W Półmaratonie Poznańskim wystartowało 5 biegaczy z Warszawy. To rekord in minus, który już chyba nigdy nie zostanie pobity zwłaszcza, że poznańskie biegi mają bardzo dobrą opinię w stolicy. Pozostaje mieć nadzieję, że organizatorzy dwóch największych imprez biegowych w Polsce spróbują mieć więcej wyrozumiałości dla biegaczy i dla siebie wzajemnie. Z małej warszawskiej grupki najszybszy był Andrzej Wojakowski (01:32:44 - 201 miejsce) i on przysłał maratończykowi.pl kilka swoich spostrzeżeń. Zapraszamy do lektury.

Andrzej Wojakowski:
Dla sporej części biegaczy ze stołecznej aglomeracji i okolic efektem ich zimowych przygotowań do wiosenno-jesiennego tegorocznego sezonu biegowego miał być start w Półmaratonie Warszawskim. Ja też podążyłem tą drogą, z tą tylko różnicą, że pobiegłem w Poznaniu.

Dlaczego tam, a nie w Warszawie? Ja, urodzony warszawiak (a może lepiej warszawianin) biegłem już tu w ubiegłym roku, a jeden z kanonów mojej filozofii biegania na dłuższych dystansach jest: jeden bieg w jednym miejscu. Biegów jest tak wiele, że jest z czego wybierać, dodatkowo można uprawiać tzw. turystykę biegową, tzn. przy okazji biegu można „coś" zobaczyć, poznać nowych ludzi itd. Poza tym nie zamierzam nabijać kasy dyr. Fundacji Maratonu Warszawskiego, p. M. Troninie (zastrzegam jednak, że to tylko moje prywatne zdanie).

To w drogę. W sobotę po południu pociągiem TLK ( 65,- zł bilet Podróżnika w dwie strony) do Poznania, stamtąd tramwajem na Maltę do Biura Zawodów. A w Poznaniu pada lekki deszczyk. Nie wróży to dobrze na niedzielny bieg, Weryfikacja trwała b. szybko, potem skromne pasta-party, a na miejscu skorzystałem z okazji, aby obejrzeć mecz piłkarski naszych „orłów" - niestety, stracony czas. Po meczu powrót na kwaterę prywatną w centrum miasta (nocleg - 40,- zł, jedynka z TV). Wieczorna przebieżka, rozciągania, wszystko to w lekkim deszczu zakończyło sobotni dzień. Idąc spać przestawiam zegarek i nastawiam budzik w komórce. Dobrze, że tak zrobiłem, bo jak spojrzałem na zegarek w niedzielę o poranku, to nie działał, wysiadła bateria. Po lekkim śniadaniu oglądając tylko start R. Kubicy w Formule I , szybko wychodzę i jadę tramwajem na Maltę (bilet 24h w Poznaniu kosztuje 13, 20 zł). Na miejscu zaskoczyły mnie porządne i czyste szatnie w budynku, gdzie spokojnie mogłem się przebrać. Najważniejsze jednak, że nie pada deszcz, jest jednak dość chłodno, a od strony jeziora nieźle „:dmucha". Truchtem na START, po drodze rozciąganie, przyspieszenia itp. Przygotowany kręcę się przed startem.

Cel mojego dzisiejszego biegu - „złamanie" 1:30h. Ale, zawsze jest jakieś ale, od środy jestem trochę podziębiony. Trasa w Poznaniu nie jest taka płaska jak w W-wie, jest wiele podbiegów, no i dzisiaj od czasu do czasu wieje porywisty wiatr. Ja jednak postanawiam spróbować, jak się nie uda, to „ręki sobie nie urwę". Zamierzam się trzymać pacemakera na 1:30h. Punktualnie o godz. 10.00 start, a biegu uczestniczy nawet sam Prezydent miasta Poznania R. Grobelny (czego nie robi się dla reklamy miasta i nie tylko). Ciekawe, kiedy w W-wie pobiegnie nasza pani Prezydent (lub któryś z jej zastępców, jeśli p. Prezydent nie lubi biegać). 

