy jeszcze. 3, 2, 1” - dobiega ze słabych głośników komputerowych. Zaraz przychodzi ulga. Małą satysfakcją jest to, że „sprawa biegania” pokazała jak wielu chce uprawiać ten sport.