Jurek Skarżyński: Każdy, kto przygotowuje się do kolejnego sezonu
według klasycznych kanonów - od listopada - najgorsze ma już za sobą. Jesienne
zawieruchy, szybko zapadające ciemności, zimno, śnieg, ślizgawice, do tego
monotonne, dla wielu wręcz nudne treningi - to zbliża się ku końcowi. Już teraz
meteorolodzy zapowiadają odwrót zimy i nadzieję na radosny, wiosenny krajobraz.
Żyć się chce! ! Te wszystkie jesienno-zimowe mordęgi na biegowych
trasach, jeżeli pilnie realizowaliśmy kolejne punkty planu treningowego, to
bezcenny kapitał, który wykorzystamy podczas okresu wiosenno-letnich startów w
zawodach.
Kapitał ten ma
dwa oblicza:
-
udowodniliśmy sobie, że trudne warunki zewnętrzne nie
tylko nie obniżyły, ale wręcz umocniły nasz apetyt na sukcesy w okresie
startowym. To był trening psychiki i budowania motywacji, niezbędny w
odniesieniu do biegaczy długodystansowców. Czy teraz coś będzie w stanie nas
wystraszyć? A że przy tym... podwyższyliśmy siłę swojego układu odpornościowego,
zahartowaliśmy organizm - to zysk bezcenny!
-
jeżeli solidnie wykonaliśmy założenia treningowe - zbudowaliśmy fundament motoryczny, na którym
zaczniemy stawiać podwaliny swojej przyszłej formy sportowej. Jeszcze jej nie
ma, ale w marcu i kwietniu zrealizować trzeba takie elementy, które odpowiadają
za jej wzrost.
Jakie elementy muszą się znaleźć w naszym planie
przygotowań, by ukierunkować go na dalszy rozwój?
Dotąd bazowaliśmy na:
-
spokojnych - 50- do 70-minutowych rozbieganiach,
które dla urozmaicenia kolorowaliśmy łagodnymi przebieżkami (np. serią
8-10 ok. 100-metrowych przyśpieszeń przeplatanych takimi samymi odcinkami
truchtu);
-
wycieczkach biegowych, czyli trwających nawet dwie
godziny odcinkach długich rozbiegań;
-
od 30- do 50-minutowych krosach, czyli biegach w
terenie urozmaiconym, których zadaniem było rozruszanie naszego serca na
naprzemiennie wykonywanych zbiegach i podbiegach;
-
tak niedocenianych przez wielu, a tak skutecznie
stymulujących rozwój biegacza, ćwiczeniach siły biegowej, które wprowadzane do
planu - najpierw w postaci odcinków skipów, a potem wieloskoków - wzmacniają
siłę większości mięśni pracujących podczas biegu, a przy tym budują coś mało
mierzalnego, a niezwykle istotnego w rozwoju zawodniczym: czucie mięśniowe;
-
monotonnych odcinkach realizowanych w tzw. drugim
zakresie wytrzymałości biegowej, których zadaniem jest budować nasz pułap
tlenowy. To jego poprawa jest motorem napędowym naszego dalszego rozwoju
sportowego. Te przynajmniej 30-minutowe odcinki biegane z możliwie stałą
prędkością, które w przypadku maratończyków powinny trwać nawet 70-80 minut są spoiwem
fundamentu, o którym wyżej wspominałem. Warto przypomnieć, że w przypadku
zawodników starszych niż 45-50 lat, ich częstotliwość w mikrocyklu tygodniowym
nie powinna być większa niż jeden raz w tygodniu! Nadgorliwi płacą zwykle dość
okrutną cenę, która w języku sportowym nosi nazwę przetrenowanie;
-
dużej ilości ćwiczeń gimnastyki rozciągającej i
gimnastyki siłowej, zabezpieczającej nasz układ mięśniowy przed tak niepożądanymi
kontuzjami. Ci, którzy mają takie możliwości, mogli korzystać z dobrodziejstw
treningu w hali sportowej, gdzie do wykorzystania są np. piłki lekarskie,
drążek, drabinki czy płotki lekkoatletyczne. Różnorodność ćwiczeń buduje naszą
wszechstronność, a zapewniam, że na dystansie maratonu, ale nawet w biegu tylko
na 10 km, ta wszechstronność sprawnościowa ochroni nas przed przedwczesnym siadaniem.