Biegnie mi się nieźle, ale tempo wytrzymuję tylko do ok. 9 km, a potem „baloniki" pacemakera powoli, ale systematycznie się oddalają. Moje międzyczasy: 10km - 43:21 mi.

15km - 1:05:39. Po 10km nie biegnę już w grupie, ale samotnie, niektóre podbiegi dają mi trochę w „kość", ale mimo wszystko całkiem dobrze kręcę swoje tempo. Po drodze korzystam z punktów odżywiania, na jednym wziąłem tabliczkę czekolady, myślałem, że w czasie biegu spokojnie ją zjem, ale o mały włos się nie zakrztusiłem, Więcej nie będę twardej czekolady jadł podczas biegu. Banany w tym roku ze względu na cenę były za chyba drogie?. Na 2km przed metą po przeciwnej stronie ulicy widzę swoje „baloniki". Mniej więcej obliczam o ile mnie wyprzedzili, nie jest źle, strata nie jest tak duża. Ostatnie kilkaset metrów przed metą przyspieszam biegnąc w dół, wyprzedzam jeszcze 2 zawodników (cóż za przyjemność przed samą metą jeszcze kogoś wyprzedzić), ale sam też jestem przez jednego zawodnika wyprzedzony. Wpadam na metę z czasem brutto 1:32:57 a czas netto to 1:32:44. Swój rekord życiowy pobiłem o prawie 3 min. (dokładnie 2:59 min.). Można powiedzieć, że plan wykonałem tylko w 52% (a może aż). Trochę zabrakło do realizacji założonego celu. Ale w tym dniu, na tej trasie, przy takiej dyspozycji i pod ten wiatr, jestem jednak z siebie zadowolony.

Później już tylko same przyjemności: masaż (niestety, nie trafiłem pod ręce ładnych młodych masażystek, pech), ciepły prysznic, a po przebraniu darmowa możliwość degustacji piwa Lech. Przeważnie każdy pije tylko raz 0,5l szklanicę piwa, ale „nie masz cwaniaka nad warszawiaka", ja degustowałem 4 razy. Po lekkim posiłku odpoczynek, wolny spacer na jez. Maltańskim, notabene b. ładna okolica, następnie spacer na Starym Mieście, Rynku, po drodze zwiedzam wystawy w Domu Kultury, powrót na dworzec.

Wracam zatłoczonym pociągiem do W-wy (ściśnięty w 8-osobowym przedziale jak sardynka w puszce) przy zapchanych korytarzach. W niedzielę to podobno norma, „warszawiacy" wracają do pracy. Dobrze, że kupując bilet kol. pani w kasie poradziła mi, żebym na powrót kupił miejscówkę, stokrotne dzięki raz jeszcze. A w W-wie pada deszcz po przyjeździe, pewnie to ten z Poznania. (historia zatoczyła koło).
Półmaraton w Poznaniu był dla mnie celem treningowym w przygotowywaniu się do Maratonu w Dębnie. Ale ten bieg dopiero przede mną..

Moje indywidualne porównanie Półmaratonów
w Warszawie (2008) i w Poznaniu (2009)
( w nawiasach moja ocena)


 

Warszawa

Poznań

trasa

równa, płaska (+)

pagórkowaty, wiele podbiegów (-)

imprezy towarzyszące

targi Expo, sztafeta 5x5, imprezy dla dzieci  (+)

tylko kilka stoisk handlowych ( -)

reklama

radio TOK FM, GW, TVP (+)

b. krótkie info w TVP (-)

otoczenie

centrum W-wy ( -)

ładne zielone tereny wokół jez. Maltańskiego  (+)

przebieralnie

namioty, brak pryszniców (-)

porządne szatnie w budynku., ciepły prysznic (+)

posiłek po półmaratonie

Torba z napojami m in. Powerade, lekkie przekąski (-)

porcja makaronu z sosem, darmowa degustacja piwa (+)

ruch uliczny

samochody jadące obok biegaczy, zwłaszcza na moście Gdańskim  (-)

niewielki ruch uliczny w pewnej odległości od biegaczy ( 0)

wpisowe

55,- zł dość drogo (-)

40,- zł  umiarkowana cena (0)



{moscomment}