Co robić teraz, gdy wiosna za
pasem i czuć już przedsmak pierwszych startów w nowym sezonie?
Umordowani kilkumiesięcznym
treningiem, zwykle w mało sprzyjających warunkach, i wszechobecną dotąd
monotonią codziennych zadań, trzeba pobudzić zahibernowany organizmdożycia. Służą do tego coraz to żywsze, szybciej biegane elementy treningu,
które stymulują nasze serce i płuca, a także mózg (!) do warunków zbliżonych do
startowych:
-
przebieżki, dotąd wykonywane tylko dla urozmaicenia
treningu, powinny coraz bardziej nosić znamiona treningu szybkościowego,
chociaż przestrzegam, że nie polega to na wykonywaniu ich z coraz to większą
szybkością, a jedynie coraz płynniej technicznie. Coraz pewniejsze pod nogami
podłoże (zniknie wreszcie błoto i lód, które wymuszały bardzo ostrożny bieg)
sprawi, że wprawdzie będą one coraz szybsze, cały czas chodzić w nich będzie o
poprawę techniki biegu, a nie sprawdzanie poziomu szybkości. Teraz można biegać
nawet 15-20 odcinków, ale odradzam mierzyć czasy poszczególnych odcinków;
-
czasami zamiast przebieżek warto wprowadzić do planu
odcinki trochę dłuższe, np. jednominutowe. 5-8 takich odcinków (proponuję
przerwy w truchcie rzędu 2-3 minut) wykonanych z większym zaangażowaniem będzie
dla organizmu zupełnie innym sygnałem, przerywającym tę zakodowaną niemal
monotonię, a jednocześnie stawiającym przed nim zupełnie inne wyzwania. Chcę dodać,
że często będą wtedy problemy nie tyle z niedomagającymi sercem i płucami, co z
psychiką. Każdorazowe podrywanie się do takiego odcinka wiąże się bowiem często
z pokonywaniem pewnych barier psychologicznych. Stad obok treningu
motorycznego, mają one duże znaczenie treningu mentalnego;
-
siła biegowa bazowała najpierw na skipach, potem na
wieloskokach, a teraz przychodzi pora, żeby wprowadzić podbiegi. Nie chodzi
jednak o strome wzniesienia, ale 2-3-procentowe górki, na których łatwiej o
dynamiczną pracę. 100-200-metrowe podbiegi dodadzą sił nogom, ale i odporności
sercu i płucom;
-
monotonne odcinki wytrzymałości biegowej w drugim
zakresie trzeba zastąpić krótszymi, ale intensywniejszymi odcinkami WB3.
2-3 odcinki 15-20-minutowego WB3 zbliży nas do prędkości startowych.
Jeszcze później, jako szlif przed samymi zawodami, zastąpimy je 7-10 jeszcze
szybszymi odcinkami trwającymi 4-5 minut;
-
cały czas nie zaniedbujmy ćwiczeń sprawnościowych,
których realizacja usprawnia mięśnie, ścięgna i więzadła, chroniąc nas przed
kontuzjami.
Taki trening pozwoli
przyzwyczajać się do warunków startowych. Nie mogę jednak nie przypomnieć, że
treningi realizowane w żywszym tempie wymagają od nas dłuższego czasu na
regenerację - tym dłuższego im mamy więcej lat!
Tym, którym śpieszno do zawodów,
pozwoliłbym wystartować czasami (ale nie co tydzień!), żeby sprawdzić swój
aktualny stan posiadania formy. Sygnały zebrane podczas takiego
sprawdzianu mogą być pomocne, by sprecyzować niedomagania i tak pokierować
treningiem, żeby naprawiać przede wszystkim wąskie gardła. Stara prawda
mówi bowiem, że na zawodach jesteśmy tak silni, jak... słabe są najsłabsze
elementy naszego organizmu, które pracują na wynik! I to właśnie nad
nimi pracować trzeba ze szczególnym zaangażowaniem